|
|
|
Budujemy
kościół Boży |
|
Tajlandia, 8.4. - 21.4.2002
r.
( trochę inaczej )
Z pamiętnika żony
podróżnika
Kochani Podróżnicy,
Najpierw Was przywitam mile,
Bo spędziłam z Wami chwile.
Chwile, które mam w pamięci,
Łza się w oku nawet kręci.
Wcześniej także Bóg przemiły,
dał nam moc i dary siły,
by przemierzać rożne kraje
I podziwiać, co Bóg daje.
Do Tajlandii los nas rzucił,
Wiele ludzi wnet zasmucił.
Bo tych chętnych było więcej
-
Wskok na listę trochę
prędzej ! |
 |
 |
Najpierw :
Aachen Frankfurt nasza
trasa,
Jeździ często ludzi
masa.
I my też tam podążamy,
Się z Boeingiem spotkać
mamy.
Pierwszy etap tej podróży,
Trochę nas odrazu znużył.
Bo dwanaście godzin w locie,
Dało się we znaki krocie.
Bangkok nas przywitał
latem.
Doceniliśmy to potem.
Termometry aż pękały,
Bo czterdzieści stopni
miały. |
Wschód Daleki się przedstawia,
Tajemnice swe wyjawia.
W wir zwiedzania się rzucamy
Złoty Budda jest przed nami.
Wat Po Klasztor i Pagoda
( szybkie tempo jaka szkoda
!)
Skarb największy jest kultury
Szmaragdowy Budda. Mury
Marmurowej też Świątyni,
Atrakcyjnym kraj ten czyni. |
 |
 |
Jak to wszędzie bywa w świecie,
Polskie ślady są to wiecie.
Proboszcz Druz ich właśnie
szuka
I znajduje a to sztuka
!
Prałat Andrzej Józefowicz,
Zabłąkane dusze łowi.
Watykan go tutaj przysłał,
Do misyjnej pracy wysłał.
Mamy Mszę celebrowaną
I po polsku wyśpiewaną.
I w następnym dniu rano :
Czy w pielgrzymce, czy w
podróży,
czas zupełnie się nie dłuży.
Poświęcamy go modlitwie,
Czy w Tajlandii, czy na
Litwie.
|
Później znowu coś zwiedzamy
I do podziwiania mamy.
Rzeka, bazar na tej rzece,
Tu handlują, coś się piecze,
Warzyw różnych do wyboru
I owoców do koloru.
Można też coś zjeść i kupić
Można tez się tutaj zgubić.
Życie tętni tu na wodzie,
Wszędzie widać rożne łodzie.
Wśród kanałów dziś płyniemy,
Wszystko skrzętnie notujemy.
Inny Bangkok poznajemy,
Pływający Bazar
Do znajomych kartki ślemy.
|
 |
 |
Dzień następny znów przed nami
Cmentarz Kanchanaburi zwiedzamy.
Poświęcony jest żołnierzom,
Którzy tutaj w chwale leżą.
Pociąg wiezie nas do Nam Tok,
River Kwai stad jeden krok.
A wzdłuż rzeki kolej jedzie,
Poprzez puszcze tutaj wiedzie.
Łza się w oku teraz wierci,
Bo jej nazwa Kolej Śmierci.
Most na rzece zbudowany,
Krwią aliantów okupiony.
A azjatów też nie mało,
Życie tu za kraj swój dało.
|
Okolice Rzeki Kwai
Są tak piękne, że aż hej!
Ale czas nas znowu nagli,
Byśmy dalej zwiedzać mogli.
Oglądamy wioski, miasta,
Egzotycznie jest i basta
!
|
 |
| Że wymienię
:
Suphanburi
- stary klasztor
Sukhothai
- dawna stolica Tajlandii z parkiem historycznym i ruinami Muang Kao
Sukhothai
Sri Satchanalai -
park historyczny z ruinami świątyni Wat Chang Lom, Wat Chedi Jet
Taew z prochami władców królewskich, Wat Nang Phya z przepięknymi
stiukami kwiatowymi i wiele jeszcze podobnych świątyni.
