Znana
i lubiana aktorka polska - Emilia Krakowska to postać niezwykle barwna
artystycznie. W roku 1963 ukończyła Wydział Aktorski warszawskiej PWST.
Związana jest z teatrami warszawskimi: Powszechnym, Narodowym i Współczesnym.
W roku 1964 zadebiutowała w filmie "Nieznany", następnie wystąpiła w wielu
filmach i serialach, między innymi w "Brzezinie" (1970), "Weselu" (1972),
"Ziemi Obiecanej" (1975) i "Bez znieczulenia" (1978) Andrzeja Wajdy, "Niedzielnych
igraszkach" (1983) Roberta Glińskiego. Od 1999 roku gra w najbardziej popularnym
serialu telewizyjnym "Na dobre i na złe", w którym wcieliła się w postać
przemiłej i troskliwej Gabrysi. Największą popularność i uznanie krytyki
przyniosła jej rola Jagny w filmie "Chłopi" Jana Rybkowskiego, za którą
została wyróżniona na Festiwalu Filmów Polskich w Łagowie oraz Specjalną
Nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji. Chętnie odwiedza
Polaków żyjących za granicą, często zostają oni jej przyjaciółmi. Spotkanie
w Bielefeld, drugie tego typu w ciągu ostatnich paru lat, to prawie rodzinne
spotkanie.
Już od ponad 40-lat jesteś
na scenie, proszę o chwilę refleksji...
- Odpowiedzią w jakimś sensie
jest spektakl, z którym do was przyjechałam. Pokazuje życie w pogoni za
pieniędzmi i jednocześnie skłania do głębszej zadumy nad tym, jak przebiega
nasze życie, co liczy się tak naprawdę.Jestem na tym etapie życia, kiedy
przychodzi pytanie czy jesteśmy na właściwej drodze. Czy mój wybór drogi
życiowej był dobry, słuszny? Wyrosłam w artystycznym domu, pełnym muzyki,
zamiłowania do sztuki i architektury. Ukształtowała mnie moja mama oraz
wspaniali nauczyciele. Teraz chcę spłacić dług zaciągnięty wobec nich,
dlatego pracuję z ludźmi młodymi, przekazując im moje doświadczenie zawodowe
i życiowe. Kocham moją pracę.
- Czy życie aktorki jest
powołaniem, zawodem i hobby jednocześnie? Czy jest Twoim spełnionym marzeniem?
- Cieszę się i dziękuję
Bogu, że mogę uprawiać ten zawód. Nie jest on łatwy, ale jest niezwykle
kolorowy i wielostronny. To jest trochę tak jak z miłością: raz kocha się
intensywniej, raz mniej intensywnie. Raz jest z górki, raz pod górkę.Tak,
ten zawód jest moim spełnionym marzeniem. O tym, by zostać aktorką marzyłam
już jako dziecko. Nikt mi nie przeszkadzał w drodze do tego celu. - Czterdzieści
lat pracy artystycznej może zmęczyć czy też utrzymać wiecznie młodym?-
Zmęczenie leży w naturze i charakterze każdego człowieka, aktor oddaje
dużo energii, aby służyć ludziom, ale najbardziej liczy się uczucie spełnienia,
ono daje szczęście. Jeśli osiągamy to, że zaczynamy siebie szanować, to
również cenimy innych ludzi i to co nas otacza oraz lepiej porozumiewamy
się z naszym otoczeniem. Jestem urodzoną komediantką i choć role komediowe
należą do najtrudniejszych, czerpię z nich też wiele radości dla siebie.
Przez pracę i kontakty z ludźmi młodymi czuję się też młodo.
- Emilia Krakowska jest
nie tylko fascynująca i niezwykle serdeczna w spotkaniach z wielbicielami,
jest po prostu przyjazna ludziom. Przekazujesz
dużo pozytywnej energii, czy otrzymujesz coś w zamian?
- Oczywiście, reakcja ludzi
pokazuje, czy to co robimy ma sens. Uśmiech, pozdrowienie, gesty serdeczności
dają poczucie, że jesteśmy potrzebni. Jesteśmy zwierzętami stadnymi aprobata
daje radość i motywuje do dalszej pracy, do dalszego wysiłku.
- Twoje lekarstwo na
przeciętność, szarość, codzienność...
- Należy uczyć się radości
życia, cieszyć się z każdej chwili, którą nam życie przynosi. Z uśmiechem
połyka się przecież ładniej łzy niż bez niego. Ludzie naburmuszeni nie
są źli, oni są tylko smutni. Lekarstwem na szarość czy bylejakość jest
dla mnie kontakt z poezją, muzyką czy przyrodą a przede wszystkim
kontakt z ludźmi,. Kolorowe
stroje, które lubię, ekstrawaganckie kreacje, pomagają przezwyciężyć melancholię.
- Sztuka "Wakacjuszka",
z którą jeździsz po całej Polsce, trafia wreszcie do nas, Polonii niemieckiej.
Jakie przesłanie masz dla nas, ludzi żyjących daleko i jednocześnie blisko
kraju?
- Problemy poruszane w "Wakacjuszce"
są bardzo aktualne: można je spotkać w każdym polskim domu, także za granicą,
są często dyskutowane i krytykowane.
Chodzi o dylemat związany
z wyjazdem zarobkowym i opuszczeniem rodziny. Pokazuję w sztuce, że o ważnych
sprawach życiowych można rozmawiać z uśmiechem. "Wakacjusze" to też ludze,
chcą lepiej, dostatniej żyć. Ale należy pamiętać, aby w pogoni za pieniędzmi
nie zatracić własnej osobowości.
Ciągła chęć zdobywania dóbr
materialnych powoduje często utratę szczęścia rodzinnego. Życzę ludziom
z Polski tutaj mieszkającym, aby nie zachwycali się zewnętrznością, tandetą
i kiczem, nie zatracali się w pogoni za materią, nie zapominali o tym,
co w życiu najważniejsze. Osoby ceniące rodzinę zasługują na wielki szacunek,
bo one budują wizerunek naszych gniazd, czy to w kraju, czy też za granicą.
Chciałabym abyście kochali i byli kochanymi! Moim przesłaniem
jest również walka z chamstwem
i arogancją widocznymi w zachowaniu tytułowej bohaterki - Anieli. W momencie
decydowania o losie innych "wakacjuszek" upokarza je, wręcz wyżywa się
i mści za niespełnione marzenia. Starajmy się być ludźmi w każdej sytuacji
życiowej.
- Dodajesz nam otuchy,
zachęcasz do pozytywnego widzenia świata. Podczas zabawy Polaków w mieście
Gütersloh stwierdziłaś: "Tu jest też Polska...", Co miałaś na myśli?
-
Ucieszyłam się, że spotkało się tylu ludzi pochodących z Polski, ludzi
różnych pokoleń - jak powiedział organizator imprezy - właściwie bez żadnej
szczególnej okazji, tylko po to, by pobyć ze sobą, pobawić się. A następnego
dnia ci ludzie spotykają się na mszy niedzielnej w polskim kościele. Zauważyłam,
że kwitnie tutaj życie rodzinne, jest to bardzo cenne. Bo przecież rodzina
jest naszą, małą ojczyzną. Cieszę się, jak spotykam rodaków za granicą,
którzy są szanowani przez otoczenie i zadowoleni z życia. Już nie jesteście
na obczyźnie, jesteśmy wszyscy w jednej Europie! |