Idę dalej, dalej - Halina Frąckowiak

Publikacja z tygodnika FAKTY z 26.03.2005
www.fakty.de
 
- Pani Halino, pewien znany piosenkarz śpiewał w  bardzo popularnym serialu "Czterdzieści lat minęło"... Pani także minęła czterdziestka...
- Tak, minęło czterdzieści lat mojej pracy artystycznej. Zaczynałam jako młode dziewczę na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. To był 1963 rok. Gdybyśmy chcieli być bardzo precyzyjni, to już mielibyśmy czterdzieści lat i to z haczykiem. Po drodze był jeszcze zespół Drumlersi, zespół Tarpany w Poznaniu, zespół Tony w Gdańsku, ale to wszystko były takie pierwsze próby estradowe. Tak naprawdę mogłabym swój start liczyć od momentu rozpoczęcia mojej współpracy z grupą ABC Andrzeja Nebeskiego, czyli 1969 rok, a wtedy do czterdziestki na estradzie jeszcze mi trochę pozostało. Z zespołem ABC śpiewałam przez dwa lata. A potem już zaczęłam samodzielną drogę.
- Przypomnijmy tytuły Pani piosenek, które wówczas powstały. 
- Z piosenek wówczas nagranych z ABC to jeszcze "Napisz, proszę", "Gdzie jest wczorajszy dzień", "Szczerze ktoś", "Za mną nie oglądaj się", "Czekam tu" - to była taka piosenka opolska. I potem w drugim składzie ABC z Marianem Zimińskim na fortepianie muzyka zespołu, w moim przekonaniu, stała się bardziej wyrafinowana. Wtedy śpiewałam "Idę dalej", to był taki moment przełomowy.
- Otrzymała Pani tytuł Miss Obiektywu - 1975 roku, kiedy to Halinę Frąckowiak doceniono nie tylko za to, jak śpiewa, ale i jak wygląda...
- To było już wtedy, kiedy odeszłam z zespołu ABC. Wtedy śpiewałam "Julio, nie bądź zła", "Bawimy się w życie", "Panna pszeniczna", "Bądź gotowy do drogi", czy "Do końca świata" Wojtka Trzcińskiego. I rzeczywiście, w Opolu w 1975 roku dostałam tytuł Miss Obiektywu, piękną, papierową koronę i takie śmieszne berło. Śmieszne, bo był nim owinięty srebrną folią tłuczek do ucierania ciasta czy ziemniaków.
- Potem nadszedł czas na kolejne spotkanie artystyczne w pani karierze.
- Rzeczywiście, przyszedł czas na grupę SBB. Wielkie i ważna dla mnie spotkanie z Józkiem Skrzekiem, moją fascynacją muzyczną. Wydaje mi się, że to znów kolejny, ciekawszy okres w moim życiu. Zwłaszcza, że śpiewałam wówczas także piękne teksty Juliana Mateja. Natępny krok to także jeszcze z Józkiem Skrzekiem, ale już nie z SBB, ale z samym Józkiem -płyta "Ogród Luizy", z wierszami Kazimierza Wierzyńskiego. To poeta emigracyjny, ale na tej płycie znalazły
się głównie liryki i erotyki.
- Kolejny niezwykle ważny etap w pani życiu - macierzyństwo.
- Był osiemdziesiąty rok. Urodziłam mojego syna, Filipa. Rzeczywiście bardzo się skupiłam na macierzyństwie. Oczywiście, przez te lata cały czas śpiewałam i nagrywałam, to był okres mojej współpracy w Jarkiem Kukulskim. To był czas bardzo wielu udanych przybojów.
- Przypomnijmy te najważniejsze.
- Pierwsza piosenka to była "Anna już tu nie mieszka". Jarek napisał ją dla mnie po katastrofie lotniczej w której zginęła Ania. Potem były "Jak pięknie mogłoby być", "Tin Pan Alley", "Papierowy księżyc", "To, co kocham jest zawsze najbliżej", "Atlantydo, żyj wiecznie".
- Pani Halino, miała Pani groźny wypadek samochodowy. Krążyły wówczas w Polsce różne dziwne plotki, np. że Halina Fraąckowiak nigdy już nie stanie na scenie, nie zaśpiewa, że jest kaleką.
- Rzeczywiście miałam ciężki wypadek. A było to tak, że kierowca prowadzący samochód, w którym jechałam wyjechał z podporządkowanej wprost pod nadjeżdżający samochód. Ja siedziałam obok kierowcy i auto uderzyło od mojej strony, stąd byłam bardzo poszkodowana. Miałam połamane i pomiażdżone obie kości udowe, zmasakrowaną twarz. Ja sama, jak się zobaczyłam, to stwierdziłam, że nie mam się czym przejmować, bo to nie jestem ja. Taka byłam do siebie niepodobna. No, ale jakoś opatrzność czuwała nade mną. Obyło się na szczęście bez operacji plastycznych. Najpierw zaraz po wypadku, trafiłam do Barlinka, gdzie wyciągnięto mi szkło z twarzy, potem zaś do Gorzowa. Tam zoperowano mi obie nogi. Dość niefortunnie, bo jedna nie chciała się zrastać. Zaopiekowali się mną moi przyjaciele artyści - Danusia Rinn, Włodek Korcz, którzy zorganizowali mój transport helikopterem do Warszawy, bo było ze mną naprawdę źle. Byłam w tym szpitalu jeszcze pięć miesięcy. Uratował mnie prof. Tylman. Dopiero jak wychodziłam, powiedział mi: Myślałem, pani Halino, że wyjdzie pani bez jednej nogi.
- I natychmiast wróciła pani na scenę 
.- Natychmiast. Samolotem lecieliśmy z kolędami do Kanady. To też taka tragikomiczna sytuacja, ponieważ byłam wówczas jeszcze o kulach. Opieka w samolocie była bardzo troskliwa i jak opuszczałam samolot, posadzono mnie na wózku. Występ udał się. Ponieważ nie mogłam stać, wymyśliliśmy, że wszyscy siądziemy przy stoliku. A jak trzeba było wstać, to się wspierałam o blat stołu i tak jakoś to wszystko wyglądało. Włodkowi Korczowi zawdzięczam, że mnie zmobilizował. Bo ja się nie czułam na siłach, żeby jechać. A on zrobił mi potworną, karczemną awanturę, że jestem potworną egoistką. Że nie myślę o nich, że nie będą mogli pojechać, jeśli ja odpadnę. To był taki celowy zabieg, aby przełamać mój opór i żebym wyszła na scenę. A potem wszystko potoczyło się normalnie. Zaczęłam występować, potem było Opole i piosenka Marka Stefankiewicza i Grażyny Orlińskiej "Nie bój się żyć", za którą dostałam nagrodę. Pamiętam, że dużo pracowałam nad swoim ciałem, żeby widzowie nie zauważyli, że ja jeszcze nie do końca pewnie stoję na własnych nogach.
- W tej chwili, gdy rozmawiamy, pani jest w studio i nagrywa pani zupełnie nową płytę z okazji 40. lecia pracy twórczej. Co się na niej znajdzie?
- Bardzo dokładnie wybrane piosenki. Postanowiłam umieścić na niej takie utwory, które wprawdzie nie były wielkimi hitami, ale takie, które ja bardzo lubię i uważałam, że były za mało lansowane.
- To znaczy?
- "Jesteś spóźnionym deszczem" oraz "Alicji rozdział XVI". Ta płyta jest przede wszystkim wypowiedzią o mnie samej i o tym, kim jestem w dzisiejszym świecie. Właściwie ona jest całym scenariuszem, ułożonym z tekstów. Ta płyta jest o miłości, ale jest także mistyczna. Ona jest konkretna, ale także wybiegająca w przyszłość, we wszystko, co może się zdarzyć.
- Czy można zaryzykować twierdzenie, że Halina Frąckowiak pragnie miłości?
- Każdy człowiek pragnie miłości. To jest jedyne, czego pragnie naprawdę. Mogę powiedzieć, że pierwszy utwór na płycie, introdukcja, zaczyna się od "Idę dalej". to już właściwie przesłanie, motto moich lat śpiewania. Od tego, że miałam taki tytuł utworu, jak i płyty, a potem recitalu - jednego, drugiego. I teraz właśnie pomyślałam,
że chciałabym od tego zacząć - że idę dalej. Tytuł płyty brzmi "Przystanek bez drogowskazu - garaże gwiazd". Przystanek bez drogowskazu mówi o tym, że ja już nie potrzebuję drogowskazu z zewnątrz, moja intuicja mnie prowadzi. Kończę więc płytę utworem "Wiem, dokąd idę". Ale pomiędzy tym jest "Moje wołanie". 
- Ta płyta będzie do kupienia w maju. Czyli nasi Czytelnicy, którzy przyjadą do Polski na wakacje będą ją mogli kupić.
- Tak, oczywiście!
- Pani Halino, bardzo często jest pani gościem Polonii. Często bywała pani w Niemczech. Jak pani odbiera tamtejszą publiczność?
- Mam wrażenie, a spotykam wielu Polaków w różnych częściach świata, że Polacy mieszkający w USA różnią się zdecydowanie od tych mieszkających w Niemczech. Ci ostatni nie traktują mnie, jak przybysza z daleka. Doskonale orientują się, co się na polskim rynku muzycznym dzieje, bo w końcu bywają tu i niewielka nas dzieli odległość.
- Rozmawiamy w przededniu Świąt Wielkiej Nocy. Czym one są dla pani?
- Zawsze nam się wydaje, że takie wyjątkowe święta to Boże Narodzenie. Śnieg, piękna choinka, bajkowy krajobraz, prezenty, jemioła i w ogóle wszystko, co najbarwniejsze. Te wielkanocne wydają się być mniej wyraziste. Aczkolwiek dla mnie, przez żółty kolor, są bardzo wyraziste, bo to mój ulubiony kolor. A więc te kurczaczki, a więc to, że sobie kupiłam specjalny komplet filiżaneczek. Te święta kojarzą mi się z wiosenną radością.
- Pani Halino, chcielibyśmy panią zobaczyć w Niemczech. Czy przyjmie pani zaproszenie i przyjedzie do nas np. z kolędami?
- Z ogromną przyjemnością! Kiedyś już byłam w takiej grupie kolędniczej, jeszcze z Andrzejem Zauchą, z Alą Majewską, Włodkiem Korczem, byłam także ze swoim recitalem we Frankfurcie i publiczność była świetna. Zatem przyjadę.
- Dziękuję i do zobaczenia w salach koncertowych.
- Dziękuję.

Z HALINĄ FRĄCKOWIAK
ROZMAWIAŁ WIESŁAW KUTZ