- Bronku, przed laty
zagrałeś legendarnego już porucznika Borewicza. Teraz znów wcieliłeś się
w rolę gliny, tym razem w serialu "Mrok".
- Przez całe lata
grałem porucznika Borewicza, odtwórcę głównej roli w serialu "07 zgłoś
się", w reżyserii Krzysztofa Szmagiera. Kręcić przestaliśmy po roku 89,
kiedy rzeczywistość PRL-owska zanikała. To była cześć mojego życia, której
nie da się zapomnieć, której nie chce się zapomnieć. Początkowo była mowa
o kontynuacji serialu, jednak ja uznałem, że ta przygoda jest już zakończona.
Od 1997 roku, przez kolejnych osiem lat, byłem posłem na Sejm. Dostawałem
wówczas wiele różnych propozycji z branży filmowej, ale stanowczo odmawiałem.
- Ale teraz już posłem
nie jesteś.
- To prawda. W 2005
roku nie otrzymałem poselskiego mandatu i pewna blokada zniknęła. Nie minął
nawet miesiąc od tego faktu, gdy zadzwonił telefon z propozycją zagrania
w serialu kryminalnym "Mrok". Zlecony przez Telewizję Polską, miał być
wyemitowany w ośmiu odcinkach.
Reżyserować miał Jacek Boruch,
aktor po reżyserskim debiucie. Należy zaznaczyć, że nie miała to być żadna
kontynuacja "07". Zaproponowano mi rolę drugoplanową, to jest komendanta
policji na jednym z warszawskich posterunków. Jego podwładni, czyli grupa
czterech policjantów, to główni bohaterowie serialu.
-
Porucznik Borewicz to był "polski Kojak". Lubił wypić, lubił kobiety. Natomiast
Grosz, główny bohater serialu "Mrok", jest nijaki, mało wyrazisty. Postać
komendanta, którą kreujesz - "żyje", jest charakterystyczna, ostra, można
wyczuć jakieś powiązanie z rolą porucznika Borewicza. Komendant w "Mroku"
potrafi porządnie wypić i zakląć, a cytat "kur..., bo się potnę" przejdzie
chyba do annałów polskiego kina.
- Ja znam swoje miejsce
w serialowym szyku. Nie da się ukryć, że moja postać zawdzięcza swoją wyrazistość
mojej "gębie" dawnego Borewicza.
Dziennikarze starali się
zrobić z tego faktu sensację i w kolorowej polskiej prasie pojawiły się
tytuły "Powrót porucznika Borewicza". A przecież to nie tak. Zobaczymy,
jak serial się przyjmie. Istnieje możliwość kontynuacji, ale jeszcze za
wcześnie by o tym mówić. Opinie o serialu są różne. Jedni twierdzą, że
jest ciekawy psychologicznie, dlatego trochę inny. Założeniem reżysera
było uniknięcie sytuacji, w których motywem przewodnim poszczególnego odcinka
stanie się strzelanina, pościg za samochodami, hektolitry sztucznej krwi.
Chciał skupić uwagę widza na rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek kryminalnych,
przy których należy myśleć logicznie. Może w tym sensie serial jest mniej
atrakcyjny od wszystkich "kryminalnych oficerów".
- Czy człowiek - legenda
żyje odcinając kupony od swojej sławy?
- W pewnym sensie można
to tak nazwać. Serial "07 zgłoś się" dorobił się przydomka kultowy. Niedawno
brałem udział w objazdowej serii spotkań promocyjnych, zorganizowanych
przez telewizję publiczną. Miało to związek z faktem, iż telewizja wyprodukowała
na płytach DVD wszystkie odcinki serialu, w których gram Borewicza. Prawdę
mówiąc sprzedają się jak świeże bułeczki. Kupują je nie tylko ludzie, którzy
znali tę PRL-owską rzeczywistość, ale też młodzież, co mnie osobiście z
początku dziwiło. Skąd ta popularność? Jedni twierdzą, że to znakomity
serial, dla innych powodem jest chęć poznania czasów, w których żyli ich
rodzice, taka mini lekcja historii. Od czasu do czasu coś publikuję, występuję
w telewizji. Może i odcinam kupony od sławy, ale przecież z czegoś trzeba
żyć.
- Serdecznie dziękuję
za rozmowę.
Z Bronisławem Cieślakiem
rozmawiał Wiesław Kutz
|