Lampang
- ze świątynią i klasztorem Wat Phra That Lampang, Luang architektura
Lnny i jeden z najciekawszych zabytków północnej Tajlandii.
Lamphun
- klasztor Wat Haripoonchai |
Budda, Budda, Budda w wieży,
Stoi, siedzi, nawet leży.
Wszędzie kapie tam od złota,
Złote są też wszystkie wota.
A wśród ludzi rozmodlenie,
Perfekcyjne wręcz skupienie.
To nas jednak nie uwiodło,
Mamy przecież swoje modły.
Przemierzamy ten kraj cały,
Jest on przecież nie tak
mały.
Mamy jeszcze do zwiedzania,
Oglądania, podziwiania.
|
 |
 |
Docieramy do Chiang Mai,
Tutaj słonie mają raj.
Mamy tu na słoniu w planie,
Puszczy trasą wędrowanie.
Najpierw jednak zjeść coś
trzeba,
Nie jest to wszak kawał
chleba.
To banany lubią słonie,
Trzeba mieć ich pełne dłonie.
Po przeżyciach ze słoniami,
Czeka nas farma z kwiatami
Najpiękniejsze kwiaty świata
Orchidee w pełni lata.
|
I znów
jeden dzień przeminął,
W pełni wrażeń nam upłynął.
Jutro czas na Trójkąt Złoty,
Na to nie brak nam ochoty.
Wyruszamy via Chiang Dao,
By podziwiać znów niemało,
Dojeżdżamy do Mae Sai,
Jeszcze jest to tajski kraj.
Trzy granice się tu schodzą,
W jednym punkcie się tu
godzą :
Tajland, Birma no i Laos,
Wszędzie wokół tylko chaos.
|
|
To turystów wielkie rzesze,
Rynki, markty skrzętnie
czesze.
Bo turysta tu pazerny,
W świecie liczy się modernym.
Wszystkie ciuchy dziś markowe,
Tajski rynek ma gotowe.
Można wybierać do woli,
Że aż często głowa boli.
Zakończeniem dnia całego,
Było znowu coś nowego.
Rzeka Mekong nas gościła,
krajobrazy obnażyła.
Dalej jazda do Chiang Rai,
Dla turystów znowu raj.
Rękodzieło tu króluje,
Górskie plemię wizytuje.
|
Znów atrakcje tutaj mamy
Phitsanulok dziś zwiedzamy.
Siedzi Budda w Wat Mahathat,
Tysiąc czterysta ma lat.
Ayutthaya i Lobburi,
Są miejscami tajkultury.
Maja wiele kart historii,
Co im daje splendor glorii.
Jest coś, co nas tam zadziwiło,
Nasze oczy zachwyciło.
Małpy wszędzie w środku
miasta,
Rozmnażają się i basta !
Lobburi jest dumne z tego
Bo przyciąga tu każdego
|
|
|
Po przeżyciach kulturalnych,
Mamy parę spraw banalnych.
W kraju tym, to nie są śmiechy
Są przeróżne tez uciechy.
Czas pozwolił nam spróbować,
Się porządnie wymasować
!
Każdy dzień. nam przypominał,
Że przed nami jeszcze finał,
Finał, który wiódł nad morze,
Dziękujemy za to Boże.
Słońcem tutaj Bóg nas darzy,
Wszyscy leżą już na plaży.
kołysać się wśród fal !
Jeszcze parę godzin słońca
I doczekać przyjdzie końca. |
Podsumując całość skrzętnie,
Bawiliśmy się tu pięknie.
Bo dla ducha i dla ciała,
Cała podróż ta coś miała.
A to dzięki Proboszczowi
( ks. E. Druzowi SChr.)
Naszemu przewodnikowi !
Tak jak my
Zwiedzać może każdy sobie
Budda, Budda, Budda
Tak to jest w dzisiejszej
dobie.
Nie wiem jeszcze kraje jakie,
Zaspokoją nasze smaki.
Świat jest piękny, nie do
wiary
Podziwiamy go bez miary.
Pamiętając jednak wszędzie,
Że to wszystko było,
Dzięki Bogu jest i będzie
!!!
Żona podróżnika - Barbara
|
|
|