| Czas
szparagów
Bez Polaków ani rusz. Pracują najlepiej i są najtańsi |
Rozpoczął się sezon zbiorów
szparagów. Już od dziesięcioleci warzywo to nazywane jest przez niemieckich
konsumentów warzywem królewskim,
głównie ze względu na niepowtarzalne walory smakowe, odżywcze i na krótki,
zawsze w tym samym czasie, okres zbiorów.
Już od lat przy zbiórce szparagów zatrudniani są niemal wyłącznie Polacy. Według danych statystycznych, niemieckie szparagi są zbierane w ponad 85 procentach przez cudzoziemców, a wśród nich zdecydowaną większość stanowią właśnie pracownicy sezonowi z Polski. Roczne zbiory szparagów w Niemczech przekraczają 70 tysięcy ton, a plantacje obejmują ponad 16,5 tysiąca hektarów. Polacy zdominowali te prace, bo dla Niemców jest to zbyt ciężkie zajęcie w porównaniu do niskich zarobków. Pracuje się bez przerwy od wczesnych godzin rannych, często od czwartej - piątej rano, po kilkanaście godzin i bez względu na dzień tygodnia. Także więc w soboty, niedziele i inne święta. Szparagi to delikatne warzywo, wycina się je specjalnym nożem, a zbierający przez cały czas pracuje w pochylonej pozycji. Wielu nie wytrzymuje tego, skarżąc się na dotkliwe bóle kręgosłupa. Tymczasem wynagrodzenie kształtuje się na poziomie od 5,20 do 5,3o euro za godzinę brutto. Mało więc kto z miejscowych chce w takich warunkach pracować. Agencje Pracy pracy w związku z wprowadzeniem reformy rynku pracy (Hartz IV) próbowały zmusić wielu niemieckich bezrobotnych do podjęcia pracy na plantacjach szparagów, pod groźbą utraty zasiłku w wypadku odmowy. Wielu więc bezrobotnych przymusowo zgłosiło się do wyznaczonych gospodarstw. I jak było do przewidzenia, po jednym, najwyżej dwóch dniach pracy, już przysyłali do pracodawcy zwolnienia lekarskie. Najczęstszą przyczyną nieobecności były bóle kręgosłupa. W rozmowie z "Samym Życiem" podhamburscy plantatorzy szparagów stwierdzali, że wielkim nieporozumieniem jest kierowanie do pracy przy zbiorze szparagów miejscowych bezrobotnych. Ci bowiem natychmiast odwiedzają lekarzy i do pracy już się nie stawiają. Taki zmuszony przez Agencję Pracy nie będzie przecież tak ciężko harował za marne pięć czy nawet sześć euro za godzinę - powiedział nam jeden z gospodarzy, bo tyle samo, a może i więcej, dostaje od państwa zasiłku. I to bez wysiłku fizycznego. Plantatorzy, z którymi rozmawialiśmy, a takie zdanie wśród wszystkich uprawiających szparagi jest powszechne, zgodnie przyznali, że jedynym ratunkiem dla nich są polscy pracownicy sezonowi. Dotyczy to nie tylko zresztą szparagów, bo taka sytuacja panuje podczas zbioru innych warzyw i owoców. Część mediów, cytując niemieckich rolników czy przedstawicieli związków rolniczych, przestrzega przed błędnymi decyzjami wynikającymi z wprowadzania reformy "Hartz IV". Ich zdaniem, jest wielkim nieporozumieniem wychodzić z założenia, że niemiecki bezrobotny podejmie pracę w rolnictwie. Rolnicy ostrzegają także przed projektem wprowadzania przez rząd minimalnych płac we wszystkich branżach. Może się to okazać katastrofalne dla niemieckiego rynku. Ujednolicenie płac w rolnictwie spowoduje, że pracodawcy będą zmuszeni pod rygorem prawa płacić wszystkim minimum około 10-12 euro za godzinę. To w konsekwencji będzie oznaczać, że ulubione w Niemczech szparagi kosztować będą nie 10 euro za kilogram, lecz minimum 20. Towar zdrożeje, a popyt zmaleje. Wielu plantatorów będzie musiało zlikwidować swoje uprawy, ludzie, w tym również Polacy, stracą źródło dochodu. Waldemar Maszewski |