| Jak
co roku nad Menem
Parada bez Polaków |
| "Frankfurt, eine Stadt -
eine Welt" - Ani krakowiaka, ani bigosu, ani wódki
Poza tym było co oglądać i posłuchać zarówno na estradzie, jak i na nadmeńskim bulwarze. Dobrze, że wybrałem się do miasta wcześniej, bo mogło się zdarzyć, że daremnie oczekiwałbym na jakimś narożniku pochodu, bo - jak się dowiedziałem - trasa parady "pełnych rytmu, umuzykalnionych i tanecznych demonstrantów" - jak głosiła okolicznościowa ulotka, zmieniła się od czasu, gdy tę ulotkę wydrukowano. Tradycyjny kiermasz też przeniesiono z placu przy kościele św. Pawła nad Menem. Aby się o tym dowiedzieć, trzeba było wstąpić do biura informacji miejskiej przy Ratuszu, gdzie dostałem ksero z poprawkami. Kto nie trafił fo biura, ten nie wiedział o zmianach. Na stoisku organizatorów imprezy (Amt für multikulturelle Angelegenheiten) ani śladu, jakiegoś plakatu, o ostatnich zmianach. Ale wróćmy do dobrych stron.
Trzecią Paradę Kultur zdominowała młodzież. Różne frankfurckie towarzystwa
kulturalne przygotowały bogaty program: kulturalny, Próbowałem specjałów hinduskich, na przykład, i gawędziłem na temat prawie stu języków w Indiach z prezesem Indyjskiego Instytutu Kultury Frankiem Kühnelem. Kto chciał, mógł się zapisać się do szkoły języka chińskiego, dowiedzieć się o działalności młodzieżowych domów kultury, które istnieją w każdym frankfurckim osiedlu, a nawet pokibicować drużynie kilkunastoletnich piłkarzy rozgrywających mecz na zaimprowizowanym boisku w pobliżu magistratu. Franz Frey z wydziału do spraw socjalnych i młodzieżowych Magistratu może być w pełni usatysfakcjonowany. Było fajnie. Udało się. Mam natomiast wątpliwości, czy mogą spać spokojnie, ukojeni samozadowoleniem działacze polonijni i pracownicy urzędu ds. "multikulti. Kolejny raz na festiwalu kultur zabrakło polskich akcentów. Ani Polacy nie byli na paradzie widoczni, ani ich organizacje. Nie było polskiej kultury. Jednym słowem: ani krakowiaka, ani Czerwonych Gitar, ani wódki i bigosu.
Przy stoisku węgierskim wdałem się w rozmowę o smakowej różnicy między sprzedawanym w Niemczech czerwonym winem "Balaton" a słynnym "Egri Bikaver". Odpowiedź była zadziwiająco prosta: "Chcesz pan prawdziwego węgierskiego wina jedź pan na Węgry!" To się nazywa reklama. Chyba pojadę. O Polsko! Gdy patrzyłem na wspólne stoisko Białorusi, Kazachstanu i Ukrainy zacząłem rozumieć żal starych komuchów, że nie byliśmy... 17 republiką. Przynajmniej mielibyśmy dziś wspólne stoisko we Frankfurcie. Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski W Hamm też nas nie było W czerwcu odbywał się również
w Hamm (NRW) Międzynarodowy Tydzień.
Pokazali się m.in. mieszkańcy
pochodzący ze Sri Lanki, Maroka, Portugalii oraz Hiszpanii, byli Turcy,
Włosi
Próżno było szukać polskich
akcentów, a przecież Polacy stanowią w Hamm trzecie co do wielkości środowisko
cudzoziemskie, po Turkach i obywatelach byłej Jugosławii. Smutna prawda.
|