Tutaj też jest Polska...

Publikacja z tygodnika FAKTY z 14.05.2005
www.fakty.de
Z Emilią Krakowską rozmawia Lucyna Minkus
 
Znana i lubiana aktorka polska - Emilia Krakowska to postać niezwykle barwna artystycznie. W roku 1963 ukończyła Wydział Aktorski warszawskiej PWST. Związana jest z teatrami warszawskimi: Powszechnym, Narodowym i Współczesnym. W roku 1964 zadebiutowała w filmie "Nieznany", następnie wystąpiła w wielu filmach i serialach, między innymi w "Brzezinie" (1970), "Weselu" (1972), "Ziemi Obiecanej" (1975) i "Bez znieczulenia" (1978) Andrzeja Wajdy, "Niedzielnych igraszkach" (1983) Roberta Glińskiego. Od 1999 roku gra w najbardziej popularnym serialu telewizyjnym "Na dobre i na złe", w którym wcieliła się w postać przemiłej i troskliwej Gabrysi. Największą popularność i uznanie krytyki przyniosła jej rola Jagny w filmie "Chłopi" Jana Rybkowskiego, za którą została wyróżniona na Festiwalu Filmów Polskich w Łagowie oraz Specjalną Nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji. Chętnie odwiedza Polaków żyjących za granicą, często zostają oni jej przyjaciółmi. Spotkanie w Bielefeld, drugie tego typu w ciągu ostatnich paru lat, to prawie rodzinne spotkanie.

Już od ponad 40-lat jesteś na scenie, proszę o chwilę refleksji...
- Odpowiedzią w jakimś sensie jest spektakl, z którym do was przyjechałam. Pokazuje życie w pogoni za pieniędzmi i jednocześnie skłania do głębszej zadumy nad tym, jak przebiega nasze życie, co liczy się tak naprawdę.Jestem na tym etapie życia, kiedy przychodzi pytanie czy jesteśmy na właściwej drodze. Czy mój wybór drogi życiowej był dobry, słuszny? Wyrosłam w artystycznym domu, pełnym muzyki, zamiłowania do sztuki i architektury. Ukształtowała mnie moja mama oraz wspaniali nauczyciele. Teraz chcę spłacić dług zaciągnięty wobec nich, dlatego pracuję z ludźmi młodymi, przekazując im moje doświadczenie zawodowe i życiowe. Kocham moją pracę.
- Czy życie aktorki jest powołaniem, zawodem i hobby jednocześnie? Czy jest Twoim spełnionym marzeniem?
- Cieszę się i dziękuję Bogu, że mogę uprawiać ten zawód. Nie jest on łatwy, ale jest niezwykle kolorowy i wielostronny. To jest trochę tak jak z miłością: raz kocha się intensywniej, raz mniej intensywnie. Raz jest z górki, raz pod górkę.Tak, ten zawód jest moim spełnionym marzeniem. O tym, by zostać aktorką marzyłam już jako dziecko. Nikt mi nie przeszkadzał w drodze do tego celu. - Czterdzieści lat pracy artystycznej może zmęczyć czy też utrzymać wiecznie młodym?- Zmęczenie leży w naturze i charakterze każdego człowieka, aktor oddaje dużo energii, aby służyć ludziom, ale najbardziej liczy się uczucie spełnienia, ono daje szczęście. Jeśli osiągamy to, że zaczynamy siebie szanować, to również cenimy innych ludzi i to co nas otacza oraz lepiej porozumiewamy się z naszym otoczeniem. Jestem urodzoną komediantką i choć role komediowe należą do najtrudniejszych, czerpię z nich też wiele radości dla siebie. Przez pracę i kontakty z ludźmi młodymi czuję się też młodo.
- Emilia Krakowska jest nie tylko fascynująca i niezwykle serdeczna w spotkaniach z wielbicielami, jest po prostu przyjazna ludziom. Przekazujesz dużo pozytywnej energii, czy otrzymujesz coś w zamian? 
- Oczywiście, reakcja ludzi pokazuje, czy to co robimy ma sens. Uśmiech, pozdrowienie, gesty serdeczności dają poczucie, że jesteśmy potrzebni. Jesteśmy zwierzętami stadnymi – aprobata daje radość i motywuje do dalszej pracy, do dalszego wysiłku.
- Twoje lekarstwo na przeciętność, szarość, codzienność...
- Należy uczyć się radości życia, cieszyć się z każdej chwili, którą nam życie przynosi. Z uśmiechem połyka się przecież ładniej łzy niż bez niego. Ludzie naburmuszeni nie są źli, oni są tylko smutni. Lekarstwem na szarość czy bylejakość jest dla mnie kontakt z poezją, muzyką czy przyrodą a przede wszystkim
kontakt z ludźmi,. Kolorowe stroje, które lubię, ekstrawaganckie kreacje, pomagają przezwyciężyć melancholię. 
- Sztuka "Wakacjuszka", z którą jeździsz po całej Polsce, trafia wreszcie do nas, Polonii niemieckiej. Jakie przesłanie masz dla nas, ludzi żyjących daleko i jednocześnie blisko kraju?
- Problemy poruszane w "Wakacjuszce" są bardzo aktualne: można je spotkać w każdym polskim domu, także za granicą, są często dyskutowane i krytykowane.
Chodzi o dylemat związany z wyjazdem zarobkowym i opuszczeniem rodziny. Pokazuję w sztuce, że o ważnych sprawach życiowych można rozmawiać z uśmiechem. "Wakacjusze" to też ludze, chcą lepiej, dostatniej żyć. Ale należy pamiętać, aby w pogoni za pieniędzmi nie zatracić własnej osobowości.
Ciągła chęć zdobywania dóbr materialnych powoduje często utratę szczęścia rodzinnego. Życzę ludziom z Polski tutaj mieszkającym, aby nie zachwycali się zewnętrznością, tandetą i kiczem, nie zatracali się w pogoni za materią, nie zapominali o tym, co w życiu najważniejsze. Osoby ceniące rodzinę zasługują na wielki szacunek, bo one budują wizerunek naszych gniazd, czy to w kraju, czy też za granicą. Chciałabym abyście kochali i byli kochanymi! Moim przesłaniem
jest również walka z chamstwem i arogancją widocznymi w zachowaniu tytułowej bohaterki - Anieli. W momencie decydowania o losie innych "wakacjuszek" upokarza je, wręcz wyżywa się i mści za niespełnione marzenia. Starajmy się być ludźmi w każdej sytuacji życiowej.
- Dodajesz nam otuchy, zachęcasz do pozytywnego widzenia świata. Podczas zabawy Polaków w mieście Gütersloh stwierdziłaś: "Tu jest też Polska...", Co miałaś na myśli?
- Ucieszyłam się, że spotkało się tylu ludzi pochodących z Polski, ludzi różnych pokoleń - jak powiedział organizator imprezy - właściwie bez żadnej szczególnej okazji, tylko po to, by pobyć ze sobą, pobawić się. A następnego dnia ci ludzie spotykają się na mszy niedzielnej w polskim kościele. Zauważyłam, że kwitnie tutaj życie rodzinne, jest to bardzo cenne. Bo przecież rodzina jest naszą, małą ojczyzną. Cieszę się, jak spotykam rodaków za granicą, którzy są szanowani przez otoczenie i zadowoleni z życia. Już nie jesteście na obczyźnie, jesteśmy wszyscy w jednej Europie!