| Steffen
Möller:
Jak się będę żenił, to wam powiem |
Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ" Nr. 4 z 11.11.2006 |
- Panie Steffenie! Od
zakończenia Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej minęły już ponad trzy miesiące.
Płacze pan dalej, z radości, że drużyna niemiecka
zajęła trzecie miejsce, czy płacze pan z powodu, że zajęła tylko trzecie
miejsce?
- Ja przede wszystkim płaczę dlatego, że Polacy odpadli w pierwszej rundzie. Przepraszam, ja byłem na meczu Polska - Niemcy w Dortmundzie, razem z moimi braćmi i z moim tatą, Załatwiłem bilety z Polskiego Związku Piłkarskiego. Tak więc, siedzieliśmy w bloku polskim. Wokół nas trzydzieści tysiecy Polaków. Specjalnie przygotowałem dla rodziny czerwono-białe Tshirty z nadrukiem: "Jeszcze Polska nie zginęła". Niestety akurat tego dnia zginęła. - Ale z tego co przeczytałem, w wywiadzie, którego udzielił pan tuż przed Mistrzostwami Świata, wynika że nie specjalnie kocha pan Niemcy. - To jest nieprawda. Z wywiadu, którego wtedy udzieliłem i w którym stwierdziłem, że nawet nie wyjdziemy z grupy i jedynym Niemcem, który znajdzie się w ćwierćfinale będzie sędzia, mogłoby rzeczywiście wynikać, że nie lubię swoich. Ale ja się spolonizowałem. Mam stosunek do własnego kraju podobny jak Polak, czyli wyrażam się wyłącznie ironicznie. - Ale powiedział pan, że to hasło: "Witamy u przyjaciół", to bzdura, bo tyle nieprawdy w jednym zdaniu jeszcze pan nie słyszał. - No niestety, rzeczywiście hasło naszych mistrzostw brzmiało: "Świat w gościnie u przyjaciół". - A pan twierdzi, że to jedno wielkie kłamstwo. - No tak, bo Austria nie przyjechała, nasz wieczny rywal, którego nie lubimy od meczu w 78 roku. Przed mistrzostwami myślałem, że niemiecka gościnność wypadnie raczej blado, bo wiem, jakimi gospodarzami zazwyczaj jesteśmy. Trzeba jednak powiedzieć, że nasz Franz Beckenbauer dobrze wszystko nadzorował i chyba ta gościnnośc nawet się ludziom podobała. - No dobrze. Ale pan mówi "Nikomu nie życzę niemieckiej gościnności". - Bo tak jest. - Co to znaczy? - Proszę pana! Kiedy ja przyjechałem do Polski 12 lat temu, to w pierwszym roku mojego pobytu miałem gościa. Przyszedł do mnie do domu mój kolega Marek. Siedzimy sobie w kuchni tak ze dwie godziny i pewnym momencie Marek do mnie mówi: Steffen, czy ty jeszcze spodziewasz się gościa oprócz mnie? Dlaczego - pytam. - No, bo widzę tu, w tej szklance na stole aż trzy paluszki. Dlaczego trzy? I to mi dało do myślenia. Musiałem przyznać, że rzeczywiście moja gościnnośc była mało rozwinięta. Nawet kazałem mu wtedy płacić 50 groszy za korzystanie z łazienki. Teraz się zmieniłem. Jak przyjmuję gościa, to częstuję go herbatą. Darmową, trzeba dodać. Dobra, dobra. Ale w łazience dalej wystawia pan skarbonkę za korzystanie z ubikacji! - Skąd pan wie? - Przewidywałem. - Przyjąłem jeszcze inne formy polskiej gościnności. Kiedy gość przekracza próg mojego mieszkania, mówię do niego "Rozbierz się". I moi niemieccy znajomi mówią do mnie Steffen, zmieniłeś się. Ale ja im mówię: nie, nie, to znaczy przecież tylko, że macie mi oddać palto. - Dawniej Zenek Laskowik w kabarecie "Tey" na propozycję "rozbierz się: odpowiadał: A może najpierw buzi?" - Tego nie znałem. - Wracając do Mistrzostw Świata, mówił pan, że jeśli ktoś ma dla Niemiec mistrzostwa wygrać, to będą to Mirosław Klose i Lukas Podolski. - No i miałem rację. Byłem Prorokiem. - Czy zna pan takie powiedzenie? Niemieccy piłkarze są jak niemieckie jedzenie. Żeby byli dobrzy, muszą być przywiezieni z Polski? - He, He! Bardzo mi się podoba. Ostatnio słyszałem, że już w latach międzywojennych Niemcy "importowali" piłkarzy z Polski, tak że niemiecka krew footbolowa jest przynajmniej w połowie polską krwią. - Czy zna pan dowcipy o Polsce? Te, które kursują w Niemczech? -Nie, ale ja od razu nabieram do nich dystansu. Oczywiście - żartuję, sam lubię je opowiadać. -
Teraz w modzie są w Polsce dowcipy o Niemczech, a o Niemkach przede wszystkim.
- Niech pan cytuje proszę. - Dlaczego w Niemczech
produkują tyle dobrych samochodów? Bo jak się ma takie żony, to trzeba
się czymś zająć.
Ze Steffenem Möllerem
|