Andrzej "Piasek" Piaseczny specjalnie dla "Samego Życia" o muzyce, polityce, filmie i swoich planach

Jestem pełen skrajności i przeciwieństw


Publikacja z dwutygodnika 
Samo Życie nr 24/2005 (26.11-10.12.05)
www.prenumerata.de
 
- W minionych miesiącach pojawiały się pogłoski na temat twojej zamierzonej działalności politycznej, ale zamierzenia te nie zmaterializowały się w postaci mandatu poselskiego, a szkoda, bo w obecnej sytuacji przydałaby się na polskiej scenie politycznej opcja o liberalnym podejściu do wielu problemów natury społecznej... 

- Rzeczywiście, przydałaby się. Demokracja jest demokracją i należy szanować wolę wyborców, ale uczciwie muszę powiedzieć, że ta wola nie podoba mi się. Ja straszyłem trochę tym wzięciem się za politykę i moje wypowiedzi były raczej sposobem na to, żeby prezentować swój światopogląd, bo też rzadko kiedy osoby publiczne, które nie zajmują się polityką, mają tyle odwagi, żeby o swoich przekonaniach mówić. Użyłem takiego drobnego fortelu, żeby zostać wysłuchanym, natomiast co się będzie działo w przyszłości - nie jestem w stanie powiedzieć. Jeśli zdarzy mi się kiedykolwiek w życiu zająć polityką na poważnie, to obiecuję, przede wszystkim sobie, że nie będę tylko twarzą. Historia najnowsza pokazuje, że wiele osób o twarzach znanych i rozpoznawalnych chciało się brać za politykę, ale kończyło się to tylko i wyłącznie na etapie dostania się do Sejmu czy Senatu. Jeśli się zdecyduję, to będę do tego podchodził poważnie i nie będzie to dla mnie jedynie sposób na cztery lata wakacji.

- Przejdźmy do twojej głównej działalności, czyli muzyki. Wyrósł ci pod bokiem bardzo groźny konkurent - Krzysztof Kiljański, który swoją muzykę adresuje do bardzo podobnej grupy słuchaczy.

- Nie traktuję jego pojawienia się w tych kategoriach, bo uważam, że ten przedział rynku jest, technicznie rzecz ujmując, tak niewykorzystany, że znalazłoby się na nim miejsce jeszcze dla kilku innych wykonawców. Z drugiej strony, jestem chyba nawet wdzięczny Krzysztofowi i jego wydawcy, czyli Kayah, że wyprodukowali taką płytę i zainteresowali nią publiczność, która do tej pory niespecjalnie chętnie patrzyła na muzykę spokojną, nastrojową. Nagle pojawił się dorosły mężczyzna, któremu nikt nie zarzuca jakichś uchybień w tym męskim wizerunku i śpiewa o miłości. Śpiewa niestety w dużej mierze po angielsku, ale równocześnie przeciera jakąś ścieżkę, która i mnie pozwala zaistnieć szerzej, więc paradoksalnie nie jest on dla mnie konkurentem, lecz raczej sojusznikiem.. 

- Wspomniałeś o muzyce spokojnej, nie będę twierdził, że najnowsza płyta zawiera muzykę rockową, bo byłoby to nadużycie, ale nie da się ukryć, że jest tu sporo mocniejszych brzmień gitarowych, których do tej pory unikałeś.

- Gdybyśmy zagłębili się w odległą przeszłość zespołu Mafia, to różnie z tym bywało. Ta płyta jest bardzo spokojna przede wszystkim w warstwie tekstowej, która dla mnie jest szczególnie ważna. Muzycznie ma wiele brzmień ocierających się o nieco mocniejsze dźwięki, ale też bez przesady. Nie wiem, czy to jest moja droga na przyszłość, czy będę podążał w takim kierunku, bo o tej przyszłości tak naprawdę niewiele wiemy. Uczciwość muzyczna oznacza całkowitą identyfikację z tym co dzisiaj, albo z tym, co przed chwilą zrodziło się w głowie, i na dzisiaj ta płyta jest bardzo prawdziwa i niesie wiele znamion mojego wewnętrznego spokoju, który chciałbym w sobie zatrzymać.

- A skąd tyle refleksji i nostalgii w warstwie lirycznej? 

- Żartobliwie rzecz ujmując, mógłbym powiedzieć, że zaczynam siwieć i być może dlatego, ale z drugiej strony przyznaję, że jestem osobą pełną skrajności i przeciwieństw, i być może ona dlatego właśnie jest tak zadumana, bo jestem cholerykiem i muszę swoje wybuchy niwelować na innym polu. Polu refleksji, przemyśleń. Być może dla ludzi, którzy obcują ze mną na co dzień, takie przemyślenia są zaskoczeniem. Wiele lat temu mój kolega z zespołu, kompozytor Zdzisiek Zioło, który na tę płytę także napisał dwie piosenki, powiedział, że nie wierzy, że to ja jestem autorem tekstów, bo jestem zupełnie inną osobowością, niż by to z tych tekstów wynikało. 

- Kilka słów na temat produkcji materiału, bo brzmi on bardzo nowocześnie, łącząc brzmienia gitarowe z dużą porcją elektroniki.

- Jestem człowiekiem, który nie zna się na wszystkim i który przyznaje się do tego. Oczywiście mam swoje poglądy na muzykę i wiem, jak chciałbym, żeby ona brzmiała, ale w tym wypadku przyznaję, że tak naprawdę brzmienie tego albumu to zasługa Michała Grymuzy, czyli producenta. Tak się dzieje na świecie od dawna, a od pewnego czasu także w Polsce, że płyty są produkowane przez profesjonalistów, więc jest to efekt przemyśleń nie tylko moich, ale przede wszystkim Michała.
 

