Budujemy kościół Boży
Rozmowa z ks. Kapitanem Mieczysławem Żygadło kapelanem Wojsk Lotniczych Stanów Zjednoczonych Vandenberg (Kalifornia), podczas krótkiego lutowego pobytu w Aachen, u przyjaciela z lat studiów w Seminarium Duchownym,
ks. E. Druza SChr, w drodze z urlopu w Polsce w lutym br., w czasie rekolekcji w Aachen.

Jaka była droga do kapłaństwa?

Idąc do liceum, nie zastanawiałem się nad tym jeszcze całkiem poważnie, ale myślę, że Pan Bóg kieruje nas swoimi drogami. Chciałbym wspomnieć, że w 1969 straciłem starszego brata, potem sam w 1974,  o mały włos nie zginąłem w wypadku szkolnego autobusu. To wszystko być może zaważyło na  dalszych moich losach, kiedy idea powołania kapłańskiego nabrała realnych kształtów. Zawsze interesowały mnie Misje w dalekich krajach, gdyż wciąż się z tym stykałem jako dziecko. Kilku moich znajomych księży katechetów wyjechało na Misje do Indonezji, Brazylii i Francji, by tam służyć Bogu i  Polonii. Dlatego przy wyborze, kierowałem się ideą Misji i wstąpiłem do Seminarium Duchownego dla Polonii Zagranicznej w Poznaniu – stąd też mój wyjazd do USA.

Dlaczego do wojska?

Pracowałem przez 5 lat wśród Polonii w Rachester - Nowy York (pół- zach. część stanu), następnie we włoskiej parafii. John Kennedy powiedział kiedyś." Nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla kraju": W pewnym momencie mojego życia zadałem  siebie właśnie to pytanie- co mogę zrobić dla tego kraju? Już jako mały chłopak interesowałem się wojskiem, zwłaszcza lotnictwem, próbowałem nawet kiedyś latać małym samolotem. Moja praca magisterska była nt. Arcybiskupa Polowego - ks. Gawliny i może stąd również zainteresowanie wojskiem. Początkowo pracowałem jako dyspozytor w pogotowiu ratunkowym. Potem była inkardynacja do Diecezji z  ramienia Towarzystwa i tak stałem się kapelanem w dwóch bazach wojskowych, przechodząc oczywiście wszystkie potrzebne szkolenia.

Jak długo Ksiądz jest kapelanem w Armii Amerykańskiej?

W służbie Wojsk Lotniczych USA jestem 8 lat. Przysięgę złożyłem w 1994 roku. Przez cztery lata pozostawałem w rezerwie, natomiast w służbie czynnej jestem 4 lata.
W tej chwili jestem w Vandenberg , pomiędzy miejscowością Św. Barbarą, a Św. Maryją, 220 km na płn. – zach. od Los Angeles. Jestem w słynnej i bardzo ważnej ze względów strategicznych bazie lotniczej,  która zajmuje się badaniem i wystrzeliwaniem wszelkich rakiet balistycznych i sputników w przestrzeń kosmiczną. Podobna baza jest na Florydzie, przy Przylądku Kennediego. Rok 2000 spędziłem w Korei Południowej, a w ostatnich miesiącach przebywałem w Kuwejcie, w jednej z baz amerykańskiego lotnictwa. Jako jedyny ksiądz jeździłem również do Wojsk Lądowych. Do dyspozycji miałem helikopter, co ułatwiało mi spełnianie posługi kapłańskiej.
W Kuwejcie, ku mojej wielkiej radości odnalazłem również Polaków. Co niedzielę wieczorem, po moich obowiązkach jechałem przez pola naftowe do Ahmadii, gdzie znajduje się drugi kościół katolicki w Kuwejcie, na polską Mszę św. Oczywiście te kontakty się rozwijały, zarówno ze strony Ambasady jak i również grupy polskiej, nielicznej w tej chwili, bo ok.300 osobowej. Przed konfliktem w roku 90 w Kuwejcie było ich ok. 1000. Teraz nie jest to Misja spora, ale trzymają się nadal razem. Co niedzielę Mszę św. odprawia biskup lub inny ksiądz po łacinie - a oni odpowiadają po polsku. Kazania wygłasza jeden z lekarzy, posługując się książką kazań lub korzystając ze wskazówek księży.  Po skończonej służbie w Kuwejcie wróciłem do Kalifornii. 

Jak ocenia Ksiądz sytuację w USA po wydarzeniach z 11 września 2001?

Myślę, że cały kraj się obudził od strony patriotycznej, bowiem takiego patriotyzmu i  tak ogromnego wsparcia moralnego w stosunku do strażaków i wojska nie było od napadu Japończyków w 1941 roku na Pearl Harbor. Tego wsparcia duchowego i moralnego osobiście doznałem będąc w Kuwejcie. 

Czy zauważył Ksiądz przypadki szczególnych nawróceń po tej tragedii?

Wierzę, że nastąpiło nawrócenie całego narodu, co jest oczywiście bardzo pozytywne.
Myślę, że był to chyba jakiś znak dla tego zła, które istniało w społeczeństwie amerykańskim, a o którym w pewnym momencie nie wolno było mówić w Kościele, nie mówiąc już o Chrystusie.
W tym momencie należy oddać hołd i chwałę prezydentowi Buschowi, który nie oglądał się na krytykę ze strony Żydów, i wezwał po 11 września w piątek do wszystkich kościołów, synagog, meczetów, na godz. 12 do wspólnej modlitwy za kraj, za Amerykę.
Może bezpośrednio nie spotkałem się z przypadkami nawróceń, ale na nabożeństwa przyszło tysiące ludzi, ludzie zaczęli chodzić do kościoła, zaczęli się modlić, bo była to bez wątpienia wielka tragedia, i panował wielki strach, który nadal trwa w narodzie, bo nikt nie wie, co może się jeszcze zdarzyć. Naród amerykański nie znał wojny, nie znał zniszczenia. W historii Stanów Zjednoczonych był to pierwszy atak na kontynent, dlatego strach trwa. Ludzie nie czują się już tak bezpiecznie, a wiadomo - "jak trwoga, to do Boga". 

Serdecznie dziękujemy Księdzu za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.Opracowanie: J. Ł. i A. M
 
 
 
 

 

Ostatnia część
Błogosławieństw
Matka Teresa z Kalkuty
  Encykliki Jana Pawła II
Sanktuarium Matki Bożej
Świętogórskiej Róży
Duchowej w  Gostyniu
Historia Różańca Świętego
Święci znani i nieznani
Święty Marcin i Św. Rita
Opowiadanie dla ducha
Historia PMK
Sztuka jedzenia
List Misjonarza
Pielgrzymki i podróże
Psycholog odpowiada
O muzyce i... 
Karolu Szymanowskim
Na baczność przed
Panem Bogiem
Kalendarium PMK
Stowarzyszenie św.
Wojciecha
Studencka Wspólnota
Modlitewna "Przystań"
Kšcik poetycki
Na wesoło
Dodatek - Tajlandia