| Dwie strony medalu.
Zgodnie z prawem, ale...
Inwazja polskich kafelkarzy Niemieckie firmy plajtują, polskich przybywa |
| Dziennik "Berliner Zeitung",
w nawiązaniu do ukazujących się ostatnio w niemieckich mediach informacji
o zalewaniu tutejszego rynku rzemieślniczego przez polskie firmy, w komentarzu
zatytułowanym Inwazja kafelkarzy pisze o inwazji Polaków na berliński
rynek, ale jednocześnie zaznacza, że działają oni zgodnie z obowiązującym
prawem.
Wielu Niemców, którzy budują domy - czytamy w "Berliner Zeitung" - zamawia do kładania np. glazury niemiecką firmę, lecz potem okazuje się, że pod ich drzwiami zjawiają się samochody z polskimi rejestracjami, które dowiozły do pracy polskich fachowców. "W żądnym wypadku nie są to ludzie pracujący na czarno - informuje "BZ" - lecz legalnie działający i zarejestrowani na niemieckim rynku samodzielni rzemieślnicy, których w charakterze podwykonawców zatrudniają niemieckie firmy(...) Oni po prostu skutecznie wykorzystują luki w europejskich przepisach - przyznaje gazeta, które umożliwiają podjęcie pracy w krajach Unii Europejskiej przez obywateli nowych krajów członkowskich. Mogą oni bowiem rejestrować się jako jednoosobowe firmy rzemieślnicze we wszystkich państwach UE. Część berlińskich senatorów, władze Izby Rzemieślniczej jak i związki zawodowe są niezadowolone z takiej operatywności Polaków, bo skutkiem takiego działania coraz więcej niemieckich rzemieślników traci pracę. Niemieckie rzemiosło i związki zawodowe już otwarcie mówią o inwazji polskich małych przedsiębiorstw. Związek zawodowy pracowników budowlanych IG Bau przedstawił dane, według których w ciągu ostatniego roku liczba berlińskich przedsiębiorstw budowlanych spadła z 9.078 do 7.467. W tym samym czasie liczba zgłoszeń samodzielnej działalności gospodarczej przez Polaków wzrosła prawie dziesięciokrotnie - z 289 do 2.732. Liczba zarejestrowanych w niemieckiej stolicy glazurników z Polski wzrosła w ciągu dwunastu miesięcy z 230 do 1.204. Polacy pracują taniej, dobrze i legalnie Dla władz Berlina i dla niemieckich firm jest to poważny problem - pisze "BZ" - bo Polacy stanowią znaczne zagrożenie: pracują przede wszystkim taniej - prawie o trzy czwarte - niż ich niemieccy koledzy. Polscy rzemieślnicy pracują w Niemczech legalnie, co przyznaje "Berliner Zeitung", lecz jak pokazuje wiele inicjatyw, politycy i niemiecka administracja robią wszystko, aby wyeliminować Polaków z niemieckiego rynku. Nie można im zabronić rejestrowania tu swoich firm, ale -jak już zapowiadają - będą przeprowadzane wzmożone kontrole. Ustawiczne najazdy na budowy kontrolerów oraz inspektorów, wyszukiwanie nieprawidłowości będą skutecznie obrzydzać życie polskim rzemieślnikom. "BZ" cytuje wypowiedź rzecznika prasowego berlińskiego senatora ds. spraw gospodarki Christopha Langa, który powiedział, że "Polacy pracują w grupach i mają ustalony czas pracy, co oznacza, że jedynie pozorują samodzielną działalność gospodarczą i dlatego pracują nielegalnie". Wynajduje się również inne preteksty, jak np. taki, że najczęściej adres miejsca zamieszkania w Niemczech osoby z Polski, która rejestruje działalność, jest taki sam jak adres jego firmy, co prowadzi do podejrzeń, że są to adresy fikcyjne. Lub też - informuje niemiecki dziennik - ten sam niemiecki adres podaje wielu polskich rzemieślników. Wszyscy ci, którzy tak ostro krytykują polskich fachowców zapominają jednak dodać, że podobnie postępują niemieccy przedsiębiorcy po to tylko, aby obniżyć koszty pracy. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Centralny Związek Rzemieślników, jak dotąd nie nastąpił żaden zalew niemieckiego rynku pracy siłą roboczą ze Wschodu. Waldemar Maszewski |