- Swego czasu media spekulowały na temat twojej ponownej współpracy z saksofonistą grupy De Mono Robertem Chojnackim, z którym odniosłeś największy sukces komercyjny płytą "Sax & Sex". Pokazano was kilkakrotnie razem w telewizji i niestety na tych plotkach się skończyło...

- Właśnie nie wiadomo, czy jest to "stety" czy "niestety", bo tego nie będziemy wiedzieć tak długo, jak długo nie spotkamy się i nie napiszemy wspólnie kilku nowych piosenek. Na płaszczyźnie towarzyskiej wszystko między nami jest w porządku i myślę, że żaden z nas nie wyklucza, że w przyszłości być może podejmiemy taką próbę. Od razu jednak muszę ostudzić tych wszystkich, którzy pomyślą po tym oświadczeniu, że lada chwila pojawi się świetna płyta z samymi przebojami. Czas, jaki upłynął od płyty "Sax & Sex", czyli ponad 10 lat, odcisnął na nas obu znaczące piętno i najgorszą rzeczą, która mogłaby nam się przydarzyć, to właśnie ściganie się z tamtym sukcesem, a zawsze tego rodzaju powroty noszą takie znamiona. Jeśli taka płyta kiedykolwiek powstanie, to będzie to album dwóch dorosłych mężczyzn, a nie chłopaków, którzy chcą się zmierzyć ze swoim wizerunkiem z przeszłości.

- Domyślam się, że masz niewielki wpływ na treść scenariusza do serialu "Złotopolscy", ale może mógłbyś zdradzić, czy akcja tego serialu nabierze tempa, bo od paru lat jego fabuła drepcze w miejscu.

- Niestety nie mogę obiecać, że coś się w tej materii zmieni. Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy przypadkiem moja przygoda z tym serialem nie powinna się zakończyć i przyczyna leży właśnie w jego fabule. Ludzie często próbują interpretować, że może chodzi o pieniądze, może o jakieś kłótnie, ale to właśnie to dreptanie w miejscu powoduje, że praca przestaje być interesująca. Odtwórcy ról w tym filmie to wspaniali ludzie, znakomitości polskiej sceny. Polskie seriale o tyle różnią się od tasiemców południowoamerykańskich, że występują w nich genialni aktorzy, jak Paweł Wawrzecki czy chociażby Henryk Machalica, którego już niestety między nami nie ma, ale którego miałem okazję poznać i który uczył mnie wielu rzeczy. Faktem jednak jest, że akcja powinna płynąć bardziej wartko, ale na to nie mam już żadnego wpływu. Mogę jedynie decydować o sobie, czy pozostanę w tej produkcji, czy też nie. Być może nadchodzi taki moment, kiedy zupełnie oddam się muzyce. 

- Nową płytę promuje teledysk do tytułowego utworu "Jednym tchem", co trzeba zrobić, żeby w tej krótkiej formie filmowej pojawiła się jedna z najpopularniejszych polskich aktorek, bohaterka serialu "Na dobre i na złe"?

- Niebardzo wiem, co trzeba zrobić, bo przyszło mi to bardzo łatwo. Znamy się z Małgosią Foremniak od momentu, kiedy zaproszono nas do udziału w sztafecie olimpijskiej Ateny 2004. Obustronny sentyment jaki się wytworzył był na tyle duży, że mogłem zadzwonić i zaprosić ją na spotkanie, a scenariusz okazał się być na tyle interesujący, że Małgosia zgodziła się wystąpić, za co należą jej się ogromne ukłony i ucałowania, zgodnie zresztą z treścią teledysku.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał:

Andrzej Kuspiel

Andrzej "Piasek" Piaseczny, z wykształcenia dyplomowany nauczyciel wychowania muzycznego, debiutował w 1992 roku jako wokalista kieleckiej grupy Mafia. Wspólnie z zespołem wylansował szereg przebojów i nagrał trzy albumy, z których ostatni "FM" wydany w 1997 roku uzyskał miano "Platynowej Płyty". 

Przełomowym momentem w karierze piosenkarza stał się rok 1995, kiedy to został zaproszony do udziału w nagraniu płyty Roberta Chojnackiego "Sax & Sex". Album ten okazał się być ogromnym sukcesem komercyjnym (ponad 800 tysięcy sprzedanych płyt i kaset) i do dziś uważany jest za najpopularniejsze polskie wydawnictwo lat 90. uhonorowane "Multiplatynową Płytą". 

W 1996 roku artysta otrzymał "Fryderyka" jako najlepszy polski wokalista, a w ślad za tym prestiżowym wyróżnieniem przyszły następne: "Machiner "96" - nagroda miesięcznika "Machina" dla idola roku; Playbox ‘96" - nagroda rozgłośni radiowych dla najlepszego wokalisty; "Złoty Mikrofon ‘96" - nagroda czytelników miesięcznika "POPCORN"; "Srebrne Otto ‘96" - nagroda czytelników magazynu "BRAVO" i "Dance Music Award" - nagroda prezenterów dyskotekowych dla najlepszego wokalisty. Kolejne, już solowe płyty, to "Piasek" (1998), "Popers" (2000) i "Andrzej Piaseczny" (2003). Ogromną popularność artysty postanowili wykorzystać także producenci telenoweli "Złotopolscy", w której od 1997 roku Andrzej Piaseczny występuje jako odtwórca roli Kacpra Górniaka.