| Hanna
Banaszak, gwiazda ChansonFestival Köln-Wrocław.Paris specjalnie dla "Samego
Życia
"Publiczności jestem wdzięczna..." |
-
Przed chwilą zakończyła pani swój recital. Czy, tak na gorąco, może podzielić
się pani z nami wrażeniami?
- Przede wszystkim jestem bardzo zmęczona. To jest już drugi dzień śpiewania w Kolonii, a ja jestem jeszcze nie do końca zdrowa po długiej grypie. Nie jestem w pełni dyspozycji wokalnych, ale robiłam, co mogłam. Mam nadzieję, że nikt tego nie słyszał. Był to dla mnie przede wszystkim dość spory wysiłek. Było natomiast bardzo miło. Bardzo sympatyczne miejsce, fantastyczni ludzie. Taka, powiedziałabym, szczególna Polonia. Taka czytająca to, co między wierszami, co niedopowiedziane... - Czy dostrzega pani różnicę między publicznością w Polsce a tą polonijną? Czy taka różnica w ogóle istnieje? - Po tych latach śpiewania rozróżniam już publiczność. Publiczność nie musi się do mnie odzywać, a ja ją wyczuwam. Ale czy jest różnica między publicznością polską a polonijną? Myślę..., że tak. Nie ma publiczności gorszej, głupszej czy mądrzejszej. Publiczność po prostu jest. Publiczność trzeba uwodzić. Nie kokietować, ale uwodzić. I jeżeli to się artyście udaje, to jest to zawsze największa nagroda. Polonia tkwi w innej rzeczywistości, w innym kręgu oddziaływania, zarówno języka jak i kraju. To się wyczuwa, i to bardziej intuicyjnie niż świadomie. Ale to nie jest żaden zarzut. Wydaje mi się, że to jest normalne. - Lubi Pani występować za granicą, czy też bardziej odpowiadają pani koncerty w Polsce? - Lubię występować za granicą. Robię to od czasu do czasu. I właśnie dlatego od czasu do czasu, bo ja jednak poruszam się w języku polskim i to w takiej dobrej literaturze. A ponieważ to jest język, który znam bardzo dobrze, w którym mogę się bawić w niuanse językowe, zasadniczo to, o czym śpiewam, adresuję jednak do polskiej publiczności. Chociaż śpiewam różne, w miarę uniwersalne utwory, które mogę wszędzie zaprezentować. Z tą myślą zaśpiewałam dzisiaj (w Köln - przyp. Red.) na przykład "Summertime. Jednak wiem, że przede wszystkim przyszli tutaj Polacy, więc ich najbardziej uszanowałam. - ChansonFestival odbywa się w sali Deutschlandfunk. Czy ma dla pani jakieś znaczenie wielkość sceny, na której pani śpiewa? Woli pani duże sale koncertowe, teatry, czy też małe kluby z kameralną atmosferą? - To nie ma znaczenia. Występuję zarówno w wielkich salach, ale nie halach, jak i może to być również teatr, czy przykładowo Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu. Mogą to być kluby jazzowe. Wszędzie staram się jakoś złapać kontakt z publicznością. To są ciekawe doświadczenia. Ta różnorodność jest bardzo ciekawa. - Od wielu lat, niezmiennie, cieszy się pani niesłabnącym uznaniem publiczności w Polsce i za granicą. Proszę zdradzić tajemnicę trwałego sukcesu? - Gdyby to powiedzieć w pewnym uproszczeniu myślowym - nie kombinuję. Nie staram się wdzięczyć do publiczności. Lubię publiczność, a nawet więcej. Lubienie to za mało. Ja publiczności jestem wdzięczna, że sprawia mi taki zaszczyt i przychodzi na moje koncerty. Dopiero z latami to do mnie dotarło, że to nie ja ludziom robię zaszczyt, że jestem tutaj dla państwa, tylko publiczność robi mi zaszczyt, że fatyguje się z domu, kupuje bilet, siada i mnie słucha oraz ogląda. Ja jestem od tego, żeby im jakoś uwiarygodnić ten wieczór i żeby on był miły, żeby na przykład nie wyszli z uczuciem wyrzuconych pieniędzy. - Czy w swoim repertuarze ma pani utwory o jakimś dla pani szczególnym, specjalnym osobistym znaczeniu? - Szczególne znaczenie dla mnie ma to, co jest przede mną, to nad czym teraz pracuję, wszystko co jest nowe. To co zrobiłam do tej pory ma oczywiście znaczenie, ale już nie jest w sferze twórczej. Dla mnie to jest już przeszłość. Robię to nadal, bo tego oczekuje ode mnie publiczność, ale tak naprawdę lubię to, czego jeszcze nie zrobiłam i to, co mam w planach.
- Nie opowiadam o planach. Może to jakiś przesąd, chociaż nie jestem specjalnie przesądna. Mam plany bardzo konkretne i myślę, że ciekawe. Opowiem o nich za rok. - Hanna Banaszak nie tylko śpiewa. Pisze i zajmuje się fotografią. Jaka tematyka szczególnie panią inspiruje w obu tych dziedzinach? - Dla mnie ciekawy jest świat. Wszystko jest ciekawe. I człowiek jest ciekawy. Szukam takich zjawisk jak malarskość w naturze. W człowieku też szukam czegoś interesującego, ale tego, co jest głębiej, a nie na fasadzie. Wszystko może mnie zainteresować na tyle, że uwiecznię to na fotografii bądź to opiszę. - Gdzie w najbliższym czasie można oglądać pani prace? - Wybieram się z wystawą i z moim nowszym programem recitalowym do Warszawy, do Fabryki Trzciny. Nie wiem kiedy dokładnie, ale pewnie na wiosnę. - A kiedy znowu usłyszymy i zobczymy panią u nas, w Niemczech? - Kiedy tylko zostanę zaproszona. Przecież sama nie przyjadę. Jeżeli mnie tylko państwo zaproszą, stawię się. - A więc: do zobaczenia. Życzymy realizacji planów i wszystkiego najlepszego! Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Aleksandra
Wenzel
Hanna Banaszak debiutowała w 1973 roku jako piosenkarka amatorka w duecie z Piotrem Żurowskim. Natomiast podczas koncertu Młode Talenty na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki Opole 76 miał miejsce jej profesjonalny debiut. W latach 1977-79 współpracowała z grupą Sami Swoi, z którą występowała na wielu krajowych i zagranicznych festiwalach jazzowych. W 1979 roku wystąpiła na festiwalu w Opolu, gdzie zaśpiewała przebój Ludmiły Jakubczak "Szeptem". W 1980 roku rozpoczęła samodzielną karierę, ale przy okazji współpracowała z wieloma wybitnymi artystami, jak: Janusz Kofta, Wojciech Młynarski, Zbigniew Górny, Jeremi Przybora oraz Jerzy Wasowski. Wielokrotnie koncertowała w kraju i za granicą, m.in. w ośrodkach polonijnych. W 1986 roku zdobyła Grand Prix festiwalu piosenki Europopstar w Knokke (Belgia). Na
repertuar artystki składają się standardy muzyki rozrywkowej i jazzowej
lat 30. i 40., polskie przeboje okresu międzywojennego, tematy jazz-rockowe,
ballady i piosenki współczesne. Do najpopularniejszych utworów Hanny Banaszak
należą m.in.: "Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia", "Panienka z temperamentem",
"Samba przed rozstaniem", "W moim magicznym domku", czy "Żegnaj kotku".
|