W styczniu informowaliśmy
o programach oszczędnościowych w niemieckim kościele, a w ich efekcie o
ograniczaniu działalności Polskich
Misji Katolickich w Niemczech. Przedstawialiśmy problem parafii polskiej
w Essen i księdza Sławomira, który służąc w parafiach polskiej i niemieckiej
równocześnie, otrzymał dekret biskupa o zwolnieniu go z obu funkcji. W
podobnej sytuacji znalazło się kilku innych księży. Były odwołania i apele
do biskupów oraz petycje wiernych.
- Księże Rektorze, czy
od tego czasu sytuacja się zmieniła?
- Nie chciałbym komentować
tutaj czegoś, czego nie ma na piśmie. Owszem, są zapewnienia biskupa Genna
z Essen o utrzymaniu etatu wikarego. Nie chcę podważać, pomniejszać słowa
biskupa, ale jednak o całkiem klarownej sytuacji będziemy mówić wtedy,
gdy otrzymamy potwierdzenie pisemne tych obietnic. W podobnej sytuacji
jak ks. Sławomir znajduje się jeszcze kilku innych księży, m.in. trzech
w diecezji Essen, pięciu w Köln, poza tym w Berlinie oraz Bambergu. W rozmowy
włączył się bardzo aktywnie Episkopat Polski oraz władze zakonne chrystusowców,
salezjanów, redemptorystów, innych zgromadzeń, które prowadzą placówki
PMK. W przypadku ks. Sławomira, który jest członkiem Zgromadzenia Chrystusowców,
zwrot sytuacji nastąpił po rozmowie generała Zgromadzenia z biskupem Gennem.
Podczas tej rozmowy uzgodniono kilka kompromisów, przede wszystkim natury
finansowej. Jesteśmy na takie kompromisy przygotowani. Naszym bowiem nadrzędnym
celem jest duszpasterstwo. Sporo jest przypadków, kiedy księża godzą się
na mniejsze wynagrodzenie. Budujący jest przykład księży salezjanów w Berlinie.
W obliczu redukcji z czterech do trzech etatów księża dobrowolnie zrezygnowali
z 25 procent swojego uposażenia. W ten sposób nadal mamy tam czterech księży.
Ujmując wszystko w skrócie mogę powiedzieć, że nadzieje są większe niż
w styczniu, ale ciągle nie ma ich pisemnego potwierdzenia.
- Czy są to rozmowy na
szczeblu Episkopat Polski - Episkopat Niemiecki?
- Episkopaty nasze poruszają
ten temat bardzo często. Nie można jednak prowadzić globalnych rozmów.
Każda diecezja w Niemczech rządzi się osobnymi, własnymi przepisami wykonawczymi.
Lokalny biskup podejmuje decyzje dotyczące jego diecezji. Owszem, można
powoływać się na dokument dot. wskazań dla polskojęzycznego duszpasterstwa
w Niemczech, podpisany w 2001 roku przez przewodniczącego Episkopatu Niemiec
kardynała Lehmanna oraz kardynała Glempa, ale w obliczu wprowadzanych bardzo
drastycznych oszczędności jest to bardzo trudne, a czasami niezręczne.
Jak wiadomo, również kościół niemiecki te oszczędności odczuje. Prowadzimy
więc rozmowy w każdej z 26 diecezji osobno. Rozmowy są trudne, bo niemal
wszystkie one wprowadziły program oszczędnościowy. Niektóre bardzo drastyczny.
- Czy są już przypadki
zamknięcia polskich placówek lub do odwołania księży?
- Likwidowana jest w tej
chwili placówka w Beyreuth w diecezji Bamberg. Placówka ta nie miała jednak
pełnej jurysdykcji. Opieką nad polskojęzyczną grupą katolików zajmą się
tam trzej księża pochodzący z Polski, na co dzień służący w parafii niemieckiej.
