| Cztery wieczory bez telewizora i innych
przyjemności
Rozważania wiejskiego
proboszcza
|
| - Jak to się stało, że
ksiądz - proboszcz wiejskiej parafii w diecezji opolskiej, tysiąc dusz,
dwa kościoły, pięć wiosek - wygłasza rekolekcje dla Polaków zamieszkałych
w Essen?
- Trochę Pana rozczaruję. Nie jest to żaden eksperyment ani wielka idea. Jestem tu po znajomości. Mój szwagier jest przy Polskiej Misji Katolickiej w Essen kościelnym i pewnego razu ksiądz proboszcz zaproponował mi wygłoszenie rekolekcji wielkopostnych. Ot, i cała tajemnica. Od początków kapłaństwa przyjeżdżałem do parafii niemieckich na zastępstwa, a z PMK kontakt mam od 15 lat. Mogę więc powiedzieć, że poznałem specyfikę kościoła niemieckiego oraz polskiego w Niemczech. - Jak więc ksiądz ocenia z tych osobistych obserwacji katolicyzm niemiecki, katolicyzm Polaków zamieszkałych w Niemczech i czy występują jakieś różnice w porównaniu do parafii księdza? - Zawsze wydawało mi się,
że Niemców jest mniej w kościele, ale ci, którzy już chodzą, starają się
żyć według jego nauki. Inaczej jest w Polsce. W kościele są tłumy, ale
z tą realizacją i przestrzeganiem przykazań Bożych różnie to bywa. To się
jednak w Polsce zmienia. Zmniejsza się liczba uczestników, np. niedzielnej
mszy świętej, ale wzrasta zaangażowanie. W kościele niemieckim przeraża
trochę jego surowość i zbiurokratyzowanie. Pójście na zbyt dalekie kompromisy
i wygodę. Spotkałem się z przypadkiem skracania liczby stacji Drogi Krzyżowej.
Z moich obserwacji wynika, że kościół niemiecki jest w bardzo poważnym
kryzysie.
- Może to jest wychodzenie do ludzi? Liczenie się z czasem wiernych? - Absolutnie nie. Tutaj winę ponosi niestety duchowieństwo niemieckie. Polski ksiądz jest bardziej pochłonięty pracą. To są zajęcia w szkole, codzienna msza św., pogrzeby, spotkania z młodzieżą, odwiedziny chorych, praca w kancelarii itd. Dla niemieckiego księdza często jest to abstrakcja. Tutaj w wielu przypadkach zastępują go świeccy pracownicy. - Czy jest to efekt życia w dobrobycie? - Tak, niestety, dobrobyt usypia trochę człowieka. Powoduje, że mniej jest wyczulony na potrzeby drugiego człowieka. - Czas Wielkiego Postu to czas refleksji. Z czym przyjechał ksiądz do Essen, co chciałby zostawić, do czego sprowokować? - Chciałbym, aby poprzez te nauki kilkudziesięciominutowe człowiek na chwilę się zatrzymał w tym codziennym zabieganiu i przypomniał sobie, że jest chrześcijaninem, że jest orłem, który ma wznosić się ku niebu, a nie tylko kurą, która grzebie w doczesności. - Ksiądz bardzo dużo mówił o mszy świętej. Czy ona jest katolikowi tak bardzo potrzebna? Czy można być katolikiem bez praktykowania? - Na to, jak ważna jest Eucharystia, odpowiedź daje Ojciec Święty, który ten rok ogłosił Rokiem Eucharystii. Owszem, można na mszę nie chodzić, ale Eucharystia jest źródłem, z którego się czerpie. To tak, jakby kochać dziewczynę i nie kwapić się z jej odwiedzeniem. - Mówi ksiądz o ważnych
sprawach prostym językiem, pozbawionym typowego wśród księży patosu. Nawet
nieraz słowa przekręci. Mówi ksiądz długo,
