| Żyją
wśród nas
Marka Kiełbasińskiego życie wśród kul |
| Gorąca linia Leszno-Bamberg
Przed laty pisałem o nim.
Marek Kiełbasiński mieszkał wtedy we Frankfurcie nad Menem i prawie codziennie
można było Dziwiłem się w duchu temu zapałowi, bo praca, którą wtedy wykonywał, w niczym nie przypominała życia sportowca, asa kręglarstwa, którym to mistrzem był w Polsce przed jej opuszczeniem. Gdy oglądałem wspomnieniowe zdjęcia Marka na podium zwycięzców, szczerze mówiąc - myślałem, że to już bezpowrotna przeszłość. Ile to karier kończyło się z chwilą wyjazdu z kraju. Na parę lat słuch o Marku zaginął; krążyły wieści, że przeprowadził się do Leszna, gdzie istnieje liczący się w świecie klub kręglarski. I nagle, kilka dni temu, ujrzałem znajomego z dawnych lat, jak żwawo z uśmiechem na ustach wysiadał z toyoty na polskich numerach w samym sercu Frankfurtu. Serdecznie się przywitaliśmy i nim uzupełniłem wiedzę o dalszych losach mistrza, przypomniały mi się początki jego kariery. Jak to często bywa w życiu, o jego kręglarskiej karierze zadecydował przypadek. Gdy miał lat 16 wybrał się pewnego razu z kolegą do Domu Kultury w Kędzierzynie, by pograć w ping ponga. Nie było wolnego stołu, były natomiast wolne tory w kręgielni. Dziś wstyd mu przyznać, że przy pierwszym rzucie kula nie doleciała nawet do kręgli, wtoczyła się na sąsiedni tor. Wzbudził jednak zainteresowanie trenera. Był przecież młodzieńcem dobrze zbudowanym, do tego o mocnych dłoniach. Może być z niego w przyszłości dobry zawodnik - pomyślał zapewne instruktor . Tak to się kiedyś zaczęło.
Później pod okiem trenera regularny trening w klubie Zielony Tor - Kędzierzyn-Koźle,
starty w licznych zawodach. Po dwóch latach był już członkiem kadry narodowej
juniorów. W 80. roku jest w polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata
juniorów we Wiedniu, stanął również na podium w czasie zawodów w Budapeszcie.
Marek jest przykładem, że można również zrobić karierę nie tylko, gdy wyjedzie się z Polski na Zachód, ale też i odwrotnie, gdy np. z Niemiec przeniesie się swą zawodową działalność do Polski! Mam spory kłopot, w jakiej kolejności odnotować sukcesy Marka. Od strony działalności, wygląda to dość prosto i nawet efektownie. Mieszka w Lesznie, to jego główna siedziba. W ciągu paru lat pobytu w Polsce, ten czterdziestoletni zawodnik został trenerem drużyn kręglarskich. Po ukończeniu kursu w Poing, niedaleko München, został międzynarodowym sędzią tej dyscypliny. Zasiadł też we władzach Międzynarodowej Federacji Kręglarskiej - NBC z siedzibą w Londynie, obok Niemców i Austriaków, jako jedyny przedstawiciel Polski. Jest na etacie w Bambergu, w którym przebywa w każdą sobotę i niedzielę, a jednocześnie jako trener jeździ dwa razy w roku na obozy z polską młodzieżą: zimą do Czech, latem nad morze. Marek Kiełbasiński jest obywatelem i Niemiec i Polski, oba narody są mu równie bliskie, jego działalność ma więc przynosić chlubę obu krajom, ale i wymierne korzyści klubom sportowym oraz zawodnikom. To dlatego m.in. wybrał się do Niemiec w towarzystwie prezesa Wielkopolskiego Zwiazku Kręglarskiego Janusza Majchrzaka. Kontakty między działaczami sportowymi i menedżerami owocują bowiem ściąganiem do Polski kapitału, inwestorów i sponsorów dbających m.in. od strony finansowej o wyposażenie klubów w dobrej jakości sprzęt. Efekty już widać. Bogaty sponsor najlepszego w Niemczech kręglarskiego klubu sportowego w Bambergu chce milion euro zaiwestować w Lesznie, właśnie dlatego, że tam jest najsilniejszy polski klub kręglarski. Z tego klubu ściągnął niedawno do Bambergu wielokrotną mistrzynię świata w kręglach Beatę Włodarczyk. Podwójna zdobywczyni pucharu świata w mistrzostwach 2003/4 i 2004/5 (nikomu się to jeszcze przed nią nie udało, nawet silnym w tych konkurencjach Rumunom i reprezentantom państw tworzących dawną Jugosławię!), drużynowa mistrzyni świata z 2002 roku i aktualna indywidualna wicemistrzyni świata w dwóch konkurencjach, występuje teraz w reprezentacji Niemiec, jako jedyna Polka. A tak się składa, że trenerem i menagerem Beaty jest właśnie... Marek Kiełbasiński! Szczerze cieszyłem się, ja i liczni znajomi Marka, gdy we Frankfurcie nad Menem, w którym nadal przebywają synowie sportowca, słuchaliśmy opowieści o spełnianiu się oczekiwań kolegi. Jeśli tylko zdrowie pozwoli, jeśli kręgosłup i stawy będą sprawne, w kręglarskim sporcie można efektywnie działać i do pięćdziesięciu lat. Markowi marzą się dalsze sukcesy nie tylko w czynnym sporcie, ale i w działalności menedżerskiej i trenerskiej. A Beacie Włodarczyk na sercu leży zdobycie mistrzostwa świata indywidualnego (ten złoty medal!). W dalszym ciągu zapowiada się więc duży ruch na linii Leszno-Bamberg! Wojciech W. Zaborowski |