"Nasza" Sophie

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 6 z 10.02.2007
 
Przez chwilę Sophie Marceau była częściowo "polska" - jako partnerka Andrzeja Żuławskiego bywała nad Wisłą, grała w filmach naszego rodaka i mawiała po polsku. Jej "okres nadwiślański" dobiegł jednak końca. Związek rozpadł się, a my nie możemy już nazywać jej swojsko "Zośką".

Sophie Marceau nie zabiega o rozgłos. Nie stara się kokietować dziennikarzy, raczej ich unika. Wydaje się ciepła i zwyczajna, ale ma też na swoim koncie kilka grzeszków. Gdy miała 13 lat, stała się idolką nastolatków. Rozgłos przyniosła jej rola w filmie "Prywatka" Claude’a Pinoteau. Reżyser poszukiwał do filmu
młodych i ślicznych osób - Sophie zgłosiła się, dostała rolę i... zachwyciła wszystkich!
Debiut przyniósł jej sławę, jak się później okazało, nie była ona pięciominutowa. 

Zbuntowana "maskotka" 

Po debiucie w "Prywatce" nastoletnią aktorkę uznano - obok serów i wina - za najlepszy towar eksportowy Francji. Prezydent Mitterrand zabierał ją, jak  maskotkę, na spotkania najwyższego szczebla. Zdaniem jego doradców młodziutka aktorka uosabiała najlepsze francuskie cechy: urodę, zaradność, doskonałe
maniery. Miała mu zyskiwać przychylność zagranicznych polityków. Jednak zamiast dla prezydenta, Sophie Marceau (takie nazwisko przybrała) serca milionów wielbicieli zdobywała dla siebie. Była wzorem przede wszystkim dla młodych i zbuntowanych, jak ona sama. Na konferencjach prasowych pojawiała się z przyklejonym do ust papierosem i klęła jak szewc. Idąc z wizytą do cesarza Japonii, ubrała się w podarte spodnie… Prezydent szybko podziękował jej za współpracę.

Dziewczyna na prywatkę

Sophie szybko stała się samodzielna. W wieku 15 lat kupiła mieszkanie w centrum Paryża i zerwała kontakt z rodzicami. Rzuciła też szkołę, a kompanem w początkach jej drogi miał być przygarnięty przez nią z przytułku pies. Wspólnie z Francois Valerym nagrała płytę, która rozeszła się w nakładzie 750 tys. egzemplarzy. Nie zrobiła matury, nie skończyła żadnej szkoły. Jednak o młodziutkiej "gwiazdce" nie zapomniano.
Dwa lata po nakręceniu pierwszej części zaproponowano jej angaż w "Prywatce 2". Przykuła sobą uwagę tak silnie, że w roku 1983 otrzymała nagrodę Cezara w kategorii "Aktorskie odkrycie roku". Jej rodacy nazwali Sophie "małą oblubienicą Francji". - Nie marzyłam o aktorstwie. Chciałam się szybko uniezależnić
od rodziców, więc szukałam pracy i znalazłam ją w filmie, który niespodziewanie odniósł sukces - zdradza Marceau. Na pytania o przedwcześnie zakończoną edukację odpowiada: - Z jednej strony żałuję, z drugiej nie. Należę do samouków. O życiu nauczyłam się więcej żyjąc, niż gdybym siedziała w szkole. Choć gdybym chodziła do niej dłużej, być może umiałabym formułować myśli bardziej precyzyjnie, miałabym bogatszy warsztat pisarski. I opanowałabym obsługę komputera, bo w tej dziedzinie jestem kompletną nogą.

Szalona miłość

Andrzeja Żuławskiego po raz pierwszy zobaczyła w stołówce wytwórni filmowej Boulogne-Billancourt pod Paryżem. Wręczyła mu plik zeszytów pełnych swoich zapisków. Zachwyciły go, podobnie jak sama autorka. Przypadli sobie do gustu i wkrótce zamieszkali razem. Nie byłoby może w tym nic bulwersującego, gdyby
nie różnica wieku. Dzieliło ich 26 lat. Szesnastoletnia Sophie i dojrzały mężczyzna o despotycznym charakterze. Ona - "mała narzeczona Francji", on - nielubiany nad Sekwaną reżyser. Aktorka odważnie zerwała kontrakt z wytwórnią Gaumont i zaczęła współpracę z Żuławskim. Ich pierwszy wspólny film
- "Szalona miłość" - stał się powodem skandalu. Sophie zagrała w nim prostytutkę. Francuska publiczność bojkotowała pojawienie się filmu w kinach. Krytyka francuska pisała, iż aktorka dostała się w ręce "rozhisteryzowanego Polaka". Ta rozgorzała dyskusja o granice przyzwoitości nie przeszkodziła bynajmniej
Marceau w karierze.

