Polskie Archiwum X

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 6 z 10.02.2007
 
Opowieści o duchach i latających spodkach często są zabawnym elementem spotkań towarzyskich. Jednak nawet wtedy wśród słuchaczy często znajduje się ktoś, kto naprawdę przeżył coś niezwykłego. Dla jednych jest to obserwacja czegoś nietypowego na niebie, inni w domowych archiwach trzymają zagadkowe zdjęcia, na których widać to "coś". Okazuje się, że w Polsce aż roi się od paranormalnych historii. Dlatego sukcesywnie będziemy je prezentować na naszych łamach. Nie wszystkie mają racjonalne wyjaśnienie, ale większość wywołuje dreszczyk emocji.

O tym czy w Polsce dzieją się rzeczy niezwykłe (poza polityką) i jak traktują je sami mieszkańcy kraju nad Wisłą rozmawiamy z Robertem Bernatowiczem
- dziennikarzem i założycielem Fundacji NAUTILUS, która zajmuje się badaniem zjawisk niewyjaśnionych.

- Jak to się stało, że zajął się
pan tropieniem niezwykłych
zjawisk?
- Moja nieżyjąca już babcia
razem ze swoją siostrą w
latach 70. obserwowała
potężny latający spodek, który
przemieszczał się nad domem
na bardzo niskiej wysokości.
Od czasu, kiedy mi to opowiedziała
zrozumiałem, że jest
to prawda i muszę się o tym
zjawisku czegoś więcej dowiedzieć.
Przeważnie jest tak,
że każdy młody chłopak ma
moment fascynacji książkami
Danikena, filmami o dawnych
cywilizacjach, ale z czasem im
to przechodzi. Ja nie mogłem
się z tym pogodzić, nie potrafiłem...
No i w latach 90-tych
pojawiła się audycja w Radiu
Zet, która miała nazwę Nautilus.
Od tego momentu zacząłem
się zajmować badaniem
dziwnych zjawisk na większą
skalę.
- Gdyby miał pan wskazać
jeden kraj, który przoduje w
ilości zjawisk paranormalnych...
- Na miejscu pierwszym jest
Meksyk. Może dlatego, że
znam w Meksyku kilka osób i
mam sporo informacji właśnie
z tego kraju. Na pewno Wielka
Brytania, gdzie w dobrym
tonie jest rozmowa o spotkaniach
z duchami, niezwykłymi
istotami. Ale bardzo wysoko
lokuję też Polskę. To fascynujący
kraj, pełen niezwykłych
zjawisk. Ludzie są u nas
zamknięci, bardzo obawiają się
wypowiadania na „te tematy”,
ale powoli to się zmienia. W
Polsce jest także kilka absolutnych
fenomenów na poziomie
światowym. Przykładem jest
mój przyjaciel, Krzysztof
Jackowski - jasnowidz. Śledzę
jego wypowiedzi od wielu lat
i twierdzę, że talent jasnowidczy
u tego człowieka rozwinął
się jeszcze bardziej. Nie wiem,
czy na świecie może ktoś z
nim konkurować. Zwłaszcza,
że - jak powtarzam - jego moc
znacznie wzrosła!
Myślę, że niezwykłe zjawiska
są dość równo „rozłożone”
po wszystkich krajach świata.
Ulegamy pewnemu złudzeniu,
że gdzieś „jest tego więcej”
głównie przez to, że mamy po
prostu więcej informacji. Na
strony Fundacji NAUTILUS
wchodzi prawie 200 tysięcy
osób. To daje gwarancję,
że wśród tylu ludzi zawsze
znajdzie się kilka osób, które
każdego dnia przeżyły jakąś
historię typu „X`Files”...
Generalnie jest problem z
nadmiarem informacji. Ja na
maile już nie odpowiadam, a
przyznam szczerze, że ledwo
nadążam z ich czytaniem.
Masa, nieprawdopodobna
masa informacji, i to każdego
dnia. To jest Polska, ale...
podobnie pewnie jest w innych
krajach.
- Niektórzy nazywają pana
polskim Foxem Mulderem,
a czy w naszym kraju istnieje
taki tajny wydział jak
serialowe „Archiwum X”?
W strukturach wojskowych,
policyjnych, naukowych...
Ktoś mnie tak nazywa?
Pierwszy raz słyszę... (śmiech)
Wracając do pytania, to nic
takiego nie ma. W wojsku
nikt się tymi sprawami nie
interesuje, policja - szkoda
nawet gadać, tylko potrafią
wyśmiewać się z jasnowidzów,
z których usług zresztą korzystają
na potęgę.
Tajny Wydział X to chyba
raczej kilku pasjonatów, do
których i ja się zaliczam.
Myślę, że będzie taki moment,
kiedy te zjawiska trafią do oficjalnej
nauki i wtedy już nikt
nie będzie się śmiał z tego, co
teraz wzbudza taką pogardę
i wesołość. Zasada „ten się
śmieje kto się śmieje ostatni”
akurat w tej sprawie sprawdza
się znakomicie.
- Rozumiem, że nie ma
sensu pytać badacza czy istnieje
UFO, ale czy odwiedza
ono Polskę?
- Dowodem są choćby zdjęcia
z Wylatowa, gdzie kilka
lat z rzędu pojawiały się kręgi
zbożowe czy ze Zdanów. To
jedna z miejscowości, w której
wydarzyło się coś niezwykłego.
Badanie tej sprawy zajęło
mi rok. Dowody są „nie do
podważenia” i mówię to z
pełną odpowiedzialnością.
Mamy ekspertyzy kryminalistyczne,
specjalistów od zdjęć
lotnicznych, zawodowych fotografów.
To może być dowód!
Także raporty wojskowe są
dowodem, relacje policjantów,
strażaków, a też mamy
takie. To wszystko pozwala
postawić sprawę bardzo jasno:
„UFO nie tylko istnieje jako
zjawisko, ale kryją się za tym
istoty z innych światów, które
odwiedzają naszą planetę”.
Brzmi to szokująco, ale taka
jest prawda.
- Czy wiadomo kim są i po
co przylatują?
- Tak. Po pierwsze są różni,
jest ich wielu. Tylko w naszej
galaktyce są miliardy planet,
na których są rozwinięte
cywilizacje. Takich galaktyk
są miliardy miliardów, do tego
dochodzi prawie nieskończona
liczba wszechświatów... Z tego
punktu widzenia nasza planeta
i mieszkający na niej ludzie
wyglądają inaczej. Dlaczego
przylatują? Powody są trzy.
Pierwszy to współczucie.
Uważają, że ludzie z ich pogonią
za doraźnym szczęściem i
materialnymi dobrami znaleźli
się w ślepej uliczce. Drugim
powodem jest niepokój. Wiele
rzeczy, jak choćby eksplozje
bomb atomowych, zakłócają
równowagę we wszechświecie,
co dotyka także ich światy.
Ostatnia rzecz to ciekawość.
Nasza planeta przy całym
swoim prymitywizmie ma
kilka atutów, które także
zadziwiają inne istoty. Podobno
z przyjemnością oglądają
nasze filmy fabularne, które
są czymś wyjątkowym nawet
w skali wszechświata...