| Marek
Mutke, odwołany prezes Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, będzie walczył
o honor
Nocny
lot
|
- W 1990 roku LOT zamknął
ostatnie regularne połączenie z Katowicami. Czy to był najlepszy moment
na marzenia o międzynarodowym porcie lotniczym?
- Jeśli obserwowało się ludzi, jeśli słuchało się o czym rozmawiają, można było dostrzec coś, co nazwałbym wielką chęcią poznawania świata. Przecież to wtedy, nagle i w sposób niekontrolowany zaczęły się rozwijać międzynarodowe połączenia autobusowe. Pamiętam taki obrazek spod Frankfurtu. Rozlatujący się autosan z napisem "Express Katowice-Paryż". Wtedy pomyślałem, że musi być jakaś inna możliwość. Wbrew rozpowszechnianym dziś opiniom, pierwszy pomysł ożywienia lotniska nie zrodził się jednak w głowach polityków, tylko biznesmenów. Potem dopiero udało się przekonać ówczesnego wojewodę Wojciecha Czecha. Ten nacisnął na urzędników i tak się zaczęło. Po prostu się zaczęło. Znajomy, którego spotkałem w tramwaju powiedział: "chcemy robić coś na lotnisku". Mój kontrakt z niemiecką firmą zajmującą się inwestycjami z zakresu ochrony środowiska właśnie wygasł. Szukałem nowej pracy, a ta wydawała się interesująca. Zaczynaliśmy w cztery osoby na trzy i pół etatu. Pół etatu miała księgowa. - Etap pionierski... - Usiedliśmy kiedyś w trójkę i pierwszy raz doszliśmy do wniosku, że to nie będzie proste. To nie piekarnia. Na początek potrzebowaliśmy stosów koncesji i zezwoleń, a nie mieliśmy nawet porządnego papieru firmowego. Wysyłamy do Warszawy pismo. Proszą o oryginał. Przecież to był oryginał: wszystko, co można zrobić przy pomocy maszyny do pisania i długopisu z czarnym wkładem. Wiedzieliśmy jednak, że przetrwamy tak długo, jak długo nie będziemy się upominać o pieniądze. Musieliśmy zarobić na własne utrzymanie. Handlowaliśmy drewnem i węglem. Zysk nie był wielki, ale legalny i wystarczył na opłacenie niewielkiego biura, symboliczne pensje oraz komputer. Można było marzyć o wielkim lotnisku. - Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze zostało powołane formalnie w 1991 roku jako spółka. - Pieniądze na rozwój - prócz tego, co zarobiliśmy sami - pochodziły od głównego wówczas udziałowca: Banku Handlowo-Kredytowego. Wojewoda wniósł do spółki GTL aport w postaci sześciu krzeseł. Jest to odnotowane w akcie notarialnym. Zresztą i tak nie mieliśmy ich gdzie wstawić. - Co na te międzynarodowe aspiracje "Warszawa"? - Byliśmy pierwszą ze spółek regionalnych i Warszawa przyglądała się nam uważnie. Ciągle musieliśmy zapewniać, że w spółce nie mamy zagranicznego kapitału, bo to nadal była sfera obronności. Wyprzedzaliśmy ustawodawstwo, więc nikt nie wiedział, jak przyznaje się koncesję. No i ludzie. Jeszcze do niedawna LOT uważał, że z portów regionalnych powinno się dowozić pasażerów tylko do stolicy. Ale jak tu z Katowic do Wiednia lecieć przez Warszawę? - Czy dlatego pierwsze międzynarodowe połączenie z Katowic zrealizowała Lufthansa? - Oni od początku wiedzieli, że tu jest rynek. Jeden z szefów Lufthansy powiedział żartem: "Nawet gdybyście postawili tu namiot, to też byśmy latali". Ale my mieliśmy już o wiele więcej. Stwarzaliśmy możliwości i mówiliśmy: korzystajcie. - Według prognozy z połowy lat 90. pierwszego miliona pasażerów rocznie mogliście spodziewać się w 2014 roku. - Ten milion mieliśmy w roku ubiegłym. Można oczywiście mówić, że to koniunktura. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, otwarte niebo, nowe rynki pracy, tanie linie lotnicze. Ale koniunkturę trzeba przewidzieć. Trzeba się do niej przygotować. Trzeba mieć za sobą ludzi. Wielu z nich pracuje w Pyrzowicach od początku i nie mówi inaczej jak "nasze lotnisko". - Czy pomyślał pan kiedyś, że to wszystko za bardzo się udaje? - Pomyślałem, że to staje się zbyt atrakcyjne. - A co myślał pan po nocnym posiedzeniu Rady Nadzorczej, gdy przestał pan być prezesem GTL? - To mnie nie zaskoczyło. Zaskoczeniem był termin i była forma. Wydawało mi się, że po tych piętnastu latach zasłużyłem sobie na podanie ręki i jakieś: "dzięki stary". Na odrobinę przyzwoitości. Zostałem odwołany o drugiej w nocy, głosami czterech z siedmiu członków Rady, ponieważ trzej pozostali wyszli z posiedzenia na znak protestu. Zostałem odwołany przez tę samą Radę, która dwa miesiące wcześniej udzieliła nam absolutorium, a tydzień wcześniej przyznała nagrody. Wiem, że każdy właściciel ma prawo dobierać sobie współpracowników, wiem, że nic nie trwa wiecznie, ale wiem też, że nie można pozbawiać człowieka honoru. I o ten honor będę walczył. - Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Marek Ciepliński
Główni właściciele Górnośląskiego
Towarzystwa Lotniczego S.A.
Węglokoks S.A. - Katowice - 42,5 procent Województwo Śląskie - Urząd Marszałkowski - 36,3 procent P. P. Porty Lotnicze - Warszawa - 18,9 procent Gmina Katowice - 1,5 procent
Przewozy pasażerskie z Katowic w latach: 1990 - 3.511 1995 - 131.937 2000 - 168.126 2005 - 1.092.385
Stałe połączenia z lotniskami w Niemczech: Dortmund Flughafen Düsseldorf International Frankfurt Airport Köln/Bonn Airport |