| Erika
Steinbach nie zmienia zdania
Szefowa BdV zaniepokojona zmianami w Polsce |
W
wywiadzie udzielonym "Die Welt" przewodnicząca Związku Wypędzonych (BdV)
Erika Steinbach, zaprzecz yła
jakoby zmieniła zdanie na temat budowy i finansowania "Centrum Przeciwko
Wypędzeniom" w Berlinie. Wcześniej ukazały się informacje prasowe jakoby
szefowa BdV zrezygnowała z przewodnictwa nad budową "Centrum".
Steinbach zaprzeczya jakoby poddała się podczas rozmów koalicyjnych i zrezygnowała ze swoich wcześniejszych postanowień odniośnie do budowy "Centrum". (...) To nieporozumienie - stwierdziła Steinbach - jakobym wyraziła zgodę na to, by kierownictwo nad tworzoną od pięciu lat placówką miałaby przejąć "nadrzędna (prawno-publiczna) fundacja. Zaproponowałam, by skupić pod dachem nowej fundacji, finansowanej z budżetu federalnego między innymi BdV oraz "Centrum przeciwko Wypędzeniom(...)". To jednak, zdaniem Steinbach, nie oznaczałoby ograniczania samodzielności tych poszczególnych fundacji. Szefowa BdV ponownie podkreśliła, że kwestia wypędzonych jest częścią niemieckiej tożsamości i dlatego budżet państwa powinien finansować takie przedsięwzięcie. Dodała, że jedna czwarta dzisiejszego niemieckiego społeczeństwa pochodzi z Europy Środkowej i Wschodniej. (...) Musimy zadać sobie pytanie: kim jesteśmy i skąd przychodzimy - stwierdziła Steinbach, dodając, że "zadaniem państwa jest tworzenie ram dla takich właśnie refleksji. Wszyscy Niemcy przegrali wojnę, ale wielu z nich zapłaciło wielką dodatkową karę i dlatego wspomnienia są konieczne(...). Steinbach nie potrzebuje ani polskich, ani czeskich instytucji w fundacji, gdyż jej fundacja, jak sama przyznaje, jest niemiecką instytucją, która powinna być finansowana przez niemieckie środki finansowe. Jednocześnie zapewniła, że nie jest przeciwna udziałowi przedstawicieli krajów sąsiednich, ale jedynie w radzie naukowej Centrum. Szefowa BdV w rozmowie z "Die Welt" przyznała, że jest zaniepokojona z powodu wyboru nowego polskiego rządu. To już teraz można poznać, że nowy prezydent szuka większości w prawicowym kącie". Pomimo że zastrzegła, iż nie zamierza mieszać się w wewnętrzne polskie sprawy, to jednak zaraz dodała, że w Niemczech taka partia (chodzi o PiS) oczywiście zostałaby napiętnowana. Dziennikarz zapytał Steinbach, dlaczego zrobiła z wysiedleń temat swojego życia, pomimo że jej ojciec był żołnierzem "Luftwaffe" i pochodził z miejscowości Hanau, a matka z Bremen? Odpowiedziała, dość pokrętnie, że generacja jej ojca to najczęściej żołnierze, rodzina ojca pochodzi ze Śląska, a rodzice poznali się i zakochali w Rumii w Prusach Zachodnich (w tym miejscu pani Steinbach jak zwykle zapomniała dodać, że do listopada 1939 roku ziemia ta nie była żadnymi Prusami Zachodnimi, dopiero okupant zmienił administracyjną nazwę). Waldemar Maszewski |