Półwiecze pracy twórczej Edwarda Tomenki

Rysowanie to tylko obróbka pomysłu
 


Publikacja z dwutygodnika 
 Samo Życie nr 16/2006 
www.Samo-Zycie.com
 
- Miałem zaledwie kilka lat, kiedy wykonałem pierwszy rysunek, kredą na płocie w Czortkowie, miejscowości na kresach. Dostałem za niego honorarium wypłacone przez ojca jego ulubionym pasem. To był mój chłopięcy, nieoficjalny debiut. Potem jeszcze wiele razy odbierałem podobną "wypłatę", jako że byłem pacholęciem psotnym i niegrzecznym. W mojej dziecięcej główce rodziły się przeróżne figle, które w połączeniu z zamiłowaniem do rysunków mogły wskazywać, co też ze mnie w przyszłości wyrośnie, chociaż przez jakiś czas spodziewano się, że pójdę w ślady ojca i zostanę zegarmistrzem... - tak anegdotycznie rozpoczął swoje wspomnienia w rozmowie ze mną przy kawiarnianym stoliku, obchodzący właśnie jubileusz 50-lecia pracy artystycznej Edward Tomenko, satyryk i humorysta.

W swoim dorobku ma przeszło 30 tysięcy rysunków. Tytuły miesięczników, tygodników i dzienników trudno zliczyć, bo jest ich cała litania. Urodził się w 1934 roku w Czortkowie (dziś należy do Ukrainy). W 1945 roku wysiedlono stąd wszystkich mieszkańców narodowości polskiej, którzy przenieśli się na ziemie odzyskane. Ojciec Tomenki wybrał Kluczbork. A on po czasie ruszył do Wrocławia do szkoły plastycznej.

- Po edukacji we Wrocławiu i ślubie, dzięki pomocy ciotki w 1955 roku osiedliśmy z żoną w Bytomiu, gdzie mieszkamy do dziś - snuje wspomnienia pan Edward. Wchodził w dorosłe życie, a wtedy trudno było o pracę, więc imał się różnych zajęć. Na jakiś czas zatrudnił się w kopalni - pracował nas dole, najpierw w kopalni "Dymitrow" w Bytomiu, potem w "Walenty-Wawel" w Rudzie Śląskiej. Górnikiem był też w "Gottwaldzie" w Katowicach. Jak mówi, zna górniczy fach od "a" do "z". Fedrował i wykonywał polecone roboty. Pracował na ścianie i w transporcie, na tak zwanym "kneflu" (czyli guziku). Potem został plastykiem w Centrali Rybnej, gdzie do jego obowiązków należało dekorowanie wnętrz.

- W dzieciństwie chciałem zostać marynarzem, pływać po morzach i oceanach, więc w pewnym sensie ta praca była spełnieniem tego chłopięcego marzenia - mówi dowcipnie.

Z czasem przybywało zamówień na rysunki z redakcji prasowych. Lista tytułów, w których publikował przez lata, wygląda naprawdę imponująco. Doszło w końcu do tego, że dołączył do wąskiego grona osób utrzymujących się wyłącznie z tworzenia żartów rysunkowych. Wszystko zaczęło się od dwóch rysunków opublikowanych na łamach katowickiego "Kocyndra". Był to rok 1956.

- Może to zabrzmi dziwnie, ale pracę satyryka traktuję bardzo poważnie. Jeśli przyjmuję jakieś zamówienie, realizuję je na czas. Bywa, że dostaję zlecenie na serie aktualnych rysunków "na wczoraj", wtedy staję na głowie, by zdążyć. Rysowanie jest moim jedynym nałogiem. Stronię od innych używek. Kiedy jestem w transie twórczym, nawet nie słodzę herbaty - wyznaje. 
- Podpatruję zjawiska obyczajowe i społeczne. Muszę też wiedzieć, co słychać w polityce, kulturze, sporcie. Wszelkie ludzkie przywary, nałogi, słabości traktuję zawsze z wyrozumiałością przyprawioną szczyptą ironii i dowcipu. Nigdy jednak złośliwością i sarkazmem. Rysowanie to tylko obróbka pomysłu.

Lecz nie samym rysunkiem Tomenko żyje. Od czasu do czasu zakręca słoiczek z tuszem, odkłada piórko, zamyka szkicownik i zabiera się za... pisanie aforyzmów, fraszek, kalamburów i innych zabawnych tekstów, które także publikuje. Ma kilka książeczek zawierających teksty i rysunki swojego autorstwa - "Ze mną nie ma żartów" czy "Fraszki i ptaszki". Jego sentencje znalazły się również w dwóch opasłych antologiach: "Księdze aforystyki polskiej XXI wieku - Potęga myśli" i w "Wielkiej księdze myśli polskiej".

Jubilat prezentował swoje rysunki na wielu wystawach zarówno w kraju jak i za granica. Z jego żartów śmiano się m.in. w Kanadzie, Niemczech, Grecji, Bułgarii, Jugosławii, na Węgrzech i Kubie. Otrzymał Nagrodę Wiceprezydenta Rady Regionalnej włoskiego miasta Bordighera i medal na międzynarodowym konkursie karykaturzystów w Japonii.

- Ubawiłem się, kiedy ze skrzynki pocztowej wyciągnąłem przesyłkę z Japonii, zawierającą medal i japońską gazetę, w której napisano o moim sukcesie. A ponieważ nikt nie był w stanie przeczytać japońskiego pisma, mogłem wmawiać znajomym, że piszą tam o mnie jako o Leonardzie da Vinci karykatury - mówi rozweselony z odrobiną autoironii.

Oprócz sukcesów artysta zapisał na swoim koncie także parę niepowodzeń, które dziś stanowią anegdoty, wzbogacające jego twórczą biografie. Rzecz dotyczyła niegdysiejszej cenzury. Wiadomo, że zanim rysunki znalazły się na łamach prasy, musiały przejść sito cenzorskie. Wszystko jednak zależało od inteligencji cenzora. Przechodziły humory, które nie powinny, bo zawierały aluzje lub podteksty, a jednak nie zawsze dostrzeżono zakamuflowanej kpiny z paradoksów życia.

- Kiedyś na zamówienie niemieckiego klienta przygotowałem cykl satyrycznych rysuneczków erotycznych, ale żaden z nich nie dotarł do odbiorcy - cenzura nie przepuściła ani jednego. Dziś taki problem na szczęście już nie istnieje.

Edward Tomenko, choć - jak się rzekło - pracę rysownika-satyryka traktuje bardzo poważnie, nie znosi ponuraków i malkontentów. Lubi ludzi pogodnych, z poczuciem humoru. O nim samym krąży tysiąc anegdot, z których część jest jego autorstwa. Ponoć gdy kupował pierwszy w życiu samochód, musiał wykazać w Urzędzie Skarbowym legalne źródło pochodzenia pieniędzy przeznaczonych na zakup (były to czasy jeszcze przedgierkowskie). Tomenko zjawił się u fiskusa z wypchanym workiem wypełnionym setkami odcinków przekazów pocztowych. Od kilku bowiem lat współpracował z wieloma gazetami w całej Polsce, publikując na ich łamach swoje rysunki. Otrzymywał pocztą honoraria co miesiąc po kilkanaście złotych każde. Więc wszystkie pokwitowania przyniósł, żeby urzędnicy wiedzieli, że pieniądze zarobił uczciwie - dowcipem i piórkiem, że nie jest żądnym kombinatorem, szabrownikiem ani aferzystą. Mówi się, iż urzędniczki podliczały Tomenkowe kwity przez kilka dni.

A tak poważnie: pół wieku pracy twórczej to szmat czasu. To piękny jubileusz, o którym mało kto nawet w prasie wie i pamięta. A przecież rysunki upiększają, uatrakcyjniają gazetę i dopełniają słowo pisane. Ten znakomity rysownik-satyryk zasłużenie też wszedł do historii karykatury polskiej za sprawą starannie opracowanego przez Hannę Górską i Eryka Lipińskiego tomu "Z dziejów karykatury polskiej". Wszedł też do "Wielkiej Encyklopedii Aforyzmów".

Skromny, o dużym poczuciu humoru, pogodny i życzliwy, każdego dnia wykonuje parę rysunków, bo terminy gonią. Rysując myśli już o dotrwaniu do kolejnego jubileuszu, 60-, 70-, a może 100-lecia (tu śmiech Tomenki), czego Mistrzowi życzymy z całego serca.

tekst i zdjęcie:
Krystian Prynda)