Zawodowa księżniczka

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 13 z 31.03.2007
 
Ma 26 lat, z czego przez 10 była księżniczką. I choć to wszystko działo się tylko na ekranie, dla milionów widzów Natalie już na zawsze pozostanie Amidalą z "Gwiezdnych wojen". Jako kilkunastoletnia towarzyszka "Leona Zawodowca", pokazała czego chce od życia. Nie da się również zapomnieć wdzięków oszałamiającej striptizerki z filmu Mike’a Nicholsa "Bliżej", w której postać wcieliła się aktorka. Natalie Portman ma niewiele lat, za to wiele filmowych twarzy.

Wypatrzył ją jeden z szefów koncernu kosmetycznego. Pracowała wówczas w pizzerii na Long Island, ale, mimo młodego wieku, wiedziała co chce robić w życiu. Zapytana czy interesowałaby ją kariera modelki, bez namysłu, odpowiedziała: Dziękuję, wolę aktorstwo.
Zbyt wygórowane marzenia jak na jedenastoletnią dziewczynkę? Okazało się, że nie. Rodziców Natalie skontaktowano z agentami od castingu. Po zagraniu w musicalu stanęła do rywalizacji o angaż do "Leona Zawodowca". Bez trudu pokonała tysiąc innych dziewcząt. - Skakałam z radości po całym domu i błagałam
rodziców, żeby się zgodzili. 
W końcu się rozpłakałam. Dopiero wtedy pozwolili mi wystąpić. Mama długo rozmawiała z Lukiem Bessonem o tym, co będę, a czego nie będę mogła robić w filmie. Ustaliła z nim nawet ile razy będę mogła wziąć do ust papierosa, a ile razy będę całowała Jeana Reno. W policzek! - wspomina Natalie.

Jak burza 

Występ Portman w "Leonie Zawodowcu! stał się wydarzeniem. Duet, jaki stworzyła z Jeanem Reno zaliczono do najlepszych w dziejach kina. Po spektakularnym debiucie młodą aktorkę zasypano propozycjami. Ona jednak, za radą rodziców, bardzo rozsądnie wybierała role. Liczba propozycji, która odrzuciła jest imponująca: "Lolita" Lyne’a, "Burza lodowa" Anga Lee czy "Romeo Julia" z udziałem Leonarda DiCaprio. Wybrała za to "Gorączkę" Michaela Manna, "Marsjanie atakują!" Tima Burtona i "Wszyscy mówią: kocham cię", gdyż Woody’emu Allenowi się nie odmawia. - Kiedy pierwszy  raz się spotkaliśmy, zabrał mnie do ciemnego pokoju.
W środku siedziało pięć osób - producenci, reżyser…Woody siedział w cieniu, nie widziałam go zbyt dobrze i to mnie bardzo denerwowało. Zapytał, ile mam lat, w jakich filmach grałam i czy będę do dyspozycji jesienią. Nic więcej - mówi aktorka.

Widmo przyszłości

Jeszcze jako pięciolatka chciała być wróżką (- Taką jak ta z "Piotrusia Pana"). Potem trochę praktyczniej podeszła do życia, ale latać chciała dalej - astronauta wydawał się odpowiednim zawodem. Nic więc dziwnego, że nie mogła sobie odmówić roli księżniczki w najsłynniejszej z filmowych "gwiezdnych" sag. W "Mrocznym widmie" George Lucas powierzył Natalie główną rolę żeńską. Obiecał nawet, że tak zaplanuje zdjęcia, żeby wypadły w jej letnie wakacje. - Fani
tego filmu pewnie znienawidzą mnie za to, co powiem i bardzo ich za to przepraszam, ale nie potrafiłam odróżnić "Gwiezdnych wojen" od "Star Treka". To dla mnie czarna magia. Nigdy wcześniej ich nie widziałam, więc gdy dostałam rolę księżniczki Amidali, wypożyczyłam kasety z poprzednimi odcinkami. Najbardziej podobał mi się początek: "Dawno, dawno temu…" Brzmiało to o wiele lepiej niż: "W dalekiej przyszłości…". 
Film zarobił miliony, a Natalie najbardziej cieszyła się z tego, że dostała właśnie prawo jazdy. - Mimo że swoją twarz musiałam oglądać na co drugiej paczce chipsów, w dalszym ciągu pozostałam osobą anonimową. Raz na tydzień ktoś mnie zaczepił, mówiąc, że jestem trochę podobna do tej księżniczki z "Gwiezdnych
wojen". Ale to nic, było watro! 
Na planie zaprzyjaźniłam się z Keirą Knightley. Była jeszcze młodsza niż ja - miała 14 lat! Strasznie się ubawiłyśmy, kiedy po charakteryzacji nasze mamy nas pomyliły. 

Hobby: aktorstwo

Aby uchronić rodzinę przed medialnym zgiełkiem i namolnymi paparazzi, jeszcze przed wejściem "Leona Zawodowca" na ekrany kin, wschodząca gwiazdka przyjęła sceniczny pseudonim. - Próbowaliśmy usunąć moje nazwisko z książki telefonicznej, ale została już wydrukowana. Zdecydowaliśmy więc z rodzicami, że
zmienię nazwisko. Strasznie długo nie mogłam się zdecydować, ale wybrałam w końcu panieńskie mojej babci: Portman.
Chyba ładnie? Natalie jest bardzo rodzinna. Mamę uważa za najlepszą przyjaciółkę, a z ojcem, ginekologiem specjalizującym się w leczeniu niepłodności, konsultuje wszelkie zawodowe decyzje. Aktorka jest bardzo dumna ze swoich żydowskich  korzeni. Z entuzjazmem przyjęła rolę w teatralnej wersji "Pamiętnika Anny Frank".
- Grając Annę czułam się tak, jakbym odgrywała rodzinną historię. Anna, tak jak ja, urodziła się w Izraelu. Ale mój dziadek pochodził z Polski. Większość bliskich stracili w Oświęcimiu. Dostałam chyba już ze 400 scenariuszy o Holocauście! Taki los aktorki, która otwarcie mówi o swoim żydowskim pochodzeniu - uśmiecha się Portman.
I choć to wszystko brzmi bardzo poważnie to po prostu hobby! Tak o swoim aktorstwie wyraża się Natalie. Jest jedną z niewielu, która nie straciła głowy z powody
błyskawicznej kariery. Szkołę średnią ukończyła jako prymuska. Potem dostała się na Harvard. - Chciałam więcej używać mózgu, a w aktorstwie to się rzadko zdarza. Wybrałam psychologię, jako wyraz kompromisu między humanistyką, a naukami ścisłymi. 

Nie będę Lolitą! 

Gwiazda od początku kariery odrzucała wszelkie projekty, jakie uznała za zbyt brutalne lub kontrowersyjne obyczajowo. - Chcieli, żebym zagrała Lolitę.  dmówiłam.
Czy to normalne, żeby pokazywać w filmie dziecko, które uprawia seks z dorosłym? Nie sądzę. Poza tym postanowiłam, że nigdy nie rozbiorę się przed kamerą. Młodzi aktorzy często nie zdają sobie sprawy z tego jak dużą krzywdę może im wyrządzić udział w scenach erotycznych. Tak bardzo chcą dostać rolę, że zgadzają się na wszystko. Kończy się to okropnie, bo zawstydzeni są nie tylko oni sami, ale też rodzice, przyjaciele. Zresztą ten film był dla mnie naprawdę
obleśny - wyjaśnia stanowczo aktorka. Gdy okazało się, że w kolejnej ekranizacji tragicznych losów Romea i Julii musiałaby pokazać piersi, powiedziała "nie". - Idąc ulicą, nie będę się martwić, że ktoś oglądał moje cycki - komentowała. Pod tą samą groźbą Wayne Wang musiał wyciąć scenę erotyczną z "Wszędzie byle nie tu". Za rolę była nominowana do Złotego Globu. Na szczęście Natalie wie, że "hobby" również wymaga  poświęceń, dlatego zgodziła się pokazać przed  kamerami tę część swojego ciała, której wiele aktorek nigdy nie pozwoliłoby odsłonić - w kluczowej scenie "V jak Vendetta" ogolono jej głowę.

Superlaska

Przełamała się dopiero podczas pracy nad komediodramatem "Gdzie serce twoje". Ale filmowego pierwszego razu nie wspomina najmilej: - Kręcenie scen erotycznych jest takie nieromantyczne. Ludzie pokrzykują, mówią, jak się ustawić, co zrobić. Ponieważ scenę kręci się bez dźwięku, reżyser i operator mogą
podczas ujęcia swobodnie wydawać polecania. To było strasznie krępujące. Reżyser chcąc mnie postarzyć kazał pomalować mi paznokcie na czerwono. Dostałam też biust w pudełku! W branży mówi się na to "kotlety z kury" - takie małe żelowe wkładki. Na pudełku była nalepka: Angela Basset. Super! Dostarczono mi obce cycki! Nieco "Bliżej" całkowitego roznegliżowania była w filmie Mike’a Nicholsa. Reżyser zaplanował nawet striptiz Natalie dla Clive’a Owena, ale skończyło się tylko
na planach. Pozostał za to taniec na rurze. Krytyk "New Yorkera" Antony Lane napisał „Uroda Portman jest tak obezwładniająca, że jeszcze 12 godzin po obejrzeniu filmu nie powinno się wsiadać za kierownicę". Kiedy wszyscy postrzegają cię jako obiekt seksualny masz dwa wyjścia: 
zaakceptować to i stać się superlaską, albo zbuntować się i uchodzić za super-aseksualną. Natalie wybrała to pierwsze.

Dagmara Grzybowska