| W
mieście Al Capone i pierwszych drapaczy chmur
Przez jednych nazywane
"Wietrznym Miastem", a przez innych
"Miastem Gangsterów"
od zarania walczyło o tytuł największej
metropolii USA. Choć
Chicago pod względem wielkości i gabarytów przegrywa ze swoimi "konkurentami"
- Los Angeles i Nowym Jorkiem, to wygrywa w wielu innych sferach. Chociażby
mieszkający tutaj Polacy, którzy tworzą najwiekszą poza krajem społeczność,
a Chicago jest drugim co do wielkości polskim miastem po Warszawie.

Widok z Hancocka. Wiele wieżowców
posiada baseny i lądowiska dla helikopterów.
"Look at the window! You
can see Chicago!" - mówi podnieconym głosem siedzący obok mnie w samolocie
Amerykanin. Olbrzymi Boeing 777 linii United Airlines kierujący się w stronę
lotniska OHare, będacego największym portem lotniczym na świecie, przelatuje
właśnie nad Jeziorem Michigan - szóstym co do wielkości jeziorem świata,
a w oddali u jego brzegów wyłania się Chicago - olbrzymia metropolia z
charakterystyczną panoramą drapaczy chmur. Po wylądowaniu
mój entuzjazm do Ameryki
poddany jest ciężkiej próbie. Bo jak określić
1,5 godzinne oczekiwanie
w kolejce i "trudne pytania" amerykańskiego
urzędnika "Emigration" proszącego
także każdego przekraczającego granice USA o położenie swojego kciuka na
skanerze w celu zapiasania odcisków palca.
Kiedy stojąc na tarasie
103. piętra słynnego "Sears Tower" wpatruję się
w panoramę Chicago stwierdzam,
że aż tylu wieżowców, z których każdy jest jedyny w swoim rodzaju, nie
widziałem do tej pory nigdzie na świecie.

Downtown nad jeziorem Michigan
to właściwe Chicago.
Sercem Chicago jest Downtown
(Dolne Miasto), dzielnica ogromnych
biurowców skupionych nad
brzegami olbrzymiego jeziora Michigan. Centrum Downtown nazywane jest "Loop"
(Pętla), gdyż otoczone jest przez tory kolejki miejskiej. To tutaj rozgrywała
się m.in. cześć akcji pamiętnego filmu "Ścigany" z Harissonem Fordem w
roli głównej. Aby poznać miasto, najlepiej zaopatrzyć się w "City Pass"
i wsiąść do jednej z kolejek.
W Chicago znajdują się słynne
drapacze chmur, łącznie z najwyższym budynkiem Ameryki - "Sears Tower".
Liczący 435 metrów wysokości budynek ma 110 pięter, kursują 102 windy,
w tym lokalne jeżdżące ze zwykłą prędkością i 14 ekspresowych, zatrzymujących
się tylko na piętrach przesiadkowych, a z tarasu widokowego rozpościera
się
przepiękna panorama miasta.
Niestety nie mam szczęścia do pogody. Ponoć w słoneczny dzień można dojrzeć
aż 4 sąsiadujące stany. Rekompensatą jest za to fascynujący nocny widok
Chicago.
Z jednego najwyższych wieżowców
na świecie podziwiam miliony zapalających się światełek, skrzyżowania przecinające
się pod kątem prostym tworzące "świetlną szachownicę", a w oddali widać
ciemną otchłań jeziora Michigan, nad którym w ciągu dnia ludzie chętnie
wypoczywają, a nadmorska promenada i plaża jest popularnym miejscem wielu
pikników. Pierwsze drapacze chmur, projektowane przez
grupę chicagowskich architektów
powstały po zniszczeniu miasta przez
pożar w 1871 roku. Jest
wśród nich znany "Home Insurance Buliding#,
"Realiance Building", czy
imponujący "John Hancock Center".
Spacerując ulicami w centrum
Chicago daje się odczuć specyficzny
miejski klimat. Ulice tworzą
wąwozy, do których nie dochodzi swiatło. Szerokie chodniki z dużych betonowych
płyt, wysokie krawężniki, parkometry, stylowe latarnie, eleganckie wejścia
do biurowców, ekskluzywne sklepy.

