Klimek chce wygrać z Simonem

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ"  z 22.12.2007
 
Gdy Małysz był na szczycie i gromił rywali, oni wykonywali pierwsze w życiu skoki, z tapczanu na dywan. Wpatrzeni w swojego idola, śnili o karierze na skoczni. Dziś, gdy opromieniony sławą weteran z Wisły szykuje się do kolejnych mistrzostw świata (Sapporo, od 22 lutego do 4 marca), oni - nastoletni chłopcy - latają prawie tak daleko, jak on. Niektórzy, na przykład jak trzynastoletni Klimek Murańka z Zakopanego, nawet na odległość 140 metrów. Choć dopiero co wyrósł z kreskówek, już może walczyć z Małyszem jak równy z równym. Ale czy za kilka lat, gdy przyjdzie jego czas, będzie tak samo mocny?

Klimek ma sponsora, kilkaset złotych stypendium i premie za wyniki. Własną stronę internetową, fanów i menedżera, który dba o jego interesy. 
I jeszcze jedno - ma zaledwie 13 lat. Jeśli choć raz wystartuje tej zimy w Pucharze Świata (pierwszy konkurs już w piątek 30 listopada), będzie najmłodszym zawodnikiem w historii tej dyscypliny. Dla niektórych taki pomysł to szaleństwo. Ale rodzice i trenerzy Murańki mówią, że da sobie radę. On sam trenuje codziennie przed lekcjami i czeka. Czasem zerka na medale i puchary, które zajmują całą ścianę jadalni rodzinnego domu na zakopiańskich Skibówkach, macha ręką i mówi: 
- To wszystko nic, bo zdobyte w zawodach z dzieciakami. Wygrywać z Janne Ahonenem i Simonem Ammannem - to by było dopiero coś. 
Miał dokładnie 10. urodziny, gdy trzy lata temu uzyskał 135 metrów w treningowym letnim skoku na zakopiańskiej Wielkiej Krokwi. Ledwie 5 metrów mniej od oficjalnego rekordu skoczni. Miał 13 lat i 2 miesiące, gdy niedawno wywalczył brązowy medal letnich mistrzostw Polski seniorów, na Średniej Krokwi. Mały Klemens Murańka z Zakopanego
wskrzesił nadzieje na to, że doczekamy się kiedyś następcy Adama Małysza.Wspomniane sukcesy chłopiec nazywany powszechnie Klimkiem odniósł na nawierzchni igelitowej.
Wierzy jednak, że obecna zima przyniesie mu sukces na śniegu. - Ja bym skoczył lepiej niż taki Marcin Bachleda - podrywał się Klimek oglądając w telewizji nieudany występ naszych reprezentantów w zawodach Pucharu Świata w Trondheim, na początku grudnia.-
Żeby dopuścili mnie chociaż do startu w Zakopanem... - wzdycha ważący ledwie 38 kg mały narciarz. W powietrzu wisi rekord młodości. Nigdy jeszcze 13-latek nie startował w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Czy jednak jest to bezpieczne dla tak młodziutkiego zawodnika? 
- Z młodymi zawodnikami trzeba postępować zgodnie z ich rozwojem fizjologicznym. Dopóki w ich organizmie nie zakończy się proces kostnienia, najbardziej narażone są rosnące jeszcze chrząstki, zwłaszcza w stawach kolanowych i skokowych - tłumaczy Rafał Kot, fizjoterapeuta polskiej kadry. - Dlatego tym lepiej dla młodych, im mniej skaczą na dużych
skoczniach i z wysokich rozbiegów.
Bo w takich sytuacjach ląduje się daleko. Kościec dziecka odczuwa to mocniej. A Klimek jest dzieckiem. Były lekarz kadry skoczków, dr Stanisław Ptak, nie widzi zbyt dużego
zagrożenia.
- Nie obawiam się przeciążeń dla kręgosłupa, bo w tym wieku jest on bardzo elastyczny. W dodatku Klimek ma dość specyficzny tor lotu, koszący, nisko nad rozbiegiem i bez "tupnięcia" przy lądowaniu. U nastolatka może natomiast powstać przeciążenie więzadła rzepki kolanowej, ale wtedy wystarczy zaniechać mocniejszych treningów przez kilka miesięcy i wszystko wraca do normy. Bałbym się tylko jego braku doświadczenia w zaskakujących warunkach atmosferycznych.
Gdy 10-letni Klimek wykonał  pierwszy "skok smoka", obserwująca go matka zasłabła z wrażenia. Dziś rodzina wierzy, że dalekie loty Klimka to nie przypadek. - Nie obawiamy się puścić go do międzynarodowych zawodów, zwłaszcza gdy są dobre warunki w powietrzu - zapewnia jego ojciec Krzysztof Murańka, były narciarz. 
- Skacze naprawdę dobrze, leciutko. Nie kłapie czubami nart przy lądowaniu. Wciąż czyni postępy. Ląduje z coraz większą pewnością.

Michał Żbikowski
Dariusz Chrobołowski