| Gdy Małysz był na szczycie
i gromił rywali, oni wykonywali pierwsze w życiu skoki, z tapczanu na dywan.
Wpatrzeni w swojego idola, śnili o karierze na skoczni. Dziś, gdy opromieniony
sławą weteran z Wisły szykuje się do kolejnych mistrzostw świata (Sapporo,
od 22 lutego do 4 marca), oni - nastoletni chłopcy - latają prawie tak
daleko, jak on. Niektórzy, na przykład jak trzynastoletni Klimek Murańka
z Zakopanego, nawet na odległość 140 metrów. Choć dopiero co wyrósł z kreskówek,
już może walczyć z Małyszem jak równy z równym. Ale czy za kilka lat, gdy
przyjdzie jego czas, będzie tak samo mocny?
Klimek ma sponsora, kilkaset
złotych stypendium i premie za wyniki. Własną stronę internetową, fanów
i menedżera, który dba o jego interesy.
I jeszcze jedno - ma zaledwie
13 lat. Jeśli choć raz wystartuje tej zimy w Pucharze Świata (pierwszy
konkurs już w piątek 30 listopada), będzie najmłodszym zawodnikiem w historii
tej dyscypliny. Dla niektórych taki pomysł to szaleństwo. Ale rodzice i
trenerzy Murańki mówią, że da sobie radę. On sam trenuje codziennie przed
lekcjami i czeka. Czasem zerka na medale i puchary, które zajmują całą
ścianę jadalni rodzinnego domu na zakopiańskich Skibówkach, macha ręką
i mówi:
- To wszystko nic, bo zdobyte
w zawodach z dzieciakami. Wygrywać z Janne Ahonenem i Simonem Ammannem
- to by było dopiero coś.
Miał dokładnie 10. urodziny,
gdy trzy lata temu uzyskał 135 metrów w treningowym letnim skoku na zakopiańskiej
Wielkiej Krokwi. Ledwie 5 metrów mniej od oficjalnego rekordu skoczni.
Miał 13 lat i 2 miesiące, gdy niedawno wywalczył brązowy medal letnich
mistrzostw Polski seniorów, na Średniej Krokwi. Mały Klemens Murańka z
Zakopanego
wskrzesił nadzieje na to,
że doczekamy się kiedyś następcy Adama Małysza.Wspomniane sukcesy chłopiec
nazywany powszechnie Klimkiem odniósł na nawierzchni igelitowej.
Wierzy jednak, że obecna
zima przyniesie mu sukces na śniegu. - Ja bym skoczył lepiej niż taki Marcin
Bachleda - podrywał się Klimek oglądając w telewizji nieudany występ naszych
reprezentantów w zawodach Pucharu Świata w Trondheim, na początku grudnia.-
Żeby dopuścili mnie chociaż
do startu w Zakopanem... - wzdycha ważący ledwie 38 kg mały narciarz. W
powietrzu wisi rekord młodości. Nigdy jeszcze 13-latek nie startował w
Pucharze Świata w skokach narciarskich. Czy jednak jest to bezpieczne dla
tak młodziutkiego zawodnika?
- Z młodymi zawodnikami
trzeba postępować zgodnie z ich rozwojem fizjologicznym. Dopóki w ich organizmie
nie zakończy się proces kostnienia, najbardziej narażone są rosnące jeszcze
chrząstki, zwłaszcza w stawach kolanowych i skokowych - tłumaczy Rafał
Kot, fizjoterapeuta polskiej kadry. - Dlatego tym lepiej dla młodych, im
mniej skaczą na dużych
skoczniach i z wysokich
rozbiegów.
Bo w takich sytuacjach ląduje
się daleko. Kościec dziecka odczuwa to mocniej. A Klimek jest dzieckiem.
Były lekarz kadry skoczków, dr Stanisław Ptak, nie widzi zbyt dużego
zagrożenia.
-
Nie obawiam się przeciążeń dla kręgosłupa, bo w tym wieku jest on bardzo
elastyczny. W dodatku Klimek ma dość specyficzny tor lotu, koszący, nisko
nad rozbiegiem i bez "tupnięcia" przy lądowaniu. U nastolatka może natomiast
powstać przeciążenie więzadła rzepki kolanowej, ale wtedy wystarczy zaniechać
mocniejszych treningów przez kilka miesięcy i wszystko wraca do normy.
Bałbym się tylko jego braku doświadczenia w zaskakujących warunkach atmosferycznych.
Gdy 10-letni Klimek wykonał
pierwszy "skok smoka", obserwująca go matka zasłabła z wrażenia. Dziś rodzina
wierzy, że dalekie loty Klimka to nie przypadek. - Nie obawiamy się puścić
go do międzynarodowych zawodów, zwłaszcza gdy są dobre warunki w powietrzu
- zapewnia jego ojciec Krzysztof Murańka, były narciarz.
- Skacze naprawdę dobrze,
leciutko. Nie kłapie czubami nart przy lądowaniu. Wciąż czyni postępy.
Ląduje z coraz większą pewnością.
Michał Żbikowski
Dariusz Chrobołowski
|