Alicja
Winczura: Przebywał Pan teraz przez kilka dni na występach w Niemczech.
Czy widzi Pan różnicę pomiędzy publicznoscią w Polsce, a Polonią niemiecką?
Chodzi mi o to, czy jest Pan inaczej odbierany?
Steffen: Inaczej, tutaj jest śmiech w innych miejscach, ludzie po prostu znają to z autopsji. Jak ja mowię np. o niemieckiej gościnności to w Polsce myslą, że ja przesadzam. Natomiast ludzie tutaj wiedzą, że jest to niestety "krwawa prawda" i sami boją się skorzystać w niemieckim domu za darmo z toalety. Także uwielbiam tu występować, bo mówię o tym samym co wszyscy Polacy tutaj przeżyli.
A.W.: i dlatego lepiej to rozumieją .
Steffen: Właśnie, dlatego łatwiej mi rozśmieszyć Polonię niemiecką
A.W. W piątkowym spotkaniu w WDR w "Kölner Treff" u p. Böttinger powiedzial Pan, że chce w Polsce zostać na stałe. Powiedział Pan to pod wpływem emocji, czy naprawdę podoba się tak Panu w Polsce?
Steffen: To co powiedzialem "live" na antenie było głęboko przemyślane i stwierdzone na wskutek doświadczeń. Przed przyjazdem do Polski byłem wcześniej na Syberii, bo chciałem uciec na wschód. Ale okazało się, że Polska jest dla mnie idealną mieszanką wschodu i zachodu. Ja już nie wyobrażam sobie życia całkowicie na zachodzie, albo całkowicie na wschodzie. Dla mnie musi być w tym wszystkim "Spannungsfeld"...
A.W.: A jakich obyczajów niemieckich brakuje Panu w polskiej tradycji i odwrotnie?
Steffen: Brakuje mi w Polsce obchodów święta św. Marcina (St.Martin) 11 listopada. Tylko w Poznaniu istnieje ten zwyczaj. A w Niemczech wiadomo, dzieciaki chodzą po ulicach z latarkami i jest fajna atmosfera. Ale w Niemczech za to nie ma tak odświętnie obchodzonego 1 listopada i nie ma śmigusa-dyngusa. No i jeszcze w Polsce brakuje mi tego, że w Wielkanoc nie ma zwyczaju szukania jajek...
A.W.: Muszę zadać Panu
pytanie, które irytuje mnie od dłuższego czasu. Chociaż mieszkam od 9 lat
w Niemczech to niestety sporadycznie mogłam
zauważyc
w niemieckich mediach pozytywy obraz Polski. Gdybym sama nie była z Polski
to myślałabym, że Polska to kraj bardzo zacofany. Tak zreszta myślą moi
znajomi Niemcy i mimo moich opowiadań nie potrafię uwierzyć, że jest inaczej.
Znają po prostu inny obraz z ekranów... Czy po 12 latach mieszkania w Polsce
myśli Pan, że Polska to tylko furmanki i bociany, jak pokazują niemieckie
media?
Steffen: Ja widzę powoli zmiany w spostrzeganiu Polaków przez Niemców. Ostanio spotkałem się z dwoma młodymi reżyserami z Hamburga, którzy chcą przedstawić Polaków bardzo pozytywnie, akurat pracują nad filmem fabularnym. I to nie pierwszy raz. Sporo jest ludzi dobrej woli w telewizji i radiu, pamiętam na przykład pewnego redaktora z Monachium, który zrobił fajny portret Warszawy.
A.W.: Tu się z Panem zgodzę, rzeczywiście takie reportaże powoli mają miejsce. Problem w tym, że są one emitowane albo bardzo wcześnie, albo bardzo późno. Natomiast w czasie największej ogladalnosci (po godz. 20-ej) pokazywane są najbiedniejsze i najmniej rozwinięte gospodarczo tereny Polski... Wiem to na pewno, ponieważ na naszych stronach internetowych umieszczamy aktualne dane o programach dotyczących Polski (w niemieckiej telewizji).
Prowadził Pan również wraz z p. Agatą Konarską otwarcie obchodów "Roku polsko-niemieckiego" w Warszawie w maju 2005. Czy rok ten miał Pana zdaniem wpływ na poprawienie stosunkow polsko - niemieckich?
Steffen: Nie - zero. Niestety na tej imprezie nikogo nie było. W każdym bądz razie nic to nie dało. Kompletna masakra.
A.W.: No własnie, nawet mało kto z Polaków i Niemców wiedział, że w ogóle taki rok miał miejsce.
Steffen: Nie wiem, czy było to słabo nagłośnione w mediach, czy poprostu nikogo to nie interesowalo.
A.W.: 17 maja prowadzi pan festyn polonijny w Hamburgu. Czy planuje pan również występy w innych miastach Niemiec, np. w Aachen?
Steffen: Do Aachen narazie nie mam zaproszenia, ale mam zaproszenie do Trier. W Trier będę 6 czerwca, w Hamburgu jak już pani powiedziała 17 maja. Będę też występował w Stuttgarcie Powoli się to wszystko rozkręca...
A.W.: W Hamburgu się na pewno spotkamy, bo nasza redakcja też tam będzie.
Steffen: .... a to bardzo fajnie.
A.W.: W serialu "M jak miłość" łamie Pan serca kobiet. A jak jest w życiu prywatnym?
Steffen: Wszyscy chcą to wiedzieć...
A.W.: no właśnie...
Steffen:
W życiu prywatnym to kobiety łamią mi serce (śmiech). Niedobre Polki, są
twarde i zdeterminowane. Ale tak na serio nie jest tak źle, nie narzekam.
Mogę się pochwalić, że swoje umiejętnosci językowe zawdzięczam w wysokim
stopniu pięknej płci polskiej.
A.W.: To że mowi Pan doskonale po polsku stało się w międzyczasie oczywiste,ale dzisiejsza wersja wiersza Juliana Tuwima "Lokomotywa" po śląsku powaliła publiczność na kolana. Czy na Pańskich stronach internetowych można znaleźć tę interpretację ?
Steffen: Narazie nie,
bo to wiersz z najnowszej płyty "Wakacje w Niemczech".
A.W.: Gra Pan w serialu,
prowadzi programy, min. prowadził Pan polską wersję "Wetten dass...", czyli
program "Załóż się", występował Pan również w "Europa da się lubić", jest
Pan satyrykiem, pisze książki, czyli jest bardzo wszechstronny. Czy nie
łatwiej byłoby Panu skoncentrować się nad jedną, konkretną działalnością?
Steffen: Hmm - ja nie czuję się aktorem. Kabaraciarzem? Czy ja jestem kabareciarzem? Ja opowiadam swoje życie na scenie i własne obserwacje. Chyba rzeczywiście jestem wszechstronny i jest to moja wspólna cecha z Polakami. Zauważyłem że Polak nie bez powodu czesto jest złotą rączką, bo potafi zrobić wszystko. Ja nie wyobrażam sobie siebie w jednej specjalizacji. Oprócz naprawy samochodu robie też wszystko.
A.W.: I jeszcze na koniec, co z planami wakacyjnymi. Wiemy, ze Pan bardzo dużo pracuje, ale trzeba też kiedyż odpocząć...
Steffen: W tym roku być może będę się opiekował domem swojego brata, w Saint Clou, 20 km od centrum Paryża. Brat wynajmuje tam dom i wyjeżdza, a ktoś przecież musi pilnować trawy. I ja już widzę siebie z kosiarką ... (śmiech)
A.W.: W takim razie życzę
Panu powodzenia w dalszej karierze i szczęśliwego powrotu do nowej ojczyzny.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Steffen: Dziekuję bardzo.
Dla portalu Xpol.de wywiad
przeprowadziła Alicja Winczura