W München został odwołany ks. Nowak. Zaproponowano mu inne placówki, ale
ostatecznie wybrał powrót do Polski, na parafię niedaleko Opola. Nie zamknięto
jednak Misji. Opiekę duszpasterską prowadzą tam obecnie księża redemptoryści
z drugiej monachijskiej placówki.
- Ilu polskich księży
pracuje w niemieckich parafiach, czy można liczyć na ich pomoc i współpracę?
- Jest ich w całych Niemczech
około 500. Owszem, wielu z nich odprawia, poza swoimi obowiązkami i jeżeli
zaistnieje taka potrzeba, nabożeństwa w języku polskim. Niektórzy nawet
przyczynili się do powstania PMK. Wielu księży jest tutaj inkardynowanych
przez swoich biskupów. Jest spora grupa księży z diecezji tarnowskiej,
która obfituje najbardziej w powołania. Ma więc czym się dzielić. Jest
umowa pomiędzy diecezją tarnowską a diecezją w Hildesheim. Wielu księży
współpracuje z nami, pomaga w ramach swoich możliwości w codziennej pracy
duszpasterskiej w PMK, w spowiedzi świątecznej lub zastępując naszych księży.
Warto tutaj wspomnieć, że również księża PMK udzielają pomocy swoim niemieckim
kolegom zastępując ich podczas wyjazdów na rekolekcje lub urlopy, odprawiając
w razie potrzeby pogrzeby czy przy udzielaniu sakramentów. W tej chwili
wydajemy dwujęzyczne książeczki liturgiczne dla księży, które mają im pomóc
w służbie w niemieckim kościele.
- Ilu księży, podobnie
jak ks. Sławomir Klim z Essen, dzieli pracę w polskiej i niemieckiej parafii?
-W tej chwili dziesięciu,
ale - jak wspomniałem - część pomaga bezinteresownie lub na zasadzie pomocy
wzajemnej.
- Z czego utrzymywane
są placówki PMK i jak wielkie są to kwoty?
- Generalnie parafie oraz
wszystkie instytucje prowadzone przez kościół finansowane są z podatku
kościelnego, który płacą w Niemczech wszyscy wierzący. Oprócz tego z niedzielnej
kolekty oraz ofiar otrzymywanych za sprawą np. intencji mszalnych. Są różne
formy rozliczania Misji. Jedni księża przekazują składki tak, jak parafie
niemieckie, inne tylko w części, w zależności od tego, jak zarządzi Kuria.
Wówczas dodatek kurialny na duszpasterstwo polskie jest zmniejszony. Również
mieszkający i pracujący w Niemczech Polacy i osoby polskojęzyczne płacą
podatek kościelny. Nie jest to bagatelny odsetek, w odróżnieniu bowiem
od Niemców procentowo mniej z nich wypisuje się z Kościoła.
Księża otrzymują wynagrodzenie
z Kurii. Stamtąd też płyną częściowo pieniądze na pokrycie kosztów eksploatacji
kościoła, salek, plebanii itp. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć,
jakie to są wielkości. Każda diecezja ma inne wobec tej sprawy przepisy
i nie ma tutaj ogólnego klucza. Każda diecezja rozdziela inaczej.
- Wspominał ksiądz o występowaniu
z kościoła. Czy wśród Polaków mieszkających w Niemczech również można to
zauważyć?
- Regularnie co roku otrzymuję
taką statystykę. Dotyczy ona jednak, co jest bardzo ważne, wszystkich ochrzczonych
na terenie Polski po 1945 roku i obecnie zamieszkałych w Niemczech. W statystyce
tej są więc ujęci wszyscy: przesiedleńcy, wysiedleńcy, bezpaństwowcy, emigranci
itp. Jest więc tutaj z pewnością sporo Niemców, którzy zostali wysiedleni
w latach 1945-1949. Decyzja o wystąpieniu następuje najczęściej z pobudek
ekonomicznych, rzadziej jest to związane z utratą wiary. W roku 2001 wystąpień
takich było 3059, w 2002 - 3452, w 2003 - 3491, natomiast w ubiegłym roku
3383. Jak więc widać jest to liczba stała. Najwięcej występujących jest
z diecezji: opolskiej, katowickiej, wrocławskiej, gdańskiej, szczecińskiej,
olsztyńskiej.
