Po zmaganiach z Ordnungsamtem Klub Polskich Nieudaczników musi wyprowadzić się ze swojej siedziby przy Torstrasse 66 w Berlinie
Koniec klubu sztuki niszowej

Publikacja z dwutygodnika 
 Samo Życie nr 11/2007 
www.Samo-Zycie.com
 
Związkowi Polskich Nieudaczników - na przekór nazwie - udało się wiele. Klub przy Torstrasse w centrum Berlina - siedziba Związku - zasłynął w ciągu sześciu lat swej działalności na berlińskiej scenie artystycznej i zyskał tysiące sympatyków.

Kilka razy w tygodniu odbywają się tam imprezy kulturalne, promujące sztukę niszową. Są wśród nich bardzo popularne projekcje polskich filmów, koncerty, wystawy, projekty teatralne i eksperymenty artystyczne. Polscy Nieudacznicy mają jeszcze inne dokonania: paradokumentalny film „Rozszerzenie Morza Bałtyckiego”, satyryczną audycję w radiu Multi-Kulti, wydanie kilku książek i nieregularnie ukazujące się półliterackie pismo „Kolano”, które w nakładzie sięgającym nieraz dwóch tysięcy egzemplarzy rozchodzi się w błyskawicznym tempie.

To wszystko może okazać się niebawem przeszłością. 2 czerwca klub zostanie zamknięty na mocy decyzji berlińskiego Ordnungsamtu. Związek Polskich Nieudaczników w ciągu dwuletnich zmagań z biurokracją i sądem nie zdołał udowodnić, że stawiane im zarzuty są bezsensowe.

- Ordnungsamt zarzuca nam prowadzenie nielegalnej działalności gospodarczej - mówi Mariusz Bednarski, jeden z założycieli Związku i klubu. 
- Nigdy nie byliśmy knajpą ani barem. Jesteśmy placówką kulturalną i siedzibą stowarzyszenia, miejscem wymiany kulturalnej między Polakami i Niemcami - dodaje.

Można było wprawdzie napić się tam polskiego piwa, ale zapłata za nie była mniej kub bardzie dobrowolna.

- Nikt nie sprzedawał go żeby na tym zarobić - przyznaje Bednarski.

Niemiecki urząd pilnujący porządku sprzeciwił się działalności klubu, bo ten nie posiada zezwolenia na wyszynk, a o takowe nie może się postarać, bo ma o jedną toaletę za mało, nie posiada wyjścia bezpieczeństwa i podjazdu dla wózków inwalidzkich. Podczas pierwszej sprawy sądowej na Związek nałożono symboliczną karę w wysokości 200 euro.

- Niebawem czeka nas druga sprawa w sądzie i przypuszczamy, że nie skończy się ona na symbolicznej kwocie - twierdzi Mariusz Bednarski.

To była już instytucja i ciekawy adres

Związek Polskich Nieudaczników powstał w kwietniu 2000 roku. Liczy około stu stałych członków, a prawie 50 tysięcy berlińczyków posiada tymczasowe legitymacje, uprawniające do uczestnictwa w imprezach. Klub utrzymuje się dzięki inicjatywie społecznej jego założycieli i nie otrzymuje żadnych dotacji. Większość organizowanych w klubie imprez jest darmowa lub za symboliczną opłatą. Klub promuje sztukę mieszczącą się w kanonie tzw. "sztuki niszowej". Podkreśla to "Mały Manifest" Związku Polskich Nieudaczników: "Nam podobnych jest niewielu w mieście, tylko kilku, może kilkudziesięciu (...) Reszta to ludzie sukcesu, oziębli, zimnokrwiści specjaliści - cokolwiek tylko robią, czynią to najlepiej. My - słabi, mniej uzdolnieni, nie możemy niczego wskórać (...) Jesteśmy skłonni uznać ich priorytet, jednak chcemy pozostać twórcami, według naszych możliwości, na niższym poziomie (...)" - czytamy w założeniach programowych berlińskiego stowarzyszenia.

Związek promuje berlińską mieszankę i adresuje ją do wszystkich zainteresowanych, niekoniecznie Niemców czy Polaków.

W sobotę 2 czerwca w pomieszczeniach klubu przy Torstrasse odbędzie się impreza pożegnalna. Przedstawiciele Związku zapowiadają wznowienie dzialalności
1 września w nieznanym jeszcze miejscu.

- Rozglądamy się za nowym lokum w centrum Berlina - przyznaje Bednarski. Stowarzyszenie starało się o tymczasowe korzystanie z pomieszczeń byłej ambasady polskiej przy alei Unter den Linden, ale na razie oczekuje na odpowiedź.

Katarzyna Domagała-Pereira