Niemiecko-polska wymiana na niskim szczeblu

Heidi i Wilhelm stawiają na wymianę
 


Publikacja z dwutygodnika 
 Samo Życie nr 16/2006 
www.Samo-Zycie.com
 
Spojrzenie, którym teraz patrzą na sąsiadów zza Odry państwo Heidi i Wilhelm Holzapfel, kosztowało w niej sporego upływu wody. Mieszkająca w Hamburgu para małżeńska, jak opowiada Wilhelm Holzapfel, w 1982 roku nie miała jeszcze żadnego poglądu na Polskę i Polaków. Funkcjonująca wtedy "żelazna kurtyna" dodatkowo utrudniała przepływ informacji. Po prostu parę nienajlepszych obiegowych opinii, kilka złośliwych dowcipów - to wszystko.

Przypadkowe zetknięcie rodziny Holzapfel z młodym Polakiem, przebywającym na praktyce w zakładzie, w którym pracował Wilhelm wywołało zainteresowanie - najpierw Polakami, a potem Polską. Młody człowiek tak ujął niemieckie małżeństwo swoją kulturą i serdecznością, że natychmiast zaproponowano mu stół i łoże w swoim domu, gdzie spędził pozostałe do końca praktyki trzy tygodnie. W rewanżu za gościnę zaprosił swoich niemieckich gospodarzy na swoje wesele do Szczecina. Można sobie wyobrazić, jaki szok obyczajowy przeżyć musieli mieszkańcy północnych Niemiec, kiedy zostali przyjęci z niezwykłą serdecznością i przyjaźnią w domu państwa młodych, obfitym poczęstunkiem i przełożonym na rzeczywistość porzekadłem: "Gość w dom - Bóg w dom".

To spotkanie zaważyło na całej działalności społecznej Holzapfelów. Postanowili przyjrzeć się lepiej sąsiadom zza Odry i bliżej ich poznać. Zaczęli od nauki języka polskiego. Wilhelm twierdzi, że jeżeli chce się zbliżyć do przyjaciela, należy mówić tym samym co on językiem.

Po dziesięciu latach nauka języka zaowocowała służbowym wyjazdem do Polski w celu stworzenia filii niemieckiej firmy. Nastąpiło kolejne zadziwienie, o którym wspomina Heidi Holzapfel: Okazało się raptem, że ci ludzie, którzy latami poddani byli wpływowi komunistycznych zasad i o których słyszała tyle obiegowych, negatywnych opinii, okazali się pracowitymi, inteligentnymi, równorzędnymi ("tacy sami ludzie jak my") partnerami do rozpoczęcia działalności firmowej. Wtedy małżonkowie Holzapfel postanowili zrobić, co tylko w ich mocy, żeby zbliżyć ku sobie obywateli obydwu państw, wyrugować uprzedzenia i wyjaśnić, co zostało do wyjaśnienia po trudnej historii ostatniej wojny.

W zbliżeniu musieli ich zdaniem wziąć udział polscy i niemieccy partnerzy, bo Wilhelm Holzapfel wie, że uprzedzenia istnieją po obydwu stronach Odry i Nysy. Polacy też nie są od nich wolni. A przed jego służbowym wyjazdem do Polski spadł na niego grad przepowiadanych przez niemieckich kolegów i znajomych przykrości, jakie go miały w Polsce spotkać. Zdaniem Wilhelma uprzedzenia będą istniały zawsze, ale zawsze też można ich się pozbyć. Zmianę sposobu myślenia spowodować może jedynie dokładne poznanie się, bo tylko wiedza osobiście zdobyta jest w stanie skonfrontować rzeczywistość z obiegowymi "prawdami".

Małżeństwo Holzapfel, wówczas już renciści, podjęło prywatną inicjatywę na rzecz zbliżenia polsko-niemieckiego. Już od dziesięciu lat dwa razy do roku zapraszają do swoich domów w Solcu i Hamburgu ośmioosobowe grupy studentów, żeby umożliwić im poznanie kraju, w którym goszczą. Z własnej kieszeni Holzapfelowie pokrywają koszty pobytu i wycieczek przebywającej u nich przez tydzień młodzieży. Pobyt ma charakter społeczno-politycznego seminarium. Każdy dzień w Hamburgu wypełniony jest spotkaniami z politykami, przedstawicielami różnych zawodów, z duchownymi, działaczami społecznymi, młodzieżą studencką i szkolną. Dużo czasu i miejsca zajmuje wyjaśnianie historii wojennej i sposobu podejścia do niej przez współczesnych Niemców, ze szczególnym wskazaniem na miejsca pamięci i pomniki wystawiane jej ofiarom.

Agnieszka z Warszawy, studentka slawistyki, językoznawstwa i filozofii, przebywająca w tym roku z grupą młodzieży u państwa Holzapfel, twierdzi, że inicjatywie jej gospodarzy można tylko przyklasnąć. Ceni sobie szczególnie fakt, że pomimo, iż sami Holzapfelowie są zbyt młodzi, aby mogli brać czynny udział w II wojnie światowej, to jednak czują się w jakiś sposób odpowiedzialni za wyrządzone krzywdy i próbują je wynagrodzić chociażby przez zbliżenie ku sobie zwaśnionych sąsiadów. Piotr z Radomia ucieszył się bardzo na możliwość poznania Niemców, z którymi nie miał nigdy dotąd osobistego kontaktu. A całej ósemce bez wyjątku spodobał się natychmiast Hamburg, ze swoją specyficzną architekturą, ludźmi, którzy przyjmowali ich zawsze serdecznie, cierpliwie wyjaśniali (poprzez tłumacza) i odpowiadali na pytania i wątpliwości. Gdzie się dało, rozmowa toczyła się po angielsku. Natomiast w domu gościnnych Holzapfelów rozmawiano wyłącznie po polsku - po to Heidi i Wilhelm nauczyli się języka swoich przyjaciół.

Dlaczego państwo Holzapfel zapraszają wyłącznie studentów? Twierdzą, że to właśnie oni mają możliwość rozpropagowania w szerokim gronie młodzieży swoich wrażeń na temat rzeczywistości kraju sąsiadów. Wilhelm Holzapfel zdaje sobie sprawę z tego, że przez inicjatywę nie przewijają się tłumy. W ciągu dziesięciu lat było to raptem 160 studentów. Ale dobre i to. Na tygodniowe seminaria praktyczno-poznawcze u państwa Holzapfel studenci rekrutowani są głównie z polecenia uczelni i znajomych. W każdym seminarium biorą udział wyłącznie nowe osoby. Liczba ośmiu uczestników wynika z praktycznej kalkulacji: państwo Holzapfel jeżdżą dwoma autami, mieszczącymi pięć osób z kierowcą.

Działalność została zauważona i doceniona przez polskie władze. Państwo Holzapfel zostali odznaczeni w 2003 roku Krzyżem Kawalerskim RP, a w 2001 roku Medalem "Zasłużony dla Akademii Rolniczej" w Szczecinie, z którą małżonkowie współpracują już od dawna. Wilhelm Holzapfel, z wykształcenia ekonomista, przeprowadził na niej nieodpłatnie cykl wykładów na temat zarządzania firmą.

tekst i zdjęcie:
Anna Janiszewska