Darzę sympatią utwory przebojowe

Publikacja z dwutygodnika 
Samo Życie nr 18/2005 (03.09.05-16.09.05)
www.prenumerata.de
 
- Trudno byłoby powiedzieć, że popularność zawdzięcza pan częstej obecności w mediach...

- Na pewno media nie zapoczątkowały tego, ale ugruntowały tę popularność w późniejszym okresie. Moja muzyka wywodzi się z kręgu muzyki dance i jej promocja zaczęła się po prostu od dyskotek. Osiągnąłem spory sukces w dyskotekach, to spowodowało dużą sprzedaż płyt, a w konsekwencji zwróciło na mnie uwagę niektórych mediów regionalnych i uruchomiło pewien proces. Zainteresowanie mediów zaczęło się około 2000 roku, czyli sześć lat po moim debiucie.

- Wielu dziennikarzy próbowało już zdefiniować pański styl muzyczny i niewiele z tych definicji wynikało. 

- To prawda, że łatwiej jest tworzyć tę muzykę niż ją definiować. Jako twórca mam wiele fascynacji muzycznych i to powoduje, że mieszam różne gatunki muzyczne, ale na tyle umiejętnie, że nie przeszkadza to jej odbiorcom. Myślę, że dla nich nie jest najważniejsze, w jakim stylu są wykonywane te piosenki. Liczy się efekt końcowy i jakieś mniej lub bardziej niezdefiniowane doświadczenia emocjonalne związane z tą muzyką.

- “Stachursky” to pseudonim sceniczny, o którego pochodzeniu nic nie wiadomo.

- Chyba dlatego, że on wynika z mojego życia prywatnego i wywodzi się z czasów, kiedy jeszcze nie zajmowałem się muzyką zawodowo. Przyjaźniłem się z pewną dziewczyną o tym nazwisku i nawet czasami żartowaliśmy sobie, że gdybyśmy się kiedyś pobrali to przyjąłbym jej nazwisko. Do ślubu nie doszło, ale kiedy zacząłem pracować jako spiker w radiu regionalnym to przyjąłem pseudonim Jacek Stachurski i przylgnęło to do mnie na stałe. Potem, kiedy zacząłem tworzyć muzykę automatycznie posługiwałem się nim nadal zmieniając tylko na końcu literę na “y”, żeby było to bardziej oryginalne. 

- Pańscy rówieśnicy to najczęściej muzycy rockowi, ukształtowani przez boom rockowy lat 80. Wykonawców muzyki dance można wśród nich szukać ze świecą. 

- Mnie też ta fala nie ominęła, przeciwnie, żywo w tym uczestniczyłem. Byłem gorącym fanem wielu wykonawców: Oddziału Zamkniętego, Republiki, Lady Pank czy nawet Maanamu i grupy Perfect. Natomiast od początku zauważyłem u siebie fascynację wieloma skrajnie odległymi gatunkami muzycznymi. Potrafiłem świetnie bawić się przy zespole ACDC czy Foreigner i równie dobrze przy Modern Talking czy Bad Boys Blue. Chodziłem na dyskoteki i byłem fanem zespołów heavy metalowych. Jestem człowiekiem, który przede wszystkim darzy sympatią utwory przebojowe i to widać w moim własnym repertuarze. Słychać w nim różne fascynacje i różne kompozycje wywodzące się z country czy z rocka, które zaadaptowałem do utworów o aranżacjach dyskotekowych. Muzyka i przekaz jest najważniejszy w tym wszystkim. Nieważna jest stylistyka, ścisłe trzymanie się pewnych reguł gatunku. Stachursky nigdy nie trzymał się żadnych reguł muzycznych i wychodzi mu to na dobre. 

- Przydarzył się panu ciekawy epizod, jakim była współpraca z DJ-em Bobo, wykonawcą popularnym zwłaszcza na niemieckim obszarze językowym.

- To był wynik współpracy firm fonograficznych, które nas reprezentowały. Pomysłodawcą był sam DJ Bobo, który w kilku krajach chciał zarejestrować duety z wykonawcami lokalnymi. W Polsce automatycznie padło na mnie, jako na najpopularniejszego artystę wykonującego utwory w zbliżonej stylistyce. Z Rene Baumanem (prawdziwe nazwisko DJ-a Bobo) koncertowaliśmy razem już wcześniej. W pewnym momencie zostałem zaproszony do studia, żeby zarejestrować wokale i tak powstała piosenka “This world is magic”. 

