| 12 elektryków, dwa niezależne
kable zasilające, a gdy zawiedzie już wszystko, to w rezerwie czeka agregat
prądotwórczy. - To, co wydarzyło się na Legii Warszawa, u nas nie ma prawa
się powtórzyć! - podkreśla Marek Szczerbowski, dyrektor Stadionu Śląskiego.
Na stadionie Śląskim w Chorzowie
trwają prace remontowe. Antoni Piechniczek jest pewien, że na meczu polskiej
reprezentacji z Belgią kibice
jak zwykle nie zawiodą i organizacja meczu na śląskim gigancie będzie jak
zwykle znakomita.
Szczerbowski zdradza, że
gdy podczas sobotniego meczu Polski z Kazachstanem stadion w Warszawie
spowiły ciemności, w ciągu kilku minut odebrał kilkanaście SMSów. - Nie
brakowało i takich, którzy cieszyli się z cudzego nieszczęścia, że wspomnę
trzy słowa - "Dobrze im tak!".
Mnie było zwyczajnie przykro.
Żal było mi tych ludzi. Gdybym był na miejscu organizatorów spotkania,
to pewnie posiwiałbym w ciągu kwadransa. Przeżyli straszny stres - kręci
głową Szczerbowski. Jupitery na Śląskim rozbłysną już 17 listopada, gdy
Polacy
zmierzą się z Belgią. Zwycięstwo
da nam awans do finałów Euro 2008. O to, by nie zabrakło prądu, zadba Jan
Nędza, elektryk z 40-letnim stażem, który od 12 lat zajmuje się oświetleniem
na chorzowskim obiekcie. W dniu meczu w pracy będzie mu pomagać 12 elektryków.
- W ostatni czwartek mieliśmy specjalną odprawę poświęconą elektryczności.
Podchodzimy do tego zagadnienia bardzo poważnie - podkreśla Szczerbowski.
Na Łazienkowskiej zawiódł
kabel zasilający. Obciążenie było tak duże, że stopił się materiał izolacyjny,
co w konsekwencji doprowadziło do zwarcia. - Na Śląskim to się nie powtórzy!
Kable zasilające mamy dwa. Jeżeli jeden zawiedzie, to drugi zacznie działać
już po 0,7 sekundy - tłumaczy dyrektor.
Nędza wyjaśnia, że prąd
płynie na stadion ze specjalnej stacji na Klimzowcu. - Przed meczem zawsze
wysyłamy pismo do Oddziału Wysokich Napięć w Chorzowie z prośbą, by w czasie
meczu nie dokonywano żadnych przyłączeń, wyłączeń. Niespodzianki, nad którymi
nie można zapanować, trzeba ograniczyć do minimum - tłumaczy.
Na Śląskim wiedzą, jak ujarzmić
prąd, bowiem to na tym stadionie rozbłysły pierwsze jupitery w Polsce.
Stało się to 2 maja 1959 r. Pierwszoligowe spotkanie Polonii Bytom z Polonią
Bydgoszcz było najważniejszym punktem pięciogodzinnego programu z okazji
Święta Pracy. O godz. 19.30 zakończyły się zawody lekkoatletyczne. "Mrok
ogarnia nieckę stadionu. Spiker zachęca publiczność do zapalenia zapałek.
Orkiestra kop. Wujek gra hymn państwowy. Z jupiterów umieszczonych na masztach
spływają na płytę
stadionu potężne snopy światła.
Tarcza boiskowego zegara rozbłyska efektownym łukiem żarówek. Trzykrotne
ťhip hip hurra Ť na cześć budowniczych stadionu rozlega się z siłą grzmotu"
- pisał "Sport".
48 lat temu. Światło przyniosło
bytomianom szczęście. Wygrali 5:0. - Przez lata kable były w coraz gorszym
stanie. Zdarzały się awarie, spięcia. Pięć lat temu instalacja została
jednak wymieniona na nową - dodaje Nędza. Gdy zawiedzie już wszystko, to
w rezerwie zawsze czeka agregat prądotwórczy. - Już przygotowaliśmy zamówienie
na 400 litrów paliwa. Na 90 min. pracy na pewno wystarczy. Jeżeli jednak
zgasną żarówki, to pięć minut trzeba będzie poczekać, aż rozbłysną na nowo
- mówi Szczerbowski.
- Dla elektryka każdy mecz
to duży stres. Cieszę się na spotkanie z Belgią, ale humor mam jeszcze
lepszy, gdy jest już po wszystkim. Można wszystko zaplanować, a na koniec
zdarzy się jakiś kataklizm i wszystko się zawali. Siła wyższa! - uśmiecha
się
Nędza.
Tekst i zdjęcia:
Michał Żbikowski |