"Rote Gitarren" w Niemczech
Z Jerzym Skrzypczykiem rozmawia Wiesław Kutz

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 14 z 07.04.2007
 
- Gdzie odbyła się wasza ostatnia konferencja prasowa?
- W bardzo sympatycznej restauracyjce w Hoyerswerda, 
- Dlaczego właśnie w Hoyerswerda?
- Ponieważ od tego miasta zacznie się nasz ponowny, cykl spotkań z niemiecką publicznością.
- Co najbardziej interesowało dziennikarzy?
- Pytali, czy nasze piosenki będziemy śpiewać po niemiecku.
- A będziecie?
- Kilka naszych piosenek już śpiewamy, teraz przygotowujemy następne, chociaż nie jest to proste, bo nie wszyscy nasi muzycy mieli z niemieckim do czynienia.
Pytali też czy fakt, że śpiewamy po niemiecku nie jest związany z chęcią poprawy stosunków polsko-niemieckich. Odpowiedziałem, że robimy to przede wszystkim dlatego, że chcemy w ten sposób podziękować niemieckiej publiczności za to, że zawsze z ogromną sympatia przyjmowała nasze występy i piosenki, ale też, że gdyby miałoby to spełnić sugestię zawartą w ich pytaniu, to bardzo byłoby nam miło.
- Słyszałem, że agencja organizująca wasze koncerty ma siedzibę w Niemczech zachodnich, a wy byliście najbardziej popularni w byłej NRD.
- Ten temat interesował również dziennikarzy. Właściciel Agencji powiedział, że choć ma swoje przedstawicielstwa na terenie Austrii, Holandii i Szwajcarii, postanowił rozszerzyć swoją działalność na terenie byłych Niemiec wschodnich. Po dokładnych badaniach rynkowych i zapoznaniu się z poprzednią i obecną działalnością zespołu - wybór padł na Czerwone Gitary. Mamy nadzieję, że na niemieckich koncertach się nie skończy i pogramy jeszcze w innych krajach Europy.
- Jak długo nie graliście dla niemieckiej publiczności?
- Poza sporadycznymi koncertami mieliśmy około 20 lat przerwy. Bardzo ucieszył nas fakt, że Niemcy cały czas pamiętają nasz zespół, że znają nasze piosenki, a "Weisses Boot" (Trzecia miłość - żagle) jest wizytówka zespołu, rozpoznawalną w każdym niemieckim domu. Czerwone Gitary kojarzą się tam z ładnymi piosenkami, białymi kostiumami i dwugryfową gitarą, na której grał Seweryn Krajewski. Skoro jesteśmy przy gitarze, do duże zainteresowanie wzbudziła informacja o tym, że Marek Kisieliński zagrał na naszym ostatnim koncercie w Kongresowej na bursztynowej gitarze. Obiecałem, że na grudniową turę koncertów przywieziemy i gitarę z dwoma gryfami, i tę z bursztynu też.
- Poza koncertem w Hoyerswerda, jakie macie najbliższe plany?
- 28 kwietnia wystąpimy w Görlitz na wielkim festynie, 30.04 w Essen, gdzie spodziewamy się wielu naszych fanów, a potem letnie trasy po Polsce.
- Ale Święta spędzacie w swoich domach?
- Tak, myślę, że jak większość Polaków, którym życzymy dużo zdrowia i najpiękniejszych Świąt Wielkanocnych.