| Frankfurckie
Targi Książki 2006
Bengalski tygrys nie pożarł polskiej książki Pół setki wydawnictw z Polski |
Znowu tłoczno było na terenach
targowych we Frankfurcie nad Menem, gdzie od 4 do 8 października trwały
Międzynarodowe Targi Książki. Siedem tysięcy wystawców
zaprezentowało 350 tysięcy książek.
Przed wejściem na teren ekspozycji, na obszernym placu udekorowanym flagami z logo Targów Książki, rozłożyli się bukiniści. Jarmark książkowych i płytowych staroci. Antykwariat pod chmurką. Zaglądam tu i tam, ale spieszę na wewnętrzny dziedziniec. Pełno tu ni to namiotów wezyra, ni to szałasów góralskich - egzotyka. Z plakatu na zwiedzających spogląda bengalski tygrys. Indie są w tym roku honorowym gościem targów i zajmują większą część hali nr 6, a charakterystyczne dla tego kraju elementy zdobią cały teren targów.
Ciągnie mnie do Europy. W hali numer 3 niemieckie stoiska. Setki zaproszeń na imprezy, spotkania, konferencje na terenie Targów i we frankfurckich księgarniach. Nie sposób wszystkie spotkania i imprezy zaliczyć. W drodze do ekspozycji polskiej (hala 6-B,O) zatrzymuję się przy stoisku watykańskim. Przepiękne albumy z adnotacją "Edizioni Musei Vaticani" i dobrotliwie uśmiechający się z fotosów papież Benedykt XVI. Na pamiatkę odwiedzający dostają encyklikę papieską: "Deus caritas est". Ale oto polska część wystawy, prostokąt 230 na 250 metrów, oznaczony numerem 922. Pani Agnieszka Rasińska-Bóbr, która reprezentuje organizatora polskiej ekspozycji - "Instytut Książki", działający z upoważnienia ministra kultury, informuje, że w ekspozycji bierze udział 50 polskich wydawców. Ponieważ zainteresowanie polską ksiażką jest spore i systematycznie wzrasta, przygotowuje się katalogi "Neue Bücher aus Polen". Tradycyjnie prezentowane są dwa razy w roku: wiosną na targach w Londynie i Lipsku i jesienią we Frankfurcie nad Menem. Nie przewidziano żadnych spotkań autorskich. Organizatorzy są zdania, że na targach we Frankfurcie sprawdzają się one wtedy, gdy kraj jest gościem-gospodarzem Targów, jak teraz Indie, a kilka lat temu Polska. We Frankfurcie liczy się sprzedaż licencji i kupno praw do poszczególnych pozycji ksiażkowych. Nie wszyscy pamiętani z dawnych
ekspozycji wydawcy reklamowali się na własnych stoiskach. Co nie oznacza,
że nie uczestniczyli w Targach. Tak było np. z Wydawnictwem Dolnośląskim,
którego szef na targi przybył, choć bez książek. Przy okazji nasuwa się pytanie: co z książkami po Targach? Dawniej przekazywano je polskim instytucjom, bibliotekom, szkołom. W tym roku wrócą prawdopodobnie do kraju. Chyba nie najlepszy to pomysł, choć może zgodny z literą prawa. Zainteresowanie polską książką potwierdza Blanka Waśkowiak z warszawskiego wydawnictwa W.A.B. Istnieje ono od 1992 roku, specjalizuje się w literaturze polskiej. W drugim dniu targów miało w portfelu zamowień już 150 kontraktów. Polska książka zaczyna budzić także zachwyt. Z podziwem oglądałem "Biblię Gutenberga" i "Faksymile koncertu f-moll Fryderyka Chopina" wydane przez "Bernadinum", Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej. Podziwiałem pokazane mi przez Marię Sarnowską z wydawnictwa "Rosikon press" albumy "Madonny Europy". (Autor: fotografik i założyciel wydawnictwa Janusz Rosikoń ). Opuszczałem Targi zadowolony, że symboliczny azjatycki tygrys nie pożarł ani polskiej książki, ani zainteresowania nią. A że doskwierać mi zaczynały, znane wielu czytelnikom także, dolegliwości gastryczne, zajrzałem przed wyjściem do książki "Choroby żołądka i dwunastnicy" wydanej przez Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich. Bo polska ksiażka jest jak piosenka - dobra na wszystko.
Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski |