Przez chwilę Sophie Marceau
była częściowo "polska" - jako partnerka Andrzeja Żuławskiego bywała nad
Wisłą, grała w filmach naszego rodaka i
mawiała po polsku. Jej "okres nadwiślański" dobiegł jednak końca. Związek
rozpadł się, a my nie możemy już nazywać jej swojsko "Zośką".
Sophie Marceau nie zabiega
o rozgłos. Nie stara się kokietować dziennikarzy, raczej ich unika. Wydaje
się ciepła i zwyczajna, ale ma też na swoim koncie kilka grzeszków. Gdy
miała 13 lat, stała się idolką nastolatków. Rozgłos przyniosła jej rola
w filmie "Prywatka" Claudea Pinoteau. Reżyser poszukiwał do filmu
młodych i ślicznych osób
- Sophie zgłosiła się, dostała rolę i... zachwyciła wszystkich!
Debiut przyniósł jej sławę,
jak się później okazało, nie była ona pięciominutowa.
Zbuntowana "maskotka"
Po debiucie w "Prywatce"
nastoletnią aktorkę uznano - obok serów i wina - za najlepszy towar eksportowy
Francji. Prezydent Mitterrand zabierał ją, jak maskotkę, na spotkania
najwyższego szczebla. Zdaniem jego doradców młodziutka aktorka uosabiała
najlepsze francuskie cechy: urodę, zaradność, doskonałe
maniery. Miała mu zyskiwać
przychylność zagranicznych polityków. Jednak zamiast dla prezydenta, Sophie
Marceau (takie nazwisko przybrała) serca milionów wielbicieli zdobywała
dla siebie. Była wzorem przede wszystkim dla młodych i zbuntowanych, jak
ona sama. Na konferencjach prasowych pojawiała się z przyklejonym do ust
papierosem i klęła jak szewc. Idąc z wizytą do cesarza Japonii, ubrała
się w podarte spodnie
Prezydent szybko podziękował jej za współpracę.
Dziewczyna na prywatkę
Sophie szybko stała się samodzielna.
W wieku 15 lat kupiła mieszkanie w centrum Paryża i zerwała kontakt z rodzicami.
Rzuciła też szkołę, a kompanem w początkach jej drogi miał być przygarnięty
przez nią z przytułku pies. Wspólnie z Francois Valerym nagrała płytę,
która rozeszła się w nakładzie 750 tys. egzemplarzy. Nie zrobiła matury,
nie skończyła żadnej szkoły. Jednak o młodziutkiej "gwiazdce" nie zapomniano.
Dwa lata po nakręceniu pierwszej
części zaproponowano jej angaż w "Prywatce 2". Przykuła sobą uwagę tak
silnie, że w roku 1983 otrzymała nagrodę Cezara w kategorii "Aktorskie
odkrycie roku". Jej rodacy nazwali Sophie "małą oblubienicą Francji". -
Nie marzyłam o aktorstwie. Chciałam się szybko uniezależnić
od rodziców, więc szukałam
pracy i znalazłam ją w filmie, który niespodziewanie odniósł sukces - zdradza
Marceau. Na pytania o przedwcześnie zakończoną edukację odpowiada: - Z
jednej strony żałuję, z drugiej nie. Należę do samouków. O życiu nauczyłam
się więcej żyjąc, niż gdybym siedziała w szkole. Choć gdybym chodziła do
niej dłużej, być może umiałabym formułować myśli bardziej precyzyjnie,
miałabym bogatszy warsztat pisarski. I opanowałabym obsługę komputera,
bo w tej dziedzinie jestem kompletną nogą.
Szalona miłość
Andrzeja Żuławskiego po raz
pierwszy zobaczyła w stołówce wytwórni filmowej Boulogne-Billancourt pod
Paryżem. Wręczyła mu plik zeszytów pełnych swoich zapisków. Zachwyciły
go, podobnie jak sama autorka. Przypadli sobie do gustu i wkrótce zamieszkali
razem. Nie byłoby może w tym nic bulwersującego, gdyby
nie różnica wieku. Dzieliło
ich 26 lat. Szesnastoletnia Sophie i dojrzały mężczyzna o despotycznym
charakterze. Ona - "mała narzeczona Francji", on - nielubiany nad Sekwaną
reżyser. Aktorka odważnie zerwała kontrakt z wytwórnią Gaumont i zaczęła
współpracę z Żuławskim. Ich pierwszy wspólny film
- "Szalona miłość" - stał
się powodem skandalu. Sophie zagrała w nim prostytutkę. Francuska publiczność
bojkotowała pojawienie się filmu w kinach. Krytyka francuska pisała, iż
aktorka dostała się w ręce "rozhisteryzowanego Polaka". Ta rozgorzała dyskusja
o granice przyzwoitości nie przeszkodziła bynajmniej
Marceau w karierze.
Walka z Bondem
U Żuławskiego Sophie zagrała
w wielu filmach, miedzy innymi "Moja miłość jest piękna" i "Błękitna nuta".
W "Moje noce są piękniejsze niż wasze dni" - szokowała. Znana jest z "Fort
Saganne", gdzie gra ukochaną Gerarda Dépardieu. W 1995 roku Sophie wcieliła
się w postać księżniczki Isabelle w swoim
pierwszym anglojęzycznym
filmie "Braveheart - Waleczne serce" - debiucie reżyserskim Mela Gibsona.
Rola ta przyniosła jej sławę już nie tylko we Francji, ale na całym świecie.
Dwa lata później, obok Seana Beana, wcieliła się w tytułową bohaterkę adaptacji
"Anny Kareniny" wyreżyserowanej przez Bernarda Rosea.
O roli tej Sophie marzyła
od chwili, gdy jako 18-latka po raz pierwszy przeczytała powieść Tołstoja.
W 1999 roku Marceau zagrała Elektrę King w "Świat to za
mało" - 19. (lub 20., wliczając
nieoficjalny "Nigdy nie mów nigdy") filmie z serii o agencie Jej Królewskiej
Mości, Jamesie Bondzie. Kreacja ta dała Marceau gwiazdorską pozycje w Hollywood,
mimo to aktorka zaprzeczała jakoby kiedykolwiek była jedną z dziewczyn
agenta. - Jestem czarnym charakterem, a nie
dziewczyną Bonda - podkreślała.
Dementowała plotki jakoby
z powodu tej roli rozpadł się jej związek z Andrzejem Żuławskim. Ówczesny
partner miał nie pozwolić aktorce zagrać Elektry, a Marceau po raz pierwszy
miała mu się poważnie sprzeciwić.
Uznana nie tylko na ekranie
W 1988 roku Sophie uznano
Najlepszą Aktorką Romantyczną za rolę w filmie "Chouans!". Od tego momentu
w karierze aktorki otwiera się nowy rozdział: filmów lżejszych, bardziej
rozrywkowych, komercyjnych. Gra przed kamerą to jednak nie wszystko. Wielką
pasją Marceau jest również teatr. Zadebiutowała na jego deskach w wieku
24 lat. Za rolę Eurydyk i dostała francuską nagrodę Moliere for the
Best Theatrical Revelation.
W 1995 roku debiutowała
jako reżyserka i scenarzystka krótkometrażowym filmem o miłości "LAube
a lenvers", który został zaprezentowany na festiwalu
w Cannes. Aktorka napisała
swoją autobiografię zatytułowaną "Kłamczucha". Aktywnie działa w organizacjach
na rzecz dzieci (Arc-en-Ciel) oraz zwierząt.
Ona i on
Nikt nie wierzył, że jej
związek z Andrzejem Żuławskim przetrwa. Może poza rodziną Żuławskich. -
Przyjęli mnie bezkolizyjnie, ciepło, serdecznie. Oni wszyscy niebywale
wykształceni, podczas gdy ja pochodzę z rodziny o rodowodzie proletariackim
(ojciec Sophie był kierowcą ciężarówki, matka - ekspedientką).
Niemniej z miejsca zostałam
"zaadoptowana" - mówi aktorka. Ich związek zaowocował synem Vincentem,
dwujęzycznym, gdyż z tatą rozmawia po polsku, a z mamą po francusku. Marceau
nigdy nie kryła, że ich wspólne życie nie zawsze było sielanką: - Każde
z nas jest uparte, chce postawić na swoim. Nieustannie się kłóciliśmy,
szarpaliśmy, raniliśmy.
Najczęściej o bzdury. On
często mówił o niej "moja żona", dlatego wszyscy myśleli, że są małżeństwem,
jednak ślubu nigdy nie wzięli. Miała 35 lat, gdy rozstali się definitywnie.
Rok później, w czerwcu 2002 roku, urodziła córeczkę producentowi filmowemu
Jimowi Lemleyowi. |