Warto zaznaczyć, że około
10-20 procent występujących wraca. Procedura jest taka, że każda decyzja
o wystąpieniu przesyłana jest do parafii, w której było się ochrzczonym.
Wielu księży jednak pisze listy z prośbą o wyjaśnienie motywu podjęcia
takiej decyzji oraz przedstawia wynikające z tego konsekwencje. Część osób
rozumie swój błąd i powraca do kościoła rezygnując z oszczędzania kilkunastu
euro miesięcznie.
- Ilu księży pracuje obecnie
w PMK w Niemczech?
Obecnie jest ponad 90 księży.
Są też siostry zakonne przy niektórych parafiach oraz świeccy asystenci.
Mamy też do pomocy kilku księży emerytów.
- Czym różni się parafia
niemiecka od parafii polskiej w Niemczech?
- Parafie niemieckie mają
charakter terytorialny. Należą do nich wszyscy wierni z terenu, który parafia
obejmuje. Placówki PMK mają charakter personalny. Należą do nich wierni
pragnący uczestniczyć w nabożeństwach w języku ojczystym, może inaczej...
w języku serca.
- Czy tylko chęć modlitwy
w "języku serca" kieruje ludzi, często Niemców o polskich korzeniach doskonale
znających język niemiecki, do kościołów PMK?
Wierzę i mam takie sygnały,
że nie tylko to. Bardzo ważne jest tutaj również głębsze przeżywanie nabożeństw.
Kościół polski posiada sporo głębszych aspektów przeżywania swej wiary.
Że wspomnę tylko wyjątkową pobożność maryjną, święcenie pokarmów w Wielką
Sobotę, błogosławieństwo rocznego dziecka, nieszpory, nabożeństwa majowe,
różaniec, nabożeństwo za zmarłych, spowiedź i więź z Papieżem. Niestety
w kościele niemieckim brakuje tego.
- Ze statystyk poszczególnych
parafii polskich w Niemczech wynika, że liczba uczestników niedzielnych
mszy świętych stale wzrasta. Bardzo pozytywny objaw, a co jest tego przyczyną?
- Z jednej strony wzrost
liczby pracowników sezonowych. Z drugiej zaś przychodzi do nas sporo takich,
którzy uczestniczyli do niedawna w nabożeństwach w kościele niemieckim.
Nie chodzi tutaj o konkurencję. Jak wspomniałem wcześnie,j również kościół
niemiecki odczuwa konsekwencje reformy oszczędnościowej. Zmniejsza się
systematycznie liczba parafii niemieckich oraz księży. Dochodzi do fuzji
kilku parafii. Po tych zmianach do najbliższego kościoła niemieckiego jest
czasem dalej niż do PMK. Trudniejsza jest również dostępność do księdza,
któremu w tej chwili przybyło obowiązków. Poza tym i śmierć papieża, w
ostatnich dniach u wielu ludzi o polskich korzeniach obudziła więź religijną.
- Jak Polacy w Niemczech
reagowali na wieść o odchodzeniu Jana Pawła II?
- Były to niezwykłe rekolekcje.
Ta ostatnia encyklika, którą nam zostawił, nie piórem, a cierpieniem pisana,
spowodowała masową modlitwę i swego rodzaju odrodzenie. W większości kościołów
PMK odprawiane były długie nabożeństwa, wygłaszano prelekcje, były projekcje
filmów o papieżu, czytana poezja, odmawiany był różaniec, Koronka do Bożego
Miłosierdzia i wiele modlitw zarówno za życia jeszcze jak i po śmierci.
W Hanowerze gromadzono się pod, jednym z nielicznych w Niemczech, pomnikiem
Jana Pawła II. Wielu polonusów wyjechało na uroczystości pogrzebowe do
Rzymu. Z moich informacji wynika, że z około połowy kościołów PMK wyjechały
autokary z pielgrzymami żałobnikami. Z Nürnberg np. wyjechały trzy autokary.