Kolejka miejska w chicagowskim
downtown.
Chicago stanowi bezsprzecznie
kulturalne i finansowe centrum Ameryki
- w śródmiejskiej dzielnicy
"Loop" mieszczą się filie największych firm
amerykańskich oraz giełdy
towarowe, których obroty stanowią jedną trzecią światowego handlu produktami
rolnymi i przemysłowymi.
Główną ulicą miasta jest
reprezentacyjna Michigan Avenue, a tuż obok
ciągnie się słynna aleja
zwana Magnificent Mile (Wspaniała Mila). Tamtejsze sklepy należą do najbardziej
ekskluzywnych i najdroższych na świecie.
Najsłynniejszym budynkiem
ulicy jest "Tribune Tower", wieżowiec będący redakcją dziennika "Chicago
Tribune".
W jego fasadę wmurowano
fragmenty wielu słynnych budowli, m.in. opactwa Westminster, piramidy Cheopsa
i Tadż Mahal.
Jeśli jest się już w Chicago,
to koniecznie trzeba wybrać się na rejs statkiem po rzece Chicago, mającej
osobliwy zielony kolor. Rzeka oddziela centrum biznesu od bogatej dzielnicy
North Side - części handlowej i rozrywkowej.
Widoki są nie zapomniane.
To właśnie podczas tego rejsu można przekonać się, jakie Chicago ma piękne
downtown. Płynąc statkiem warto mieć coś przy sobie, aby utrwalić te widoki.
Miastem zachwyceni będą
miłośnicy sztuki i kultury. Pod względem
ilości muzeów Chicago znajduje
się na drugim miejscu w Stanach Zjednoczonych, po Nowym Jorku. Średnio
każdego dnia odwiedza je ponad 60 tysięcy osób. Warto zajrzeć chociażby
do "Art Institute of Chicago".
Będąc w Chicago nie można
nie zobaczyć gigantycznej rzeźby Picassa o wysokości 15 metrów czy też
nie odwiedzić ciesząc się nie zawsze dobrą sławą południową część Chicago
(South Side), by w chińskiej dzielnicy skosztować tamtejszej kuchni oraz
odwiedzić uniwersytecki kampus Hyde Park.
Wielkie wrażenie wywarł
na mnie znajdujący się w centrum miasta Millennium Park. Znajduje się w
nim sporo arcydzieł sztuki współczesnej. Wrażenie robi 100-tonowa lustrzana
kula - Cloud Gate, w której przeglądają się wszyscy turyści przyjeżdżający
do Chicago.

