Na Stadionie Śląskim prądu nie zabraknie

Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 43 z 27.10.2007
 
12 elektryków, dwa niezależne kable zasilające, a gdy zawiedzie już wszystko, to w rezerwie czeka agregat prądotwórczy. - To, co wydarzyło się na Legii Warszawa, u nas nie ma prawa się powtórzyć! - podkreśla Marek Szczerbowski, dyrektor Stadionu Śląskiego.


Na stadionie Śląskim w Chorzowie trwają prace remontowe. Antoni Piechniczek jest pewien, że na meczu polskiej 
reprezentacji z Belgią kibice jak zwykle nie zawiodą i organizacja meczu na śląskim gigancie będzie jak zwykle znakomita.

Szczerbowski zdradza, że gdy podczas sobotniego meczu Polski z Kazachstanem stadion w Warszawie spowiły ciemności, w ciągu kilku minut odebrał kilkanaście SMSów. - Nie brakowało i takich, którzy cieszyli się z cudzego nieszczęścia, że wspomnę trzy słowa - "Dobrze im tak!". 
Mnie było zwyczajnie przykro. Żal było mi tych ludzi. Gdybym był na miejscu organizatorów spotkania, to pewnie posiwiałbym w ciągu kwadransa. Przeżyli straszny stres - kręci głową Szczerbowski. Jupitery na Śląskim rozbłysną już 17 listopada, gdy Polacy
zmierzą się z Belgią. Zwycięstwo da nam awans do finałów Euro 2008. O to, by nie zabrakło prądu, zadba Jan Nędza, elektryk z 40-letnim stażem, który od 12 lat zajmuje się oświetleniem na chorzowskim obiekcie. W dniu meczu w pracy będzie mu pomagać 12 elektryków. - W ostatni czwartek mieliśmy specjalną odprawę poświęconą elektryczności. Podchodzimy do tego zagadnienia bardzo poważnie - podkreśla Szczerbowski.
Na Łazienkowskiej zawiódł kabel zasilający. Obciążenie było tak duże, że stopił się materiał izolacyjny, co w konsekwencji doprowadziło do zwarcia. - Na Śląskim to się nie powtórzy! Kable zasilające mamy dwa. Jeżeli jeden zawiedzie, to drugi zacznie działać już po 0,7 sekundy - tłumaczy dyrektor. 
Nędza wyjaśnia, że prąd płynie na stadion ze specjalnej stacji na Klimzowcu. - Przed meczem zawsze wysyłamy pismo do Oddziału Wysokich Napięć w Chorzowie z prośbą, by w czasie meczu nie dokonywano żadnych przyłączeń, wyłączeń. Niespodzianki, nad którymi nie można zapanować,  trzeba ograniczyć do minimum - tłumaczy.
Na Śląskim wiedzą, jak ujarzmić prąd, bowiem to na tym stadionie rozbłysły pierwsze jupitery w Polsce. Stało się to 2 maja 1959 r. Pierwszoligowe spotkanie Polonii Bytom z Polonią Bydgoszcz było najważniejszym punktem pięciogodzinnego programu z okazji Święta Pracy. O godz. 19.30 zakończyły się zawody lekkoatletyczne. "Mrok ogarnia nieckę stadionu. Spiker zachęca publiczność do zapalenia zapałek. Orkiestra kop. Wujek gra hymn państwowy. Z jupiterów umieszczonych na masztach spływają na płytę
stadionu potężne snopy światła. Tarcza boiskowego zegara rozbłyska efektownym łukiem żarówek. Trzykrotne ťhip hip hurra Ť na cześć budowniczych stadionu rozlega się z siłą grzmotu" - pisał "Sport".
48 lat temu. Światło przyniosło bytomianom szczęście. Wygrali 5:0. - Przez lata kable były w coraz gorszym stanie. Zdarzały się awarie, spięcia. Pięć lat temu instalacja została jednak wymieniona na nową - dodaje Nędza. Gdy zawiedzie już wszystko, to w rezerwie zawsze czeka agregat prądotwórczy. - Już przygotowaliśmy zamówienie na 400 litrów paliwa. Na 90 min. pracy na pewno wystarczy. Jeżeli jednak zgasną żarówki, to pięć minut trzeba będzie poczekać, aż rozbłysną na nowo - mówi Szczerbowski.
- Dla elektryka każdy mecz to duży stres. Cieszę się na spotkanie z Belgią, ale humor mam jeszcze lepszy, gdy jest już po wszystkim. Można wszystko zaplanować, a na koniec zdarzy się jakiś kataklizm i wszystko się zawali. Siła wyższa! - uśmiecha się
Nędza.

Tekst i zdjęcia:
Michał Żbikowski