Opowieść o człowieku,
który postawił dom na głowie

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ"  z 22.12.2007
 
"Drzewo towarzyszy człowiekowi od kołyski po trumnę. Daje radość, schronienie, odpoczynek. Jest relikwią, która trwa przy człowieku wiecznie".
 


Te słowa cytuje nieomal codziennie zwiedzającym Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku Daniel Czapiewski, właściciel firmy "Danmar", budującej domy z drewna. Zasłynął nie tylko w Polsce tym, iż zbudował dom, stojący na głowie. Z Kaszubami związany jest całym sercem. Przybyszom opowiada o tym jak powstała ta ziemia. A było to tak: Pan Bóg tworząc świat zapomniał o tym regionie. Jeden z Aniołów zauważył błąd, więc Pan Bóg chcąc wynagrodzić Kaszubom błąd, wyciągnął z worka lasy, trochę jezior i
rzek, dorzucił góry i podziemne pustynie i w ten sposób na Kaszubach można znaleźć wszystko. Ale najważniejsze są drzewa.
Daniel Czapiewski po ukończeniu studiów kupił znajdujący się w Szymbarku tartak i ciął deski. Ale chciał czegoś więcej. Postanowił budować z drewna domy. Nie tylko te nowoczesne, czy letniskowe, ale przede wszystkim dwory. 
"Bo w polskiej architekturze w ostatnim 50-leciu dokonała się rzecz okrutna. Wymarły tradycje budownictwa. Proszę zapytać na Zachodzie o polski strop, polski dach. Tam wszyscy zainteresowani wiedzą, bo to konik architektoniczny Europy. W Polsce natomiast młodzież uczy się nie wiadomo dlaczego wzorców zachodnich. A powinna uczyć się
budowy naszych tradycyjnych domów. Przed wojną w Polsce było 16 tysięcy dworów. Teraz  jest zaledwie 200. To dwory były ostoją polskości, tradycji narodowych. Dlatego wracam do tej architektury. Proponuję naszym klientom budowę różnych dworów, które nawiązujące do tradycji, wewnątrz urządzone są na wskroś nowocześnie".
Daniel Czapiewski nie byłby sobą, gdyby nie myślał nad tym, co można atrakcyjnego i oryginalnego z drzewa jeszcze zrobić. I tak narodził się projekt wycięcia najdłuższej deski świata z jednego pnia. Znaleziono daglezję, drzewo będące kuzynem modrzewia, które liczyło sobie ponad 120 lat i miało 52 metry wysokości.Przy jego cięciu pracowali mieszkańcy Szymbarku, okoliczni burmistrze i wójtowie, a dzieła cięcia dokonał zaprzyjaźniony z Czapiewskim sam Lech Wałęsa. W sumie ponad 800 osób. I tak powstała deska
o długości 36,83 metra,ważąca ponad 1100 kilogramów, wpisana do Księgi Guinessa jako najdłuższa na świecie. 
A ponieważ drzewa się jeszcze ostało, to z pozostałych desek powstał stół-olbrzym o długości prawie 37 metrów, ważący około 6 ton, przy którym jednorazowo miejsce może
zająć około 250 osób! Ostatnio służył Radzie Świętych Mikołajów, którzy w liczbie ponad 3200 mężów zjechali na IV Ogólnopolski Zjazd Mikołajów. Imprezę zorganizowaną
oczywiście przez Daniela Czapiewskiego.
Ale wróćmy do drewna. Deskę - rekordzistkę musiano gdzieś zawiesić. Powstała więc odpowiednio długa chata o tradycyjnej polskiej architekturze, w której miejsce znalazła nie deska, ale i stół olbrzym. Wieść o tych cudach szybko rozeszła się po kraju i do Szymbarku zaczęli ściągać pierwsi turyści. Było to przed pięcioma laty. Ich zainteresowanie
spowodowało, że w głowie Daniela Czapiewskigo zrodził się pomysł budowy następnych domów o tadycyjnej architekturze.
Tak powstał skansen, który przerodził się z czasem w Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku, prezentujące zabytki architektury, ukazujące drzewo,jako niemego świadka historii. Zaś zwieńczeniem całości jest dom, który stoi na głowie. „To symbol naszych czasów, naszego stylu bycia i życia. 
Jest przestrogą - Quo vadis, homo sapiens, czyli dokąd zmierzasz człowieku? Bo to człowiek psuje ten świat, który stanął na głowie - mówi Daniel Czapiewski. Prawdę mówiąc ten dom nie powinien znajdować się na terenie skansenu, tylko około 40 kilometrów stąd, pod bramą Stoczni Gdańskiej, tam, gdzie polscy stoczniowcy przewrócili system komunistyczny do góry nogami. Tam, gdzie Ojciec Święty Jan Paweł II mówił, jak na nowo budować ojczyznę". Dziś właśnie ten dom stał się główną atrakcją turystyczną
Centrum Edukacji i Promocji  Regionu. Nierzadko kolejka chętnych do jego zwiedzenia sięga nawet 200 metrów! A wrażenia są niesamowite. Bo trudno sobie wyobrazić zwiedzanie
domu, gdzie zamiast po podłodze, chodzimy po suficie, gdzie meble znajdują się nad naszymi głowami, a usiąść nie można, bo jak tu usiąść na suficie? Do tego zaczyna wariować
błędnik, bowiem oczy nadaremnie szukają punktu oparcia i wielu z zwiedzających traci równowagę, czując się jakby w stanie nieważkości.
Opowiadano mi, że robotnicy, budujący ten dom, musiał góra po trzech godzinach pracy zejść z budowy i przez godzinę odpoczywać w pozycji leżącej.
"To oczywiście przesada - śmieje się Daniel Czapiewski. Ale wiele osób po zwiedzeniu domu stojącego na głowie deklaruje, że zastanowi się nad swym życiem, zwolni tempo,
zaprzyjaźni się z otaczającą ich zielenią. Jaki procent z blisko 300 tysięcy przybyszów, którzy odwiedzili w tym roku nasz skansen, rzeczywiście tak postąpi, trudno mi powiedzieć. Ale niech będzie to tylko jeden procent, to cel, dla którego zbudowaliśmy ten dom i tak zostanie osiągnięty".

Wiesław Kutz