Papież w ojczyźnie
Ponad milion wiernych na błoniach pod Köln
Dwa razy więcej Polaków, niż się spodziewano
Ważne przesłanie Ojca Świętego - Benedykta XVI

Publikacja z dwutygodnika 
Samo Życie nr 18/2005 (03.09.05-16.09.05)
www.prenumerata.de
 
Wizyta Benedykta XVI w Köln trwała trzy doby. Na XX Światowe Dni Młodzieży papież przybył w czwartek (18 sierpnia) w południe. W niedzielę (21 sierpnia) wieczorem odleciał do Watykanu. Była to pierwsza zagraniczna podróż Ojca Świętego nowego pontyfikatu. I również pierwsze spotkanie z tak wielkim, milionowym audytorium. Dało to okazję do porównania stylu duszpasterstwa papieża-Niemca i jego poprzednika - Polaka. 

Dwóch papieży

Karol Wojtyła i Joseph Ratzinger to dwie różne osobowości. Jan Paweł II był otwarty na rozmowy z wiernymi, szczególnie z młodzieżą. Nie przerażał go największy tłum wielbicieli. Miał zacięcie aktorskie, porywał i zniewalał słuchaczy. Benedykt XVI nie próbuje nawiązywać do tego stylu, wie, że to nie leży w jego mentalności. Jest wyciszony, w relacjach wielu komentatorów pojawia się słowo "nieśmiały". Ale też cele jego pontyfikatu są inne. 

Jednym z wyzwań Jana Pawła II było pokonanie świeckiej "religii", jaką był komunizm. Dziś komunizm przestał być problemem, jest za to drapieżny kapitalizm, malejąca liczba wiernych w kościołach krajów Unii Europejskiej, terroryzm islamski zagrażający cywilizacji zachodniej. Z tymi wyzwaniami musi się zmierzyć aktualnie panujący papież. 

Benedykt XVI jest pierwszym od ponad 500 lat Niemcem na stolicy apostolskiej. Jego wybór zbiegł się z 60. rocznicą najkrwawszej w dziejach wojny, wywołanej przez Niemcy. Mówił o tym w Köln, witający go prezydent Köhler: "Jesteś nie tylko następcą świętego Piotra, ale również Polaka z kraju najechanego przez Niemców. To wyraz ogromnego zaufania, że Niemiec został wybrany na papieża". 

Również Benedykt XVI podkreślał swoją niemieckość: "Niemiecki Kościół i obywatele Republiki Federalnej mogą być dumni ze swojej otwartości na świat – powiedział po wyjściu z samolotu. - W tym duchu zamierzamy przeżywać te dni".

Papież nie ucałował ojczystej ziemi, jak to zwykł był czynić jego poprzednik. Taki gest nie byłby w jego stylu. 

Globalna świątynia

Gdy papież przyleciał do Niemiec, Światowe Dni Młodzieży trwały już dwie doby. 16 sierpnia, w katedrze kolońskiej, kardynał Joachim Meisner, w obecności prezydenta Köhlera, dokonał ich otwarcia. "Spotykamy się tu po raz pierwszy, a ja mam wrażenie, jakbyśmy się znali od dawna – mówił kardynał. – Takie uczucie może istnieć tylko w Kościele Powszechnym". 

Któryś z dziennikarzy, relacjonujących ŚDM stwierdził, że w ciągu tych sześciu dni Köln stało się jedną wielką rozmodloną świątynią. Można to tak ująć. Choć owo rozmodlenie nie zawsze przystawało do europejskich wyobrażeń obcowania z Bogiem. 

Do Köln przyjechało ok. miliona młodych ludzi ze 197 krajów. Ich wiek wahał się od 16 do 30 lat. Przybyli ze wszystkich kontynentów i to spotkanie było dla nich nie tylko ucztą religijną, lecz również rozśpiewanym i roztańczonym festiwalem młodości. Zwłaszcza mieszkańcy czarnej Afryki nie potrafili zagłębić się w medytację. 

Nawet w kościołach tańczyli i śpiewali, co mogło razić ortodoksyjnych chrześcijan. Takiemu różnobarwnemu i rozkrzyczanemu tłumowi musiał stawić czoła papież Benedykt XVI. 

Czy to się udało? 

Raczej tak. W Köln zniknął gdzieś dawny kardynał Ratzinger, sztywny i skrępowany nadmiarem aplauzu. Papież starał się być rozluźniony, życzliwy, w pewnych momentach potrafił, jak Jan Paweł II, bawić się z młodzieżą. "Ein, zwei, drei" - powtarzał, gdy wrzask zgromadzonego tłumu zagłuszał jego słowa. "Dajcie się zapalić ogniem Ducha! - apelował do młodzieży. - Aby za waszym pośrednictwem rówieśnicy ze wszystkich stron Ziemi zdołali rozpoznać w Chrystusie prawdziwą odpowiedź na swe oczekiwania."

Cztery spotkania, cztery drogi

Z kolońskich spotkań Benedykta XVI, cztery można uważać za najważniejsze. Jest to spotkanie z przedstawicielami judaizmu w synagodze, spotkanie z muzułmanami, nocne czuwanie na Marienfelde, oraz wielka msza na tych samych błoniach w niedzielne przedpołudnie. 

Wizyta w synagodze miała wymiar symboliczny. Po Janie Pawle II Benedykt XVI był kolejnym papieżem, który przekroczył progi domu modlitwy wyznawców judaizmu. Wychodząca w Hamm gazeta wniosła pretensje, że podczas swej wizyty w synagodze papież nie obwiniał Kościoła niemieckiego za jego rolę podczas II wojny światowej. Był to jednak głos odosobniony. Większość dzienników zgodnie podkreślała wymiar tego spotkania, zwłaszcza po niedawnym oświadczeniu Watykanu o winie państwa Izrael wobec Palestyńczyków. "Wskazał z zadziwiającą dokładnością drogi, na których odnaleźć się mogą żydzi i chrześcijanie – pisała "Dresdener Neusten Nachrichten". - Koordynatorami tej drogi są: tolerancja, szacunek, przyjaźń i pokój. Zaś łącznikiem całości powinno być dziesięcioro przykazań".

Watykan odrzucił zaproszenie do złożenia przez Benedykta XVI wizyty w kolońskim meczecie. Do spotkania doszło w siedzibie arcybiskupstwa Köln. Papież zgromił wyznawców Mahometa za terroryzm. Mówił o konieczności powstrzymania fali "okrutnego fanatyzmu", co może doprowadzić świat do pogrążenia się w "mrokach nowego barbarzyństwa".

Może najtrudniejszym wyzwaniem dla papieża było nocne czuwanie z młodzieżą na Marienfeld. Benedykt XVI objeżdżał "papamobilem" poszczególne sektory, ale w otoczeniu napierającego tłumu nie czuł się najlepiej. W homilii mówił o dokonanych przez Jana Pawła II beatyfikacjach, określając świętych jako "prawdziwych reformatorów Kościoła". 

W czuwaniu wzięło udział około 800 tysięcy młodych (w tym kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów z Polski), w niedzielnej mszy, która również odbyła się na błoniach Marienfeld - ponad milion. Papież podkreślił wagę niedzielnej Eucharystii, stanowiącej Sakrament Pojednania. "Ten, co odkrył Chrystusa - mówił - musi prowadzić do Niego innych". Wspomniał o dziele wolontariatu, o pomocy ludziom starym, bezradnym, cierpiącym. Skrytykował wspólnoty religijne, odcinające się od Kościoła, w których religia staje się produktem konsumpcji. 

Co dalej?

ŚDM nie sprawiły, że Niemcy z dnia na dzień stali się bardziej religijni. Stare problemy dręczące Kościół pozostały: brak powołań kapłańskich, wymieranie zakonów, malejąca liczba wiernych, kłopoty finansowe parafii. Równocześnie jednak wielu ludzi zrozumiało, że Kościół nie jest instytucją skostniałą, że jest żywym organizmem, zdolnym natchnąć masy entuzjazmem, przybliżając je do Chrystusa. 

I taki był chyba najważniejszy efekt tych sześciu kolońskich dni.

Konrad Franke
 
 

Ks. Edmund Druz (SChr)., proboszcz Polskiej Misji Katolickiej w Köln:

- Jan Paweł II był wielką osobowością. Nawet ciężko chory, będąc na wózku inwalidzkim, porywał młodych ludzi i był dla nich idolem. Każde spotkanie z nim było związane z wielkim entuzjazmem, ale zarazem głęboką modlitwą. Tej głębi, entuzjazmu i modlitwy brakowało mi podczas spotkania z Benedyktem XVI. 
Było ono zbyt powściągliwe, tak jak i sam papież, który we wcześniejszej pracy duszpasterskiej spotykał się z młodymi ludźmi jedynie na gruncie naukowym. Nie miał więc w Köln łatwego zadania.
Z pewnością spotkanie kolońskie było inne od dotychczasowych, bardziej powierzchowne. Trochę zawiodły śpiewy i sprawy liturgiczne. Poranna modlitwa i liturgia śpiewu podczas mszy były raczej popisami instrumentalnymi i wokalnymi. Brakowało mi zwykłej modlitwy, momentów ciszy, głębi i zadumy, a także tych porywających śpiewów i większej swobody papieża. 
Z drugiej strony mile zaskoczony jestem tak licznym udziałem młodych Niemców. Podobnie jak Polaków, których zgłosiło się 20 tysięcy, a według oficjalnych obliczeń w Köln było ich 40 tysięcy.
Dobrze się stało, że do Niemiec zjechało tylu młodych ludzi szukających Boga oraz ideałów w tym świecie, który na co dzień jest ich pozbawiony. Na efekty i zapełnione kościoły w Niemczech będziemy jeszcze pewnie czekać. Mam jednak wiarę, że wybór przez Jana Pawła II miasta Köln na Światowe Spotkanie Młodych nie był przypadkowy, i że w wyborze tym tkwi wielka tajemnica, nie całkiem jeszcze przez nas odkryta.

Ola Paszek (9 lat) z Zabrza:

- Bardzo chciałam zobaczyć papieża, bo wujek dużo mi o nim opowiadał. Kiedy się dowiedziałam, że tata i siostra jadą, to i ja chciałam. Tata nie chciał mnie zabrać, ale trochę popłakałam i się zgodził. Mimo tego, że musiałam przed trzecią w nocy wstać, byłam bardzo szczęśliwa. Widziałam papieża z daleka, naprawdę, taką małą złotą plamkę, i z bliska na ekranie. Jak ludzie klaskali i wołali "Benedetto", to krzyczałam z nimi. Wszyscy byli tacy mili i uśmiechnięci. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle ludzi. Bardzo kochałam Jana Pawła II, i jak zmarł, to było mi bardzo smutno. Myślę, że Benedykta też pokocham.

Ks. Andrzej Sołopa SChr., proboszcz PMK w Essen
XX Światowe Dni Młodzieży odbyły się w kraju, gdzie stawia się przede wszystkim na postęp techniczny i ekonomiczny, a zarazem jest już pięć milionów bezrobotnych. W tych warunkach rośnie liczba młodych, dołącza do nich także wielu starszych, którzy zastanawiają się, czy w ogóle opłaca się żyć. Jak znaleźć prawdziwą wspólnotę? Jak zdać życiowy egzamin przed własnym sumieniem? Co jest ważniejsze od pieniędzy i kariery? Jak znaleźć zawód, w którym można się spełnić? Jak pomóc bliźnim, aby żyli w świecie zgodnym z ich uzasadnionymi wymaganiami? Słowa skierowane przez papieża do młodych budzą nadzieję. Tylko głęboki wybuch dobra zwyciężającego zło może wywołać następnie łańcuch przemian, które stopniowo odmienią świat. Wszystkie inne zmiany są powierzchowne. Papież mówił też o fundamentalnych dla katolicyzmu wartościach, wzywał do przemiany życia, która możliwa jest tylko dzięki Eucharystii. Wezwał także do przekazywania przesłania Ewangelii niewierzącym. Skrytykował modę na szukanie religijnych wspólnot niezwiązanych z Kościołem katolickim, m.in. wszelkiego rodzaju sekt. Religia, której twórcą jest sam człowiek, nie może ostatecznie nam pomóc. Wydaje się, że młodzi, którzy z entuzjazmem przyjmowali słowa Benedykta XVI chcą zapoczątkować coś innego, nowego.  Jest nadzieja, że Światowe Dni Młodzieży obudzą w uczestnikach refleksję, co zrobić z własnym niepowtarzalnym, jedynym życiem. 

Detlaf (Essen), Niemiec, uczestnik pielgrzymki PMK Essen
Z wielkim napięciem oczekiwałem na mszę kończącą SDM bo miał ją celebrować papież Benedykt XVI, mój rodak. Kiedy wczesnym rankiem wraz z grupą pielgrzymów z PMK Essen, z którymi wraz z dziewczyną jechałem, dotarła na miejsce wzrosła we mnie radość. Dopiero tutaj zdałem sobie sprawę, jak dużo młodych chrześcijan zebrało się aby wspólnie wyznawać wiarę w Boga. Byłem dumny, że mogę w tym uczestniczyć. Kiedy przebudzało się „Maryjne Pole" intensywnie myślałem o ludziach którzy opuścili nas/mnie w tym roku. W tym oczekiwaniu zadawałem sobie pytanie, co się dzieje po śmierci. Krótko przed godziną10 czułem, że wzrasta napięcie w tłumie i we mnie. Kiedy papież pojawił się na wzniesieniu serce mocniej zaczęło mi bić. Podczas kazania, okazało się, że moje przemyślenia o przemijaniu nie były przypadkowe. Benedykt XVI powiedział, że Jezus Chrystus odebrał nam strach przed śmiercią, przez swoją śmierć. Niby znane słowa, ale w jego ustach zabrzmiały wymowniej. Wspomnienie tego niedzielnego poranka zawsze będzie dodawać mi sił.

Ania (Essen)
Moje oczekiwanie na mszę niedzielną rozpoczęło się już kilka dni wcześniej. Pytana przez znajomych, jaki sens ma taka podróż, i co mi da widok tłumu i tego jednego człowieka, zastanawiałam się sama jaki to będzie dzień. Razem z pielgrzymami z PMK Essen wyruszyłam o 4 rano do Köln. Już w pociągu ogarnęło mnie uczucie radości i dumy. Otaczający mnie ludzie byli pełni radości. Widok „Marienfeld", na którym zastaliśmy śpiącą młodzież dodał mi pewności - Nas Katolików jest dużo, uda nam się zachować wartości które wskazuje nam kościół. - Podczas mszy ogarnęło mnie uczucie, że ważna osoba, która niedawno nas opuściła jest blisko mnie. I Kościół jest we mnie i wokół mnie. To uczucie napełniło mnie radością. Cala msza była bardzo radosna, i dawała nadzieję na lepszą przyszłość. Po raz pierwszy tłum ludzi nie spowodował we mnie strachu ani paniki. Wiedziałam, że są to moi bracia. To uczucie nie opuściło mnie również w drodze powrotnej. Tak, musieliśmy pokonać pewne trudy związane z organizacją transportu pielgrzymów, ale i to uświadomiło mi ze należymy do wspólnoty, której zadaniem jest wspólnie pokonywać przeszkody za pomocą głębokiej wiary w Boga. Co odpowiem na pytania znajomych? Odpowiem, że czuję znowu w sobie siłę, która pomoże mi w mojej dalszej drodze. Potwierdzenie siły Kościoła odnalazłam w tą sierpniową niedzielę.
 

Romuald Paschek (Essen), pielgrzymował za Janem Pawłem II do wielu krajów od 1979 roku:

- Papież Benedykt XVI w każdym swoim wystąpieniu i z niemałymi przy tym emocjami wspomina Jana Pawła II. Cieszę się jak inni, słysząc to imię wypowiadane przez nowego papieża. Jednak większe znaczenie ma dla mnie to, iż Benedykt XVI ma na tyle silną własną osobowość, że nie musi naśladować zachowania swojego wielkiego poprzednika. Moim zdaniem, treści jego nauki społecznej są nie mniej głębokie, i podobnie przyciąga uwagę zgromadzonych. Bo przecież Ewangelia, którą głosi jest ciągle ta sama. Znałem i interesowałem się nim, gdy był jeszcze kardynałem. Wdzięczny mu jestem, że pozostał sobą jako papież. Wydaje mi się, że nie ma sensu wyliczanka, jak postępował Jan Paweł, a jak Benedykt. Czy całuje ziemię, czy też robi zamiast tego to, co czuje. Większe natomiast znaczenie ma fakt, że Benedykt XVI, podobnie jak sługa boży Karol Wojtyła, nie tylko potrafi pięknie przemawiać, ale umie też słuchać. I nie wątpię, że tak już będzie zawsze. (Notował: lp)