| Ryszard Karczykowski - ambasador
polskiej sztuki
Wielki artysta w Teatrze
Wielkim
|
Długo trwało, według mnie
- zbyt długu, zanim Warszawa poznała kunszt artystyczny znanego niemal
w całym świecie tenora, bo znany jest w Niemczech, Austrii, Francji,
Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Rosji, w Tokio...
Koleje artystycznego życia Ryszarda Karczykowskiego, by tylko z grubsza zamarkować jego etapy, to Dessau, Opery w Leipzig i Dresden (jeszcze w czasach istnienia NRD), później występ u boku wielkiej gwiazdy operowej, sopranistki Kiri Te Kanawa, w partii Alfreda z "Traviaty" na festiwalu w Aix-en-Provence, co otworzyło mu drogę do podboju Zachodu. I dalej: Opera Covent Garden w Londynie, kontrakty z wiedeńskią Staatsoper oraz Wiener Volksoper, Deutsche Oper w Berlinie. Uczestniczył Karczykowski m.in. w stuttgarckiej prapremierze "Polskiego Requiem" Krzysztofa Pendereckiego pod batutą Mścisława Rostropowicza. Przez lata miałem okazję podziwiać go w Operze Frankfurckiej, na której to scenie nad Menem artysta odnosił ogromne sukcesy m.in. w "Traviacie" G. Verdiego, jak również w repertuarze typowo niemieckim, tak operowym jak i operetkowym. Cóż to był za niezrównany "Baron cygański" z operetki J.Straussa! Zachwycał perfekcyjnym połączeniem kunsztu wokalnego z doskonałymi warunkami aktorskimi, oraz, co wcale nieczęste u śpiewaków, nienaganną dykcją i właściwym doborem środków aktorskich, a gdy trzeba było - znakomitym opanowaniem języka niemieckiego. Teraz, po krótkim okresie kierowania Operą Krakowską, znakomity tenor wita mnie w dyrektorskim gabinecie przy Placu Teatralnym w Warszawie. Młodzieńczy jak dawniej, oczy błyszczące entuzjazmem, a przecież poznaliśmy się we Frankfurcie jeszcze w... poprzednim stuleciu. - Nie szukam rozgłosu. Spełniłem
się artystycznie i jako śpiewak, i jako pedagog. Obejmując dyrekcję artystyczną
wiodącej sceny polskiej, chcę służyć kulturze narodowej i jej wielkim przedstawicielom.
Pragnę, aby nasi znakomici, a w kraju nieznani śpiewacy, mieli okazję częstszej
prezentacji swych osiągnięć właśnie
Niewiele dni później z entuzjazmem przyjęty gościnny występ tenora Piotra Beczały w roli księcia w operze G.Verdiego "Rigoletto" w pełni potwierdził słuszność założeń nowego dyrektora. - A gdybym chciał na żywo usłyszeć tenora-dyrektora? pytam. - Nie rezygnuję ze śpiewania, ale na pewno nie bedę występował na własnej scenie ani tu reżyserował. Jest dostatecznie wiele innych okazji. Jako dyrektor artystyczny, chciałbym przyciągnąć do teatru dzieci i młodzież, mam na myśli na przykład wersję dla dzieci "Mały czarodziejski flet" według W.A. Mozarta. Myślę o konkursach plastycznych na plakaty do przedstawień operowych, o szerszym otwarciu drzwi Muzeum Teatralnego i wykorzystaniu wszystkich trzech scen Teatru Wielkiego: dużej, kameralniej i Sal Redutowych; o nowych polskich pozycjach repertuarowych z równoczesnym kultywowaniem tradycyjnego repertuaru polskiego. Myślę o współpracy z operami i artystami z zagranicy, m.in. z Operą Frankfurcką. Ale nie tylko, może uda się porozumieć z Placido Domingo, by wznowić "Walkirię" z jego udziałem. Z niemieckiego repertuaru planuję w sezonie 2009-2010 wystawić "Holendra tułacza", reżyserować będzie Harry Kupfer z Berlina. Do gabinetu zagląda pani Aleksandra Sawa z sekretariatu i - choć z wielkim wdziękiem - przerywa naszą rozmowę. W sekretariacie czekają kolejni goście i interesanci. Rozmowa, na którą czekałem przeszło miesiąc, i tak trwała zamiast umówionych dwudziestu minut prawie godzinę. Tylko ostatnie jeszcze pytanie: Osobiste marzenia dyrektora największej polskiej sceny? Rozbawiony artysta wskazuje
na kłębiących się w sekretariacie interesantów i odpowiada już w drzwiach:
Jeszcze mocny, pożegnalny uścisk dłoni i "Do zobaczenia znowu w Warszawie, a może we Frankfurcie?" To marzenie chyba się nam spełni... Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski Prof. dr Ryszard Karczykowski
urodził się 6 kwietnia 1942 roku w Tczewie. Jeden z najwybitniejszych tenorów
na światowych scenach, jakimi poszczycić się może Polska. Jednocześnie
znakomity pedagog, uhonorowany doktoratem londyńskiej uczelni, profesor
na katedrach wokalistyki Akademii Muzycznych Krakowa i Warszawy. Reżyser,
który w Dessau, teatrze swego operowego debiutu w początku lat siedemdziesiątych,
doprowadził do wystawienia Strasznego dworu Stanisława Moniuszki (reżyseria
i główna partia tenorowa Stefana).
Cudze chwalicie, swego nie znacie... Wykształcenie zdobył w gdańskiej szkole muzycznej, zaraz też podjął pracę w operetce szczecińskiej, gdzie szybko zyskał wielką popularność - dwa razy zdobywał nawet Bursztynowy Pierścień. Mimo to, jakoś nie zauważali młodego, utalenotwanego śpiewaka dyrektorzy wielkich teatrów muzycznych w Polsce. Wyjechał więc w 1970 roku do dawnej NRD, bo tam zaproponowano mu angaż w Teatrze w Dessau. Zaczynał od małych ról, ale potem przyszły już znaczące - w "Cosi fan tutte", "Czarodziejskiem flecie" w "Falstaffie" i wielu innych. Występował także w Dresden, a od 1974 roku w teatrze operowym w Leipzig. Był już wtedy po studiach reżyserskich, które w międzyczasie ukończył w Berlinie. Wkrótce miał się dla Ryszarda Karczykowskiego otworzyć wielki świat opery. W syłwestra 1976 roku zadebiotował rolą Alfreda w "Zemście nietoperza" w reżyserii Petera Tooleya na deskach londyńskiej Covent Garden, gdzie śpiewał potem przez siedem sezonów. Dalej był Zurych, wiedeńska Staatsoper, Deutsche Oper w Berlinie Zachodnim, przez pewien czas związany był z Operą we Frankfurcie nad Menem. Znają go także melomanii Pragi, Moskwy, St. Petersburga, Rzymu, Lizbony, Rzymu, Nowego Jorku, Chicago, Bostonu, Hongkongu i Tokio. Nagrania płytowe z jego udziałem ukazały się w Stanach Zjednoczonych i Japonii. Pierwsza płyta artysty w Polsce ukazała się dopiero w 1987 roku. Wielki tenor ma za sobą wspaniałą karierę międzynarodową i chyba bardziej znany jest za granicą, niż we własnym kraju - w Polsce. Wielka szkoda. |