-Była to zresztą moja jedyna piosenka, która znalazła się na pierwszym miejscu listy przebojów Radia RMF FM. 

Później spotykaliśmy się jeszcze z Rene parokrotnie przy różnych okazjach i nawet zastanawialiśmy nad nagraniem kolejnej piosenki, ale popularność muzyki DJ Bobo w Polsce dość radykalnie spadła i wydaje mi się, że on przestał być zainteresowany polskim rynkiem.

- W najnowszym albumie obok nowoczesnej muzyki tanecznej znalazł się polskojęzyczny kower klasyka muzyki rozrywkowej, utworu “My way” z repertuaru Franka Sinatry.

- Frank Sinatra właściwie jest tutaj postacią drugorzędną, chociaż jest to oczywiście artysta wielkiego kalibru. Ja kojarzyłem ten utwór z wykonaniem Elvisa Presleya, szczególnie bardzo emocjonalną wersją zarejestrowaną na kilka tygodni przed jego śmiercią. To ona tak bardzo utkwiła mi w pamięci, że zapragnąłem zaśpiewać tę piosenkę na swojej płycie.  Wykonałem ją po polsku, bo uważam, że na rynku polskim trzeba śpiewać piosenki w tym języku, żeby dotrzeć do ludzi. Udało mi się, otrzymałem na to zgodę właścicieli praw autorskich i mogłem to zaśpiewać.

- Musi pan mieć jakiś pogląd na temat zjawiska pod nazwą “Stachursky”, bo to jest pewnego rodzaju fenomen, dla postronnego obserwatora, fenomen trudny do zrozumienia. 

- Trudny do zrozumienia, a jeszcze trudniejszy dla niektórych do zaakceptowania. Jeżeli na ludziach coś nie robi wrażenia to automatycznie brakuje im zrozumienia dla faktu, że coś takiego w ogóle może istnieć i że komuś innemu może to sprawiać radość. Moja muzyka jest trudna do sklasyfikowania, natomiast bardzo łatwo zostaje zaakceptowana przez ludzi, którzy lubią tego typu granie. Ona powstaje na podstawie doświadczeń osobistych, ale okazuje się, że znajduje się w niej także odzwierciedlenie ważnych momentów życiowych innych ludzi i to przekłada się na utożsamianie się z tą muzyką i ze mną jako wykonawcą. To już nie jest jakiś chwilowy sukces, tylko coś trwalszego i należałoby to sobie uświadomić i tolerować ten fakt. Niestety u nas tworzą się postawy, które nie mieszczą się w zdrowym rozsądku. W dobie upowszechnienia internetu widać to w postaci komentarzy na stronach internetowych, gdzie praktycznie krytykuje się każdego wykonawcę i w każdych słowach. Nie ma szacunku dla pracy ludzi, dla ich starań czy poświęcenia. Z drugiej strony, dla mnie największym dowodem uznania jest rosnąca rzesza fanów tej muzyki, bo to ona jest w tym wszystkim najważniejsza.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: 

Andrzej Kuspiel

Pierwszy przebój Stachurskego, piosenka “Taki jestem” powstała niejako przez przypadek. Po rozpadzie swego zespołu rockowego Jacek Łaszczok- lokalny DJ radiowy - przyjął propozycję nagrania płyty z piosenkami lekkimi, łatwymi i przede wszystkim - dyskotekowymi. Debiutanckie wydawnictwo odniosło wielki sukces zarówno dzięki nietypowej barwie głosu wokalisty jak i tekstom jego piosenek i przysporzył Stachurskiemu pierwszych fanów. 

Dalej sytuacja potoczyła się już lawinowo. Kilkanaście wydanych albumów, które oficjalnie sprzedał się na polskim rynku w łącznym nakładzie prawie miliona kaset i płyt CD. Stachursky dwukrotnie wystąpił na Festiwalu Opolskim podczas konkursu Premier oraz trzykrotnie w finałowym koncercie Superjedynek. Wielokrotnie koncertował za granicą, między innymi w USA, Niemczech, Anglii, Belgii, Francji i ... Laosie. 

Spektakularnym sukcesem była organizacja trasy koncertowej “FINAŁ” promująca album o tym samym tytule, która została okrzyknięta największą produkcją koncertową w Polsce. 13 czerwca 2005 roku ukazała się najnowsza płyta zatytułowana “Trwam” i promujący ją singel z utworem “Taki Kraj”.