Gorące przyjęcie Benedykta XVI. „Wir lieben Dich!“, „Du bist unser Papst!“ - skandowały tłumy wiernych

Papież-Niemiec zdobył serca Polaków

Ujął wszystkich ciepłym uśmiechem, skromnością i wielkim umysłem
 


Publikacja z dwutygodnika 
 Samo Życie nr 12/2006 
www.Samo-Zycie.com
 
Obserwatorzy sceny politycznej oraz komentatorzy światowych mediów zastanawiali się, jak Polacy przyjmą papieża Benedykta XVI, następcę ich wielkiego rodaka. Papież, Niemiec, musiał dźwignąć ciężar ogromnych oczekiwań wiernych najbardziej katolickiego kraju Europy. W czasie pielgrzymki do Polski Benedykt XVI na każdym kroku był porównywany do poprzednika - Jana Pawła II.

Kardynał Joseph Ratzinger był zaufanym człowiekiem polskiego papieża i jego bliskim przyjacielem. Nie przeszkadzało więc Polakom, że Ojciec Święty jest Niemcem. Podobało im się, że wielokrotnie podkreślał, że kontynuuje dzieło swego poprzednika. Fragmenty swoich wystąpień, które wygłaszał po polsku, przyjmowane były z wielkim entuzjazmem przez tłumy wiernych. Kwitowane były okrzykami "Benedetto, Benedetto!".

W miejscach zorganizowanych spotkań i mszy świętych stawiły się rzesze wiernych. Według poliycyjnych statystyk, najwięcej wiernych - ponad 900 tysięcy - uczestniczyło w niedzielnej (28 maja) mszy świętej odprawionej przez Benedykta XVI na krakowskich Błoniach. Ponad 600 tysięcy osób przyszło w sobotni wieczór na to samo miejsce, aby spotkać się z papieżem. 300 tysięcy wiernych uczestniczyło w spotkaniu na Jasnej Górze w Częstochowie, a 270 tysięcy we mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

Jak wynika z oceny, którą przedstawił komendant główny policji Marek Bieńkowski, łącznie w spotkaniach z papieżem udział wzięło ponad 2,5 mln osób.

Wnikliwie analizowano wszystko to, co w Polsce powiedział Benedykt XVI. A wszystkie jego wystąpienia zawierały głębokie treści oraz przesłania. Tu papież potwierdził swoją rozległą wiedzę nie tylko teologiczną, ale i rozeznanie w problemach, jakimi żyje Polska.

Bardzo celne wydają się być uwagi pod adresem polskiego kleru, by ten skupiał się wyłącznie na kreowaniu duchowych spotkań ludzi z Bogiem, a pozostawił na boku sprawy polityczne i ekonomiczne. Odniósł się też do problemów lustracyjnych w Kościele: - Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań.

Mówił też o emigracji zarobkowej Polaków: - Dzisiaj Kościół polski stoi przed wielkim wyzwaniem, jakim jest duszpasterska troska o wiernych, którzy Polskę opuścili. Plaga bezrobocia zmusza wiele osób do wyjazdu za granicę. Jest to zjawisko o ogromnej skali. Gdy rodziny są przez to rozdzielone, gdy rwą się więzi społeczne, Kościół nie może być obojętny. Trzeba, aby wyjeżdżającym towarzyszyli kapłani, którzy w łączności z lokalnymi kościołami podejmą pracę duszpasterską wśród emigracji - mówił Benedykt XVI.

Po Warszawie, Częstochowie i Krakowie nadszedł czas na trudniejszą część wizyty - odwiedziny rodzinnego miasta Karola Wojtyły - Wadowic. Tu musiał sprostać wyzwaniu: jak podbić serca wadowiczan? Bo chociaż Benedykt XVI budzi sympatię, to jest inny niż Jan Paweł II. Bardziej stateczny, powściągliwy, waży słowa, no i nie włada biegle językiem polskim. Z całą pewnością nie nawiązał tak serdecznego kontaktu z wiernymi jak jego poprzednik, co zresztą z naturalnych powodów było niemożliwe, ale jedno jest pewne: wszystkich zgromadzonych ujął swym ciepłem.