100-tonowa lustrzana kula -
Cloud Gate.
Tuż obok stoi fontanna "The
Crown Fountain", która składa się z dwóch wieży, na bokach których znajdują
się olbrzymie ekrany, a na nich na
przemian z płynącą wodą
wyświetlane są tworze mieszkańców miasta. W Chicago zaskakuje ilość ludzi
uprawijących jogging wzdłuż Lake Shore Drive, czyli głównej ulicy wzdłuż
jeziora, nad którą można podziwiać wspaniały "Chicago Skyline".
Dziś, gdy spaceruję po mieście
na myśl przychodzą mi tutejsi gangsterzy, którzy w okresie rozkwitu przypadającego
na lata 20. rozsławili Chicago jako "miasto, w którym można zrobić duże
pieniądze" - nie zawsze legalnie. Al Capone i John Dillinger zajmowali
się przemytem alkoholu, a strzelaniny uliczne nie były ponoć tak częste
jak
pokazują je filmy kręcone
w Hollywood. Mimo tego, że Chicago leży na podobnej szerokości geograficznej
jak Polska, to tutejsze zimy są zawsze bardzo zimne, natomiast lato znowu
jest tak gorące, że bez klimatyzacji trudno żyć. Chicago określane jest
często mianem
"Wietrznego Miasta", ale
nie za sprawą silnego wiatru "The Hawk" - wiejącego bezpośrednio z jeziora
Michigan. Przydomek "Wietrzengo Miasta" zawdzięcza historii, za sprawą
dawniejszych polityków (stan Illinois zwany jest również Land of Lincoln),
a wywodzący się stąd mężowie stanu słynęli z tego, że zmieniali swoje opinie
jak "chorągiewki
na wietrze".
Chicago było zawsze znane
z olbrzymiej ilości emigracji z Włoch, Irlandii i Polski. Ogromna ilość
Polaków wyemigrowała tutaj w czasie lat 20-tych oraz 60-tych. Głównym skupiskiem
Polaków w Chicago - drugiej stolicy Polski jest Belmont - Milwaukee, zwana
często Polakowem, Jackowem, a przez niektórych nawet Dziadowem lub dosadniej
- skansenem polskości, w
którym czas zatrzymał się jakieś kilkanaście lat temu. Niestety będąc przez
chwilę na Milwaukee Avenue miałem również i ja takie same odczucie. Idąc
ulicą słyszysz polski język, widzisz polskie sklepy, instytucje - czujesz
się właściwie jak we własnym kraju i tak właściwie, aby tu żyć nie trzeba
w ogóle znać angielskiego.

Polskie sklepy w Chicago. Milwaukee
Avenue, najdłuższa polska ulica na świecie.
Tłumaczy to fakt, że niektórzy
polscy emigranci mieszkając w USA od
15 lat nie potrafią porozumieć
się w tym języku. Jak wszędzie, tak samo i wśród naszych rodaków są różni
ludzie i niestety potwierdza się i tutaj przekonanie, że Polacy lubią często
zaglądać do kieliszka. Nie trzeba się oszukiwać - jest w tym dużo prawdy,
co najlepiej widać na ulicy Milwaukee. W każdym polonijnym sklepie można
nabyć polskie
artykuły, żywność, gazety.
W Chicago powstaje także "Dziennik Związkowy", najpopularniejsza gazeta
wśród tutejszej Polonii. Większość stron gazety zajmują ogłoszenia dotyczącej
pracy,
mieszkania. Dużo Polaków
przeprowadza się obecnie na ulicę Belmont. Jest bardziej czysta i bezpieczna.
Tak samo jak na Jackowie, istnieje i tu wiele sklepów polskich, banków.
Warto zajrzeć przynajmniej do jednego z polskich kościołów lub założonego
w 1937 roku Muzeum Polskiego w Ameryce. Chicago jest również znane z olbrzymiej
emigracji irlandzkiej, która
osiadła w południowej części miasta i przedmieściach; stąd nazwa "South-side
Irish".

Sylwetka Sears Tower góruje
nad miastem.
Południowa część miasta jest
zupełnie inna niż północna. Południe jest raczej bardziej robotnicze, północ
bardziej intelektualna. Stąd duże różnice kulturowe i w mentalności mieszkańców
z tego samego miasta, ale z dwóch jego stron.
Choć Chicago jest etnicznie
bardzo podzielone, to jednak wszyscy uwielbiają tutejsze byki. Legendarna
drużyna "The Chicago Bulls" jest najlepszą w historii światowej koszykówki,
a Michael Jordan już kilka lat temu dostał złote klucze do miasta. Niewątpliwą
atrakcją może okazać się również mecz mało znanego w Polsce baseballu na
stadionie "Wrigley Field", a na zakończenie dnia pełnego wędrówek
po labiryncie
ulic Chicago warto zajrzeć
do jednego z licznych klubów, posłuchać
bluesa i jazzu, które są
chlubą miasta.
Sebastian Wieczorek |

|