Poza tym wielu wyjechało indywidualnie, w ostatniej chwili rezerwując bilety.
Także na miejscu odprawiano msze św. lub przekazywano transmisje z pogrzebu.
W Essen wierni zgromadzili się w kościele i za pomocą telebimu uczestniczyli
w pogrzebie. Kościół był pełny. Nie wiem, skąd ci ludzie się wzięli, przecież
był to w Niemczech dzień roboczy. Bardzo mocno jestem tym podbudowany.
Wielu księży planuje już pielgrzymki do grobu Jana Pawła II.
- Jak ocenia ksiądz komitetów
obrony parafii?
- Może to trochę niefortunna
nazwa, ale ich działalność podbudowuje księży. Wskazuje, że laikat czuje
się odpowiedzialny za misje. Komitety w połączeniu z radami parafialnymi
mogą wiele zdziałać. Byłem przez 20 lat proboszczem w PMK w Hanowerze.
Nie wyobrażam sobie zarządzania parafią bez aktywnego udziału świeckich.
W planach mam zwiększenie udziału świeckich w życiu kościoła. Możemy tutaj
sporo się nauczyć od kościoła niemieckiego, w którym rady parafialne często
zarządzają parafią w sensie gospodarczym. Bez tego zaangażowania nie ma
życia parafii. Chciałbym, aby przedstawiciele naszych rad brali aktywny
udział w radach katolików świeckich na szczeblu diecezjalnym, a nawet krajowym.
Do tego w tej chwili zmierzamy.
Już niedługo wszyscy księża
służący w PMK otrzymają ankiety z pytaniami na temat rad parafialnych,
np.
jak działają i jak powstały. Muszą być one wybrane w pełni demokratycznie.
Kościół to księża i świeccy. Wszyscy muszą w równym stopniu czuć się odpowiedzialni
za to nasze wspólne dzieło, jakim jest Polska Misja Katolicka.
Proszę wszystkich zarówno
o pełne zaangażowanie się w jej działalność oraz o mo-dlitwę w intencji
księży. Za to wszystko gorąco wszystkim dziękuję.
- Księże Rektorze, w naszej
rozmowie nie mógłbym nie zapytać o reakcję na wybór kardynała Ratzingera
papieżem. Jak zauważyłem, w Polsce jest pełna akceptacja, natomiast w Niemczech...
- Niemcy mają problem. Oczywiście
jest duże grono zadowolonych, ale sporo zawiedzionych i krytycznie do wyboru
nastawionych. Cały świat spogląda teraz na kościół niemiecki. Jest to wielkie
zobowiązanie.
My jesteśmy oczywiście bardzo
zadowoleni. Po pierwsze, że Niemiec. Poza tym kontynuuje linię Jana Pawła
II, dba o prawowierność nauki Chrystusa, nie idzie za nowinkarstwem, jest
kompetentny teologicznie, bardzo ceni wartości moralne. Papież musi patrzeć
na cały kościół, a nie tylko na problemy w Niemczech. Wielu Niemców, ba,
Europejczyków, nie rozumie problemów duszpasterskich np. kościoła w Afryce.
Chociażby w sprawach seksu i antykoncepcji. Europejczykom wydaje się, że
zgoda kościoła na antykoncepcję w Afryce byłaby obroną przed AIDS. Z kolei
patrząc z afrykańskiej perspektywy, misjonarz, który zaproponowałby tam
takie rozwiązanie zostałby najprawdopodobniej zlinczowany. Byłoby to odebrane
jako wystąpienie wbrew ich prawu do naturalnego rozwoju. Zagadnienia duszpasterskie
w poszczególnych krajach i kulturach są odmienne.
Papież musi podchodzić do
tych problemów w sposób indywidualny i bardzo rozważny. Dlatego proponowałbym,
zamiast krytyki, modlitwę w Jego intencji.
Rozmawiał:
Leonard Paszek
|