Co zostało z Hartz IV?
Wielka fuszerka

Publikacja z dwutygodnika 
Samo Życie nr 26/2005 (26.12.-09.01.06)
www.prenumerata.de
 
Program autorstwa byłego szefa personalnego koncernu Volkswagen, Petera Hartza, stanowiący podstawę reform rynku pracy rządu kanclerza Gerharda Schrödera, zakończył się zupełnym fiaskiem. To najkrótsze podsumowanie wyników analizy, jaką pod koniec grudnia opublikowały czołowe niemieckie instytuty ekonomiczne. 

Analizę pakietu reform przeprowadziły na zlecenie nowego rządu zespoły ekspertów z berlińskiego Wissenschaftszentrum oraz instytutów ekonomicznych DIW, RWI i ZEW. Treść raportu 27 grudnia opublikował magazyn ekonomiczny "Handelsblatt". 

Skasować PSA

Szczególnie złą ocenę otrzymały Personal-Service-Agenturen (PSA), które w zamierzeniach Hartza miały być kośćcem reformy. PSA wynajmowało przedsiębiorcom bezrobotnych na kontrakty krótkoterminowe, które z czasem miały przekształcać się w stałe zatrudnienie. Do podpisywania z tak zatrudnianymi pracownikami stałych umów o pracy praktycznie jednak nie dochodziło. W szczególnie złej sytuacji znaleźli się ludzie starsi i długo pozostający bez pracy. 

Z raportu wynika, że podopieczni PSA, w porównaniu z grupami kontrolnymi niekorzystającymi z pośrednictwa Personal-Service, pozostawali bez pracy średnio o miesiąc dłużej. Efektem działalności PSA - jak dowodzą eksperci - był wzrost utrzymania każdego bezrobotnego o 5700 euro. Również inne elementy składające się na pakiety Hartz I, II i III nie poprawiły sytuacji na rynku, zarówno w zakresie jakości, jak i szybkości znalezienia miejsca pracy. Analitycy nie dopatrzyli się także żadnej zauważalnej poprawy, jeżeli chodzi o skrócenie okresu bezrobocia. 

Ich-AG tak, ale inaczej

Lepiej wypadła ocena "Ich-AG", czyli dotowanych przez państwo jednoosobowych firm usługowych. 
W raporcie czytamy, że Ich-AG, mimo że jest udanym instrumentem regulacji rynku pracy, w obecnej formie nie powinno dłużej funkcjonować. Instytuty postulują zmiany, które Bundestag i Bundesrat mają rozpatrzyć do końca czerwca br. - chodzi o to, czy Ich-AG i Überbrückungsgeld (pomostowe) nie powinny zostać przekształcone w jeden instrument regulujący rynek pracy. 

Tymczasem po roku wdrażania reformy Hartz IV Związek Niemieckich Wynajemców (Deutsche Mieterbund - DMB) spodziewa się fali przymusowych wymówień najmu, która dotknie długoterminowych bezrobotnych, pobierających zasiłek ALG-II. Zdaniem dyrektora Związku Wynajemców, Franza-Georga Ripsa, liczba wysiedleń wzrośnie w tym roku ze spodziewanych 100 tysięcy do pół miliona. 

Oczami prasy

Na pakiecie reform Hartz IV suchej nitki nie pozostawiła także prasa. Wiodące czasopisma "Tagesspiegel", "Bild Zeitung", "Handelsblatt" czy "Financial Times Deutschland" dzieło Hartza określiły mianem "zbyt drogiego, bezskutecznego i nikomu nieprzydatnego". Publicysta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" postuluje, aby cały plan napisać od nowa, a nie tylko ograniczać się do kosmetycznych poprawek. Nowy rząd musi dokonać radykalnych zmian, póki jest jeszcze na to czas. 

Komentatorzy innych pism zauważają, że dzięki reformom Hartza do niebywałych rozmiarów wzrosło w Niemczech marnotrawstwo. Projekt opierał się na oszczędnościach, zaś problemem kraju jest nieumiejętność rozkręcenia popytu wewnętrznego. Ludzie muszą więcej zarabiać, aby móc więcej kupować. Właśnie brak popytu jest, zdaniem "Tagesspiegel", głównym powodem niepowodzenia reformy Hartza. Wychodzący w Oldenburgu "Nordwest-Zeitung", architektów klęski pakietu Hartz IV doszukuje się również wśród byłych rządowych ekspertów, którzy jako posłowie Bundestagu poprzedniej kadencji, związkowcy
i przedstawiciele organizacji pracodawców, uchwalali projekt reformy, a obecnie najbardziej krytykują własny pomysł. 

Głosy opozycji

FDP i Zieloni postulują gruntowną korektę pakietu. Chcą m.in. natychmiastowej likwidacji PSA. O wartości reform Hartza dużą mówią wyniki ankiety, przeprowadzonej ostatnio przez instytut Dimap. 

82 procent obywateli Niemiec uważa, iż reformy poprzedniego rządu nic dobrego nie przyniosły, przyczyniły się natomiast do jeszcze większego rozwarstwienia pomiędzy biednymi i bogatymi. 
 
 

Konrad Franke