| Dominika
wodą życia
dla Blue Cafe Z Pawłem Rurakiem-Sokalem i Dominiką Gawędą rozmawia Wiesław Kutz |
Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 8 z 02.12.2006 |
- Na początku chciałbym
Wam pogratulować płyty. W ciągu kilku dni stała się "Złotą Płytą". Sprzedaliście
już 15 tysięcy egzemplarzy. Mam nadzieję,
że niedługo krążek stanie się "Platynową Płytą".
Gratulacje są o tyle zasadne, że po odejściu Tatiany Okupnik z zespołu mówiło się, że "Blue Cafe" już nigdy się nie podniesie. - To prawda. Dotarło do nas wiele opinii typu: Tatiana odchodzi... "Blue Cafe" umiera. Stało się inaczej! Jest to efekt naszej wiary w to, co robiliśmy, pasji tworzenia czegoś nowego. Dominika stała się "spititus movens" całego wydarzenia, ponieważ zmieniła się zasadniczo muzyka zespołu. Motywacja, energia i wokalne "skrzydła anioła" Dominiki, sprawiły, że mamy teraz inne "Blue Cafe", które hitem "Baby, baby" podbiło listy przebojów. - Mówiłeś, że znalazł się taki cudowny anioł, jak Dominika. Skąd się ten anioł wziął? Wiem, że rozpisaliście casting, na którym pojawiły się setki kandydatów. Wybraliście Dominikę, dlaczego? - Jestem człowiekiem, który całe życie walczy, często z wiatrakami. Ale nie mogłem pozwolić, by 8 lat pracy "Blue Cafe" poszło na marne. Nie może być tak, że odchodzi wokalistka, robi solową karierę, a zespół ginie. Absolutnie nie. Pomyślałem, że zrobimy casting. Kamila Sowińska, która jest menadżerem, bardzo mi w tym pomogła. Z całej Polski dostaliśmy ponad 500 materiałów CD i z ręka na sercu, wszystkie wysłuchaliśmy do końca. Okazywało się bowiem, że dziewczyny, które dobrze śpiewały po polsku, kiepsko radziły sobie w języku angielskim, hiszpańskim, francuskim czy niemieckim. Te zaś, które znakomicie śpiewały po angielsku, były nie do przyjęcia w polskiej wersji. Castingi były bardzo trudne. Z 500 osób wyłoniliśmy 40 kandydatek, później krąg zawęził się do 8 osób. Wzięły one udział w "Szansie na sukces" TVP2 i wybraliśmy! Do zespołu dołączyła Dominika Gawęda. Ujęła nas. Dziewczyna, która w wieku 21 lat śpiewa "Ocalić od zapomnienia" Marka Grechuty, w taki sposób, że łzy ciekną, musi mieć to "coś", czego nam było potrzeba. - Dominiko, z tego co wiem, nie jest łatwym zadaniem wejść od razu do ścisłej czołówki polskiej piosenki, szczególnie, gdy jawisz się jako nowa nadzieja dla tak znanego zespołu. Jak sobie z tym poradziłaś? - Początki były trudne, to prawda. Nagle musiałam osiągnąć poziom, który zwie się profesjonalizm. Moja przeszłość muzyczna, czyli warsztaty jazzowe w Puławach i Krakowie, Międzynarodowa Akademia Jazzu, gdzie przyjeżdżali muzycy z całego świata, to wspaniałe doświadczenia, które wiele mnie nauczyły. Szczególnie Jead Trotman, wokalista i nauczyciel, który prowadził chór Kosmo w Nowym Yorku, przekazał mi dużo cennych wskazówek. To wszystko przygotowało mnie do tego, czego doświadczam teraz. - Ty mówisz o jazzie, Paweł mówił, że słuchał Grechuty w Twoim wykonaniu, płacząc. - Lubię i zawsze lubiłam sięgać po różne gatunki, nigdy nie starałam się szufladkować. Jeżeli czuję, że potrafię wyrazić muzykę tak, by słuchacz poczuł, że płynie ona z głębi mojej duszy, to nie widzę przeszkód, by ją wykonywać. Nie ma znaczenia czy to jazz, czy blues. Zawsze potrafiłam odnaleźć się w każdym repertuarze. ![]() - Tak, ponieważ "Blue Cafe" to pociąg, który cały czas jedzie. Dominika wskoczyła do tego pociągu, ale się nie "potłukła". Miała i wciąż ma bardzo dobrą opiekę, wsparcie, może czuć się bezpiecznie i "rosnąć" do góry. - Dominika i "Blue Cafe". Z wielu sondaży wynika, że gros osób nie wie, że "Baby, baby czy "My Road" to jest właśnie "Blue Cafe". - Dokładnie. Słuchając tych utworów mogłoby się wydawać, że siedzimy gdzieś na farmie w Stanach Zjednoczonych, a obok śpiewa dziewczyna. To nie jest Polska. To zupełnie nowy styl "Blue Cafe", pewna ewolucja. Głos Dominiki prosi o to, by zostawić jej dużo przestrzeni. Stąd inne kompozycje, inna aranżacja. To co Dominika wyprawia w utworze "My Road", który stał się drugim singlem i wchodzi na pop listę Darka Maciborka w RMF-ie, to właśnie balsam dla duszy. - Dlaczego płyta jest w znacznej części w języku angielskim? - Nie ma w tym żadnego wyrachowania, po prostu pewne utwory wymagały obcojęzycznej wersji. Angielski ma pewną swoją melodykę, inną niż język polski. Kolejna płyta będzie prawdopodobnie cała śpiewana po polsku. - Powiedz mi czy Dominika będzie nas wciąż zaskakiwać? - Ona jest jak książka. Gdy się ją czyta po raz kolejny, odkrywa się nowe poziomy, dostrzega szczegóły wcześniej niezauważone. A jednocześnie widzi się inne wcielenia, inną barwę głosu, nową postać. To sprawia, że przy słuchaniu "Blue Cafe" nie chce się już tylko tańczyć, ale wsłuchać się, zatęsknić, zapłakać. - Pod koniec chciałbym się rozprawić z "duchem Tatiany", jaki unosi się nad "Blue Cafe". Do ostatniej płyty to właśnie ona napisała teksty. Co to oznacza dla zespołu? - Tatiana to 8 udanych lat zespołu. To były piękne lata. Ale ten rozdział jest już zamknięty. Gdybym porównał obie wokalistki do wody, to Dominika jest wodą życia dla "Blue Cafe", natomiast Tatiana drążyła nas jak skałę. Dominika sprawia, że czujesz motywację do działania, że chcesz realizować swoje marzenia. Na przykład dać koncert na Saharze, co mamy w planach. Czy zaśpiewać z Princem, który jest dla mnie mistrzem. Jeżeli nie ma marzeń, to po co żyć? Chciałbym nawiązać do znaczącej sceny w "Locie nad kukułczym gniazdem", gdzie Nickolson próbuje rozbić kuloodporną szybę. Na pytanie dlaczego to robi odpowiada: "przynajmniej próbuję". I my też próbujemy. - Życzę Wam wszystkiego dobrego, dziękuję za rozmowę. |