- Prostym językiem. Bez patosu i uniesień. Dużo zależy od samego odbiorcy. Rekolekcje w Essen sprawiły mi wielką radość. Muszę przyznać, że wyczułem tutaj odbiorcę, który czeka na tych kilka prostych słów o skomplikowanych sprawach. Na podstawie własnej wieloletniej praktyki kapłańskiej widzę, że kiedy wygłaszane słowa trafiają do słuchacza, to wtedy... słowa same wypełniają usta. - Mówił tu ksiądz inaczej niż do swoich parafian? - Nie, bo każdy chrześcijanin, na całym świecie, boryka się z podobnymi problemami, przeżywa podobne kryzysy wiary i potrzebuje zastanowienia się nad sobą, swoim postępowaniem, a także relacją z Bogiem i drugim człowiekiem. - Jest ksiądz proboszczem w diecezji opolskiej, gdzie żyje bardzo dużo Niemców. Jak wygląda duszpasterstwo mniejszości niemieckiej w Polsce. Czy podobnie jak tutaj są parafie niemieckie, w których są księża z Niemiec? - Nie. Kościół niemiecki przeżywa kryzys powołań. Nie stać go więc na wysyłanie księży na takie placówki. Jest oddelegowany przez opolskiego biskupa ksiądz do prowadzenia duszpasterstwa mniejszości niemieckiej na szczeblu diecezjalnym. W wielu parafiach diecezji opolskiej i gliwickiej odprawiana jest w niedzielę msza w języku niemieckim. Zdarza się, że odprawia ją ksiądz, który zna jedynie podstawy języka niemieckiego. Oprócz tego są organizowane pielgrzymki mniejszości, spotkania, festyny itp. Uczestnicy nabożeństw w polskim kościele w Niemczech mają często problemy z językiem niemieckim. Uczestnictwo w mszy w tym języku jest dla nich niejednokrotnie abstrakcją. Dla niektórych jedynie uczestnictwo w polskojęzycznym nabożeństwie wynika z potrzeby modlenia się w języku serca. Niemcy w Polsce znają język polski i tym językiem na co dzień się posługują. Nie ma potrzeby tworzenia niemieckich kościołów w Polsce. - Podczas pobytów w Niemczech spotyka się ksiądz z Polonią niemiecką. Jak ją ksiądz ocenia? - Kontakty z Polonią ograniczone są do Polskiej Misji Katolickiej, ale przyznam, że jestem zachwycony zaangażowaniem w życie parafii, uczestnictwem w Eucharystii i duszpasterstwie. Jest to wspaniały znak dla Niemców. Absolutnie nie na zasadzie soli w oku, ale przykładu. No i to zaangażowanie wiernych ostatnio w obronie polskich księży i parafii... Jest to bardzo budujące. - Podczas jednej z nauk wspominał ksiądz o grupach (nawet wśród duchowieństwa), które z niecierpliwością oczekują wyboru nowego papieża, mając przy tym nadzieję na przyzwolenie Kościoła na eutanazję, aborcję, małżeństwa homoseksualne czy też zniesienie celibatu. Czy są to realne sprawy? - Sprawa celibatu jest sprawą wynikającą z organizacji kościoła i to może kiedyś się zmienić, chociaż mnie się wydaje, że nie powinno, bo ksiądz powinien być cały dla wiernych. Sprawa małżeństw homoseksualnych, eutanazji czy aborcji wynika z dogmatów, z przykazań. I nie jest to prywatna nauka Jana Pawła II, ale bardzo jasne nauczanie Ewangelii i przykazań, które jasno mówi dwoma słowami: Nie zabijaj. Nic nie wspomina o wyjątkach. - Spodziewał się ksiądz tak pełnego kościoła. Rekolekcje trwały przecież cztery dni. Nauki połączone z Eucharystią nie były krótkie, było to więc dla wiernych pewne wyrzeczenie. - No tak... Cztery wieczory z rzędu bez telewizora i innych przyjemności. Za to z Panem Bogiem i księdzem z odległej podopolskiej parafii. Wraz z tutejszymi kapłanami jesteśmy tym bardzo podbudowani. Były to wspaniałe rekolekcje również dla nas. W naukach starałem się cały czas przytaczać przypowieść o orle wychowanym wśród kur. Esencją mojej nauki było uświadomienie zarówno sobie jak i wiernym w Essen, że chrześcijanin to człowiek, który powinien wznosić się na wyżyny, bez względu na to, gdzie przyszło mu żyć. Rozmawiał: Leonard Paszek |