W Wadowicach czekała go niespodzianka, która sprawiła, że poczuł się jak w domu. Była to delegacja z jego rodzinnego bawarskiego miasteczka Marktl.

W Kalwarii Zebrzydowskiej Benedykt XVI zupełnie nieoczekiwanie powiedział: "Papież ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będziemy się cieszyć z beatyfikacji i kanonizacji Jana Pawła II". Ta wypowiedź całkowicie zaskoczyła nawet najbliższych jego współpracowników.

W przedostatnim dniu pielgrzymki, 27 maja, papież wziął udział w bardzo gorącym spotkaniu z młodzieżą na krakowskich Błoniach. W tym samym miejscu, w niedzielę, odprawił uroczystą mszę świętą.

Na zakończenie pielgrzymki do Polski, Benedykt XVI złożył niezwykle trudną dla siebie, jako Niemca, wizytę w obozie Auschwitz-Birkenau. Skupiony i pogrążony w modlitwie samotnie przeszedł od bramy z napisem "Arbeit macht frei" do bloku nr 11, czyli bloku śmierci. Towarzyszący mu orszak podążał kilkanaście metrów za papieżem. Po modlitwie spotkał się z prezydentem Lechem Kaczyńskim i grupą byłych więźniów obozu. Znowu w samotności modlił się w celi św. Maksymiliana Kolbe.

Potem uroczystości przeniosły się do Birkenau, gdzie modlono się w intencji ofiar obozu. Wzięli w niej udział przedstawiciele organizacji żydowskich z całego świata. Papież wygłosił tu słowa, które spotkały się z niebywałym zainteresowaniem światowych mediów. Niezwykle skupiony i przejęty odmówił tu jedyną podczas pielgrzymki modlitwę po niemiecku:
"Boże, Ty jesteś pokojem, którego nie może pojąć człowiek kłótliwy, gotowy do zwady. Spraw, aby żyjący w zgodzie trwali w pokoju, a skłóceni weszli na drogę pojednania. Swoje główne przemówienie wygłosił po włosku: "Ta cisza jest wołaniem o pojednanie i pokój" - powiedział m.in. Benedykt XVI. "Mówienie w tym miejscu jest szczególnie trudne dla papieża, który pochodzi z Niemiec. Przychodzę tu jako syn narodu niemieckiego i powtarzam za Janem Pawłem II: Nie mogłem tu nie przybyć. Jestem tu jako następca Jana Pawła II i syn narodu niemieckiego, nad którym grupa zbrodniarzy przejęła władzę. W tej ciszy chylimy czoło przed niezliczoną rzeszą ludzi, którzy tu zginęli".

Kiedy mówił te słowa nad Birkenau ukazała się tęcza, co zebrani odebrali jako szczególny symbol i obietnicę błogosławieństwa.

W spotkaniach z Benedyktem XVI uczestniczyli wierni z kilkunastu krajów świata, w tym pielgrzymi z Niemiec. Były transparenty sporządzone w ojczystym języku papieża: "Grüße aus Freiburg" (w Kalwarii Zebrzydowskiej), "Wir bleiben treu" (w Częstochowie), "Bereitet den Weg des Herrn" (w Warszawie) czy "Du bist unser Papst" (w Krakowie).

W języku niemieckim zapraszano też papieża do pokazania się w słynnym oknie papieskim w Krakowie przy ul. Franciszkańskiej 3: "Herzlich willkommen" i "Wir lieben Dich!".

Na warszawskiej Starówce orszak Ojca Świętego obserwował znany z telewizyjnych występów niemiecki aktor Steffen Möller. - To cud, że Polacy tak witają Niemca. Dzięki niemu wiele osób może zrozumieć, że nie wszyscy Niemcy popierali Hitlera. Jego przekonaniom niejednokrotnie byli przeciwni nawet ci, którzy tak jak papież, byli w Hitlerjugend i wcielani do Wehrmachtu. Ten ciepły człowiek łamie pokutujący od lat stereotyp Niemca: dumnego i pewnego siebie. Benedykt XVI jest takim skromnym następcą Jana Pawła II - powiedział drżącym głosem aktor. (DZ)