Walka z Bondem

U Żuławskiego Sophie zagrała w wielu filmach, miedzy innymi "Moja miłość jest piękna" i "Błękitna nuta". W "Moje noce są piękniejsze niż wasze dni" - szokowała. Znana jest z "Fort Saganne", gdzie gra ukochaną Gerarda Dépardieu. W 1995 roku Sophie wcieliła się w postać księżniczki Isabelle w swoim
pierwszym anglojęzycznym filmie "Braveheart - Waleczne serce" - debiucie reżyserskim Mela Gibsona. Rola ta przyniosła jej sławę już nie tylko we Francji, ale na całym świecie. Dwa lata później, obok Seana Beana, wcieliła się w tytułową bohaterkę adaptacji "Anny Kareniny" wyreżyserowanej przez Bernarda Rose’a.
O roli tej Sophie marzyła od chwili, gdy jako 18-latka po raz pierwszy przeczytała powieść Tołstoja. W 1999 roku Marceau zagrała Elektrę King w "Świat to za
mało" - 19. (lub 20., wliczając nieoficjalny "Nigdy nie mów nigdy") filmie z serii o agencie Jej Królewskiej Mości, Jamesie Bondzie. Kreacja ta dała Marceau gwiazdorską pozycje w Hollywood, mimo to aktorka zaprzeczała jakoby kiedykolwiek była jedną z dziewczyn agenta. - Jestem czarnym charakterem, a nie
dziewczyną Bonda - podkreślała. 
Dementowała plotki jakoby z powodu tej roli rozpadł się jej związek z Andrzejem Żuławskim. Ówczesny partner miał nie pozwolić aktorce zagrać Elektry, a Marceau po raz pierwszy miała mu się poważnie sprzeciwić. 

Uznana nie tylko na ekranie

W 1988 roku Sophie uznano Najlepszą Aktorką Romantyczną za rolę w filmie "Chouans!". Od tego momentu w karierze aktorki otwiera się nowy rozdział: filmów lżejszych, bardziej rozrywkowych, komercyjnych. Gra przed kamerą to jednak nie wszystko. Wielką pasją Marceau jest również teatr. Zadebiutowała na jego deskach w wieku 24 lat. Za rolę Eurydyk i dostała francuską  nagrodę Moliere for the Best Theatrical Revelation. 
W 1995 roku debiutowała jako reżyserka i scenarzystka krótkometrażowym filmem o miłości "L’Aube a l’envers", który został zaprezentowany na festiwalu
w Cannes. Aktorka napisała swoją autobiografię zatytułowaną "Kłamczucha". Aktywnie działa w organizacjach na rzecz dzieci (Arc-en-Ciel) oraz zwierząt.

Ona i on

Nikt nie wierzył, że jej związek z Andrzejem Żuławskim przetrwa. Może poza rodziną Żuławskich. - Przyjęli mnie bezkolizyjnie, ciepło, serdecznie. Oni wszyscy niebywale wykształceni, podczas gdy ja pochodzę z rodziny o rodowodzie proletariackim (ojciec Sophie był kierowcą ciężarówki, matka - ekspedientką).
Niemniej z miejsca zostałam "zaadoptowana" - mówi aktorka. Ich związek zaowocował synem Vincentem, dwujęzycznym, gdyż z tatą rozmawia po polsku, a z mamą po francusku. Marceau nigdy nie kryła, że ich wspólne życie nie zawsze było sielanką: - Każde z nas jest uparte, chce postawić na swoim. Nieustannie się kłóciliśmy, szarpaliśmy, raniliśmy. 
Najczęściej o bzdury. On często mówił o niej "moja żona", dlatego wszyscy myśleli, że są małżeństwem, jednak ślubu nigdy nie wzięli. Miała 35 lat, gdy rozstali się definitywnie. Rok później, w czerwcu 2002 roku, urodziła córeczkę producentowi filmowemu Jimowi Lemleyowi.