Bronisław Cieślak:
Jestem gliną komendantem

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 11 z 23.12.2006
 
- Bronku, przed laty zagrałeś legendarnego już porucznika Borewicza. Teraz znów wcieliłeś się w rolę gliny, tym razem w serialu "Mrok". 
- Przez całe lata grałem porucznika Borewicza, odtwórcę głównej roli w serialu "07 zgłoś się", w reżyserii Krzysztofa Szmagiera. Kręcić przestaliśmy po roku ’89, kiedy rzeczywistość PRL-owska zanikała. To była cześć mojego życia, której nie da się zapomnieć, której nie chce się zapomnieć. Początkowo była mowa o kontynuacji serialu, jednak ja uznałem, że ta przygoda jest już zakończona. Od 1997 roku, przez kolejnych osiem lat, byłem posłem na Sejm. Dostawałem wówczas wiele różnych propozycji z branży filmowej, ale stanowczo odmawiałem.

- Ale teraz już posłem nie jesteś.
- To prawda. W 2005 roku nie otrzymałem poselskiego mandatu i pewna blokada zniknęła. Nie minął nawet miesiąc od tego faktu, gdy zadzwonił telefon z propozycją zagrania w serialu kryminalnym "Mrok". Zlecony przez Telewizję Polską, miał być wyemitowany w ośmiu odcinkach.
Reżyserować miał Jacek Boruch, aktor po reżyserskim debiucie. Należy zaznaczyć, że nie miała to być żadna kontynuacja "07". Zaproponowano mi rolę drugoplanową, to jest komendanta policji na jednym z warszawskich posterunków. Jego podwładni, czyli grupa czterech policjantów, to główni bohaterowie serialu.

- Porucznik Borewicz to był "polski Kojak". Lubił wypić, lubił kobiety. Natomiast Grosz, główny bohater serialu "Mrok", jest nijaki, mało wyrazisty. Postać komendanta, którą kreujesz - "żyje", jest charakterystyczna, ostra, można wyczuć jakieś powiązanie z rolą porucznika Borewicza. Komendant w "Mroku" potrafi porządnie wypić i zakląć, a cytat "kur..., bo się potnę" przejdzie chyba do annałów polskiego kina.
- Ja znam swoje miejsce w serialowym szyku. Nie da się ukryć, że moja postać zawdzięcza swoją wyrazistość mojej "gębie" dawnego Borewicza.
Dziennikarze starali się zrobić z tego faktu sensację i w kolorowej polskiej prasie pojawiły się tytuły "Powrót porucznika Borewicza". A przecież to nie tak. Zobaczymy, jak serial się przyjmie. Istnieje możliwość kontynuacji, ale jeszcze za wcześnie by o tym mówić. Opinie o serialu są różne. Jedni twierdzą, że jest ciekawy psychologicznie, dlatego trochę inny. Założeniem reżysera było uniknięcie sytuacji, w których motywem przewodnim poszczególnego odcinka stanie się strzelanina, pościg za samochodami, hektolitry sztucznej krwi. Chciał skupić uwagę widza na rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek kryminalnych, przy których należy myśleć logicznie. Może w tym sensie serial jest mniej atrakcyjny od wszystkich "kryminalnych oficerów". 

- Czy człowiek - legenda żyje odcinając kupony od swojej sławy?
- W pewnym sensie można to tak nazwać. Serial "07 zgłoś się" dorobił się przydomka kultowy. Niedawno brałem udział w objazdowej serii spotkań promocyjnych, zorganizowanych przez telewizję publiczną. Miało to związek z faktem, iż telewizja wyprodukowała na płytach DVD wszystkie odcinki serialu, w których gram Borewicza. Prawdę mówiąc sprzedają się jak świeże bułeczki. Kupują je nie tylko ludzie, którzy znali tę PRL-owską rzeczywistość, ale też młodzież, co mnie osobiście z początku dziwiło. Skąd ta popularność? Jedni twierdzą, że to znakomity serial, dla innych powodem jest chęć poznania czasów, w których żyli ich rodzice, taka mini lekcja historii. Od czasu do czasu coś publikuję, występuję w telewizji. Może i odcinam kupony od sławy, ale przecież z czegoś trzeba żyć. 

- Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Z Bronisławem Cieślakiem rozmawiał Wiesław Kutz