Jak co roku nad Menem
Parada bez Polaków

Publikacja z dwutygodnika 
Samo Życie nr 14/2005 (9.07.05-22.07.05)
www.prenumerata.de
 
"Frankfurt, eine Stadt - eine Welt" - Ani krakowiaka, ani bigosu, ani wódki

Już po raz trzeci można było podziwiać we Frankfurcie nad Menem bogactwo kultur i różnorodność etniczną mieszkańców tego pięknego wielokulturowego miasta. W sobotę, 25 czerwca, już więc wczesnym przedpołudniem pojawiłem się przed Ratuszem, by nie przeoczyć parady i przygotowań do przemarszu barwnego korowodu.

Poza tym było co oglądać i posłuchać zarówno na estradzie, jak i na nadmeńskim bulwarze. 

Dobrze, że wybrałem się do miasta wcześniej, bo mogło się zdarzyć, że daremnie oczekiwałbym na jakimś narożniku pochodu, bo - jak się dowiedziałem - trasa parady "pełnych rytmu, umuzykalnionych i tanecznych demonstrantów" - jak głosiła okolicznościowa ulotka, zmieniła się od czasu, gdy tę ulotkę wydrukowano. Tradycyjny kiermasz też przeniesiono z placu przy kościele św. Pawła nad Menem. Aby się o tym dowiedzieć, trzeba było wstąpić do biura informacji miejskiej przy Ratuszu, gdzie dostałem ksero z poprawkami. Kto nie trafił fo biura, ten nie wiedział o zmianach. Na stoisku organizatorów imprezy (Amt für multikulturelle Angelegenheiten) ani śladu, jakiegoś plakatu, o ostatnich zmianach.

Ale wróćmy do dobrych stron. Trzecią Paradę Kultur zdominowała młodzież. Różne frankfurckie towarzystwa kulturalne przygotowały bogaty program: kulturalny, rozrywkowy i poznawczy. Były osobliwości egzotycznych i narodowych kuchni, propozycje na urlop i dużo zabawy.

Próbowałem specjałów hinduskich, na przykład, i gawędziłem na temat prawie stu języków w Indiach z prezesem Indyjskiego Instytutu Kultury Frankiem Kühnelem. Kto chciał, mógł się zapisać się do szkoły języka chińskiego, dowiedzieć się o działalności młodzieżowych domów kultury, które istnieją w każdym frankfurckim osiedlu, a nawet pokibicować drużynie kilkunastoletnich piłkarzy rozgrywających mecz na zaimprowizowanym boisku w pobliżu magistratu. 

Franz Frey z wydziału do spraw socjalnych i młodzieżowych Magistratu może być w pełni usatysfakcjonowany. Było fajnie. Udało się. 

Mam natomiast wątpliwości, czy mogą spać spokojnie, ukojeni samozadowoleniem działacze polonijni i pracownicy urzędu ds. "multikulti“. Kolejny raz na festiwalu kultur zabrakło polskich akcentów. Ani Polacy nie byli na paradzie widoczni, ani ich organizacje. Nie było polskiej kultury.

Jednym słowem: ani krakowiaka, ani Czerwonych Gitar, ani wódki i bigosu.

Z podziwem i zazdrością obserwowałem imponującą aktywność Rosjan. Nie tylko popisy taneczne i smakowitości rosyjskiej kuchni, dokładne informacje o ich stowarzyszeniach działających w mieście były wszechobecne i widoczne. Chętni mogli nawet za parę euro kupić od ubranych w narodowe stroje dzieci flagi rosyjskie z dawnym carskim dwugłowym orłem! 

Przy stoisku węgierskim wdałem się w rozmowę o smakowej różnicy między sprzedawanym w Niemczech czerwonym winem "Balaton" a słynnym "Egri Bikaver". Odpowiedź była zadziwiająco prosta: "Chcesz pan prawdziwego węgierskiego wina – jedź pan na Węgry!" To się nazywa reklama. Chyba pojadę.

O Polsko! Gdy patrzyłem na wspólne stoisko Białorusi, Kazachstanu i Ukrainy zacząłem rozumieć żal starych komuchów, że nie byliśmy... 17 republiką. Przynajmniej mielibyśmy dziś wspólne stoisko we Frankfurcie.

Tekst i zdjęcia:

Wojciech W. Zaborowski

W Hamm też nas nie było

W czerwcu odbywał się również w Hamm (NRW) Międzynarodowy Tydzień. 
W Aleecenter liczne grupy narodowe, organizacje i stowarzyszenia skupiające cudzoziemskich mieszkańców miasta, przygotowały stoiska informacyjne oraz reklamowe, a na estradach królował barwny folklor. Były ciekawe imprezy i spotkania.

Pokazali się m.in. mieszkańcy pochodzący ze Sri Lanki, Maroka, Portugalii oraz Hiszpanii, byli Turcy, Włosi
i Rosjanie... Ci ostatni ze wspaniałym Domem Rosyjskim, gdzie ogniskuje się życie rosyjskich organizacji i stowarzyszeń.

Próżno było szukać polskich akcentów, a przecież Polacy stanowią w Hamm trzecie co do wielkości środowisko cudzoziemskie, po Turkach i obywatelach byłej Jugosławii